arkady kdm

Tutaj publikujemy treści związane z kolejnym wspaniałym miejscem we Wrocławiu.
Zastanawiacie się, gdzie to jest?
Ano tutaj:


Nie tylko te konkretne arkady zainspirowały niniejsze teksty.
Również inne z Wrocławia, inne z innych miast i państwa.
Tutaj obejrzycie rozmaite zdjęcia.

Jak pięknie może być pod Arkadami

opublikowane: 7 wrz 2014, 12:03 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 7 wrz 2014, 12:04 ]

Obejrzyjcie materiał zdjęciowy na Facebooku - tutaj

schemat pod arkadami

opublikowane: 21 sie 2014, 14:47 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 21 sie 2014, 14:49 ]

Gdybyście chcieli zorientować się w lokalach pod Arkadami KDM... przygotowaliśmy dla Was ten oto schemat.

Od zawsze martwią nas bardzo ślepe witryny, tj. takie, które wyklejone są reklamą. Uchwała o Parku Kulturowym Stare Miasto obejmuje Arkady KDM i zgodnie z jej zapisami, witryny nie mogą być w ten sposób zaślepione. Kiedy zatem podmioty je odsłonią? Ślepa witryna oznacza martwą przestrzeń, tagi, mocz i śmieci. Czy tego chcą ich najemcy?

Prym w takiej anty-aranżacji witryn wiedzie tutaj Dolnośląska Organizacja Turystyczna (DOT) - stowarzyszenie, do którego "statutowych zadań (...) należy szeroko pojęta promocja Dolnego Śląska"... Umiejscowienie tego podmiotu właśnie tutaj dobrze wróży Arkadom KDM, ale niestety na razie nic dobrego dla nich z tego nie wynika. DOT ma swą siedzibę właśnie pod arkadą wschodnią.

Poza DOT witryny zaślepiły w sposób naganny następujące podmioty po stronie zachodniej: sklep z zegarkami, część księgarni (czarne szmaty zwane draperiami i pseudowystawa) oraz bank na skraju.

Zauważcie, że w narożnikach Arkad zlokalizowano 4 fajne dziuple: 2 kioski, kantor i skup kruszców :) Zauważcie też, że w południowym narożniku zlokalizowano bar - to Starbucks, i bardzo dobrze. Brakuje jeszcze donic z atrakcyjną zielenią przy każdym wejściu. Niestety arkada zachodnia ma tylko 2 wejścia - powinno ich być tutaj o 2 więcej, jak na przeciwko.

Potencjał placemakingowy (animacyjny, miejscotwórczy) niosą przystanki i oczekujący tutaj ludzie, a także 2 zebry, czyli przejścia dla pieszych - tutaj ludzie też czekają, stoją i patrzą, co na świecie wykorzystuje się w celu animacji komercyjnej dla dobra okolicznych lokali.

W zasadzie wszystkie istniejące tu podmioty mogłyby wystawiać swe regały/stoliki pod arkadę - czy to z kawą i ciachami, czy też z butami, talerzami, okularami czy książkami. Póki co, słabo im się to opłaca, bo koszt zajęcia chodnika przekracza możliwe przychody, zatem Spółdzielnio - zwolnij ich z opłat przynajmniej na jakiś czas!

Arkady i podcienia

opublikowane: 27 lut 2013, 10:24 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 27 maj 2013, 08:27 ]

Tutaj artykuł o podcieniach, nie tylko wrocławskich.
Tutaj zdjęcia.
Temat arkad, podcieni i księgarń jest dziś we Wrocławiu znów na topie... Niestety przy dość smutnej okazji upadku Księgarni pod Arkadami. Niestety badania terenowe dowodzą, że we Wrocławiu nie jest wciąż wykorzystany wielki potencjał podcieni. Mimo, że wiele wrocławskich podcieni jest pełnych ludzi (np. te na Pl.Grunwaldzkim), to nic z tego nie wynika dobrego ani dla przechodniów, ani dla handlowców - aby cokolwiek tam postawić, muszą uzyskać dziesiątki zgód i to ich skutecznie zniechęca. Arkadami zarządza najczęściej zarządca budynku, w którego są obrysie, a we Wrocławiu (i nie tylko) zarządca niestety nie sprzyja często podmiotom, które są jego klientami. A w praktyce stanowią przestrzeń stricte publiczną, więc powinny być w zarządzie Gminy. Jednak wówczas, przy obecnych przepisach też nic by dobrego z tego nie wynikło; wszystko bowiem, co nie jest znakiem drogowym, jest reklamą, więc musi być odpłatne (nawet jeśli jest to regał z darmowymi książkami!) i podlega licznym, zniechęcającym uzgodnieniom. Ot i sprzeczność... Ot i pat... Ot i martwa przestrzeń publiczna.

Wrocław nie ma wielu zabytkowych podcieni, np.:
- Ul. Świdnicka, Arkady KDM
- Ul. Ruska między pl.JPII oraz ul. Kazimierza Wlk.
- Ul. Ruska przy rogu z ul. Kiełbaśniczą
- Ul. Szewska przy rogu z Kotlarską

Jest u nas wiele podcieni nowoczesnych, z okresu PRL lub niedawnych lat, np.:
- Plac Grunwaldzki / Grunwaldzki Center
- Ul. Szewska przy rogu z Nożowniczą
- Ul. Wita Stwosza przy rogu z Łaciarską
- Ul. Nożownicza w budynku British Council (m. ul. Szewską a Kuźniczą)

Niektóre z nich są już zabudowane i wykorzystywane jako lokale handlowe, np. zakończenie modernistycznego bloku przy rogu Wita Stwosza z Szewską.


Tutaj więcej zdjęć.

Na ławkach Pod Arkadami...?

opublikowane: 4 maj 2012, 02:48 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 4 maj 2012, 04:13 ]

Pod Arkadami ławek nie ma. Arkady KDM to ławkowa pustynia. Niektórzy dziwią się, że są brudne i śmierdzące, ale jak mają być inne, skoro nie czyni się starań, by zatrzymać tam ludzi, by przechodnie stali się tymczasowymi rezydentami?

Pod Arkadami KDM nie ma gdzie usiąść. Nie ma tu szansy na dozór społeczny. Wiemy dlaczego - według wielu osób ławki to zaproszenie dla bezdomnych, pijaczków lub hałaśliwej młodzieży. Według wielu to nie mieszkańcy miasta, albo przynajmniej niegodni siadania, więc nie powinni siadać na ławkach publicznych, miejskich, ogólnie dostępnych. Ławki są bowiem dla miejskiej elity. A skoro owa niechciana mniejszość zajmuje ławki w nieestetyczny sposób, to niechaj elita=większość nie siada wcale. Zatem stoi tu (zdjęcie po lewej) jedna elitarna ławka, ale poza Arkadami - na przystanku tramwajowym. Prosta, deszczułkowa, na szczęście z oparciem. Seniorzy muszą je mieć, to obowiązek mebla miejskiego, aby miał oparcie, jeśli przeznaczony jest do obsiadania go przez ludzi, w tym przez osoby starsze.

Ławki artystyczne

Jedną z form obecności sztuki w przestrzeni publicznej jest siedzisko. Nie ławka, nie krzesło, nie fotel - ogólnie: siedzisko, czyli forma przeznaczona do siedzenia. Wokół siedzisk krąży wiele doskonałych projektów na wysokim poziomie artystycznym. Nie tylko polskie miasta radzą sobie w ten sposób z pozyskaniem funduszy na infrastrukturę prospołeczną, a przede wszystkim artystyczną - bo tak można śmiało nazwać rzeźbę miejską. Jeśli miasto ma jakiś problem ze znalezieniem funduszy z puli inwestycyjnej, szuka je z puli kulturalnej. Tak powstają projekty trwałe lub tymczasowe, których efektem są siedziska w miejskiej przestrzeni publicznej. Na fotografii po prawej - Poznań.

Ławki miejskie są jednym z najbardziej ulubionych form przestrzennych artystów wzornictwa przemysłowego. We Wrocławiu na Akademii Sztuk Pięknych mamy Wydział Architektury Wnętrz i Wzornictwa - nazwa może nieco mylić, bo wielu artystów zajmuje się też meblami nie-wnętrzowymi, czyli np. miejskimi. Wspomniany powyżej Poznań zaskoczył mieszkańców w 2007 roku, kiedy to Rynek poznański zastawiono atrakcyjnymi ławkami - w zasadzie prototypami zaprojektowanymi przez artystów (zdjęcie po lewej).

Przechodnie bez oporów je oswoili i był to jeden z najlepszych przykładów synergii artystów z mieszkańcami... co nie zawsze jest takie oczywiste. Ten projekt media nazwały Ławkomanią, a Organizatorzy AKCJĄ ARTYSTYCZNA ŁAWKA (Stowarzyszenie InterCity) i trwał on przez całe lato 2007 na Starym Rynku w Poznaniu - pozazdrościć, prawda?


Ławkowe posągi

Rok 199 to z kolei początek ery ławkowych posągów. Tradycję w Polsce rozpoczęła podobno Łódź ławką Tuwima (zdjęcie po prawej zapożyczone z Wikipedia.pl). W wielu miastach panuje odtąd moda na ławki rzeźbiarskie, posągowe. Albo odwrotnie - posągi ławkowe... Nazwa nieistotna, jednak warto przyjrzeć się temu trendowi. Wiele tego typu rzeźb stawia się w parkach, ale również w centrum miasta, na deptakach, skwerach, chodnikach.

Nieomal 3 lata temu Świebodzin ogłosił przetarg na wykonanie takiej rzeźby dla uhonorowania pamięci Czesława Niemena. Na zdjęciu po lewej - efekt przetargu, który pojawił się na świebodzińskim Rynku w czerwcu 2009 roku. Powstaniu tej rzeźby towarzyszyła oczywiście gorąca dyskusja - wspomina o tym Małgorzata Raczkowska na portalu krajoznawcy.info.pl, z którego zapożyczyliśmy fotografię. Może warto rozważyć Pod Arkadami KDM "aleję gwiazd siedzących" zamiast "alei gwiazd spłaszczonych i wiszących"...? Przynajmniej będzie gdzie siedzieć... Wartość i przydatność społeczna będzie o wiele, wiele wyższa, efektywność tego typu galerii - również, bo dostępność do uhonorowanego - większa, jak również ekspozycja jego sylwetki. Warunek: wysoka wartość artystyczna rzeźb, abyśmy nie otrzymali tu kolejnych potworków. Ale to już zadanie artystów, a we Wrocławiu mamy ich silnych i zdolnych, więc na pewno można liczyć na ich kreatywność. Niechaj projektują i ławki, i posągi. Całość. Tylko całość.

Pojawić się może mnóstwo głosów przeciw, my sami jesteśmy często zażenowani niskim poziomem artystycznym posągów i ławek w takich propozycjach. Jednak wierzymy i wiemy, że są możliwe dobre rozwiązania, dobra sztuka, wysokiej jakości. Wierzymy w naszych wrocławskich artystów, a mają oni nazbyt mało okazji do zaistnienia w przestrzeni publicznej własnego miasta - to nie jest dobra sytuacja. Wprawdzie większość z nich woli na pewno zaistnieć inaczej, niż w formie ławkowego posągu, ale zapewne znajdą się i tacy.

Niewątpliwą zaletą posągów ławkowych jest ich animacyjna rola w przestrzeni. Siedzący posąg po prostu zaprasza do siadania i fotografowania się wraz z nim. Na zdjęciu po lewej - autor rzeźby Profesora Raabego na ławce posągowej w Lublinie (zapożyczone z portalu Moje Miasto Lublin). Dla obywateli miasta uhonorowanych w ten sposób jest to PR-owy sukces, bo w 90% przypadków przechodniem, turyści chętniej fotografują się na ławce w objęciach z Poetą, niż pod jego pamiątkową płaskorzeźbą. Przestrzeń sama się animuje. Korzystają też na tym przechodnie i ludzie czekający na tramwaje.

Zdjęcie po prawej pokazuje przystanek w Bolonii, na którym ludzie czekają na autobus stojąc pod arkadą - we Wrocławiu może być tak samo. Będą ławki - będą ludzie, nie tylko menele i bezdomni, ale nawet jeśli - po to mamy Straż Miejską, by pomogła nam oraz im. Jeśli będą siedzieć ludzie, będzie dozór społeczny, więc wzorem innych krajów wandalizm powinien sukcesywnie spadać.

Arkad może nam pozazdrościć niejedno miasto - Bruksela stara się ratować sytuację mularami (zdjęcie po lewej).

Przy okazji ławek warto ustawić regały na kółkach z księgarni i innych lokalnych sklepów (na preferencyjnych war.finansowych, by zachęcić handlowców) oraz koniecznie 2-4 nowe, prestiżowe lokale gastronomiczne i stoliki kawiarniane pod arkadami. Samo się zrobi. Placemaking to proste reguły:
- ludzie przyciągają ludzi
- jedzenie i zakupy przytrzymuje ludzi w przestrzeni
- obecność ludzi zniechęca wandali czyli też ludzi itd...

Gruntowne mycie Arkad KDM jest już w planach. Ławkowa galeria to również sposób na zdobycie pieniędzy na ławki, ponieważ ławka-pomnik dotowany jest z budżetu przeznaczonego na kulturę, a nie stricte budowlane inwestycje. Wprawdzie są artyści, naukowcy, poeci i pisarze, którzy potępiają taki pomysł, ale warto go przynajmniej rozważyć, bo jest znakiem czasów. Ławka pomnikowa jest tekstem kultury. A skoro są pieniądze na kulturę, to zrozumiałe są lawinowe postulaty stawiania ławek rzeźbiarskich w miastach. To taka OD- i DO-społeczna ławka: przyjaciel niby siedzi, niby jest, a go nie ma, bo gadaniem nie zmęczy i patrzeniem w oczy nie speszy...:) Z jego dwóch stron można usiąść i rozmawiać we troje:P To jest rzeźba zaangażowana, sztuka stosowana, więc do ręki dalibyśmy Profesorowi lub Poecie płaską książkę lub gazetę, aby przy okazji "stolik" się otworzył...:) No dobrze, to żart... Nie tylko Profesory siedzą na takich łąwkach - na zdjęciu po prawej: ławka pary Kaszubów w Gdyni (z portalu Map Of Poland).

Co z tymi Arkadami?

opublikowane: 21 kwi 2012, 10:40 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 4 maj 2012, 04:08 ]

 
Zauważamy obecnie wysyp pomysłów rozwiązania "problemu arkad". Im więcej partykularnych pomysłów, tym większa pewność, że mamy problem i popadamy w desperację. Arkad KDM nie można starać się modernizować lub upiększać metodą łatania dziur lub ratowania tonącego statku. To miejsce warte jest tego, aby potraktować je z namysłem i szacunkiem. Znany jest już we Wrocławiu pomysł utworzenia w Arkadach (na ich filarach) "Alei Gwiazd" - wystawy z tablicami wizerunków osób zasłużonych Wrocławiowi. c.d. Czy będzie on podlegać uchwale pomnikowej? Według nas - powinien. Tablica pamiątkowa to rodzaj pomnika. O tym poniżej.

fot. z lewej: kliknij tutaj

Po co w ogóle powstały podcienia zwane dziś przez nas Arkadami KDM? Po co w mieście, w którym pełnego słońca mamy - jeśli się poszczęści - przez zaledwie jeden miesiąc w ciągu roku, ktoś wpadł na pomysł zbudowania pierzei z podcieniami? Dlaczego to zrobił? Pierwsze pytanie to pytanie o cel. Drugie - o przyczynę. Co więcej: dlaczego podcienia pojawiły się tylko w południowej części zespołu, a północna jest ich pozbawiona? Wszak nasłonecznienie jest tu identyczne, bo oś ulicy Świdnickiej przebiega właśnie z północy na południe. Warto zauważyć, że te właśnie podcienia są jedynymi w całym zespole Kościuszkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej. Dlaczego? Jaki był zamysł projektantów?
fot. z prawej: Bryła.pl - kliknij tutaj

Słyszeliśmy wielokrotnie, że w traktowaniu arkad i podcieni kraje śródziemnomorskie nie są dla nas dobrym przykładem, bo "tam jest mnóstwo słońca i przechodnie chowają się w podcieniach przed upałem". Owszem, ale to nie jest do końca słuszny argument za tym, by nie obserwować arkad ze śródziemnomorskich miast. W Walencji, gdzie słońca również jest dużo, nie spotkamy tak wielu podcieni, jak np. w Bolonii, która leży dalej od Równika, niż Walencja.

fot. z lewej: Bolonia, fot. Anna Rumińska Archiwum eMSA Inicjatywa Edukacyjna

Temat Arkad KDM jest nam bliski od dawna, ale z perspektywy profesjonalistów zajmujących się przestrzenią publiczną miasta, dlatego temat walorów z zakresu historii sztuki pozostawimy innym, jako nie mniej ważne, lecz także te, na których temat wypowiedzą się osoby kompetentne. W tym obszarze interesujące jest również to, jak przedsiębiorcy (poprzez spółdzielnię) i urzędnicy zarządzają tym skrawkiem przestrzeni publicznej. Jak wiadomo obserwacje są mało optymistyczne. Pomysł tablic ideologicznie jest zrozumiały (co nie znaczy słuszny), spójny z nastrojami upamiętniania osób we Wrocławiu - najwyraźniej wielu radnych i urzędników ma taką potrzebę, więc albo powinniśmy to zrozumieć i pokierować na właściwe dla przestrzeni tory, albo powinniśmy ubiegać się o zajęcie ich stanowisk, a jak wiadomo, nie każdy ma na to ochotę z rozmaitych powodów. Pomysł ten trzeba więc zrozumieć i poddać pod rozwagę, poszukać alternatyw, podsunąć inne rozwiązania...

Jednak niebezpieczne jest to, że pomysł ten jest kompozycyjnie i strategicznie spójny z powszechną obecnie ideą ideologicznych komunikatów (a do takich należą i reklamy, i tablice pamiątkowe) mocowanych na architekturze: nie ważne, czym jest ściana jako taka lub jej  fragment )=filar), ważne że jest to płaszczyzna, na której można (wypada?) COŚ fajnego powiesić. Ot pokusa... Swego czasu powstał we Wrocławiu pomysł zamiany fragmentu fasady budynku Rumpa na rogu Placu Solnego i Rynku w zieloną ścianę. Mówiąc wprost: w hodowlę bluszczu... Jest ściana, jest impreza! Wszak "goła" ściana (=bez okien) aż się prosi o zapełnienie. We Wrocławiu horror vacui rządzi bardzo silnie umysłami wielu ludzi. Puryzm jest tu czymś obcym i nowym, minimalizm również. Obecnie już nawet ściana wykończona płytami kamiennymi lub boniowanym tynkiem stanowi pokusę do działania - do zasłonięcia, do powieszenia, do wykorzystania. W dobie wszechogarniającej komercji i reklamy każdy skrawek płaszyczny - pionowej lub poziomej - jest bezcenny, kosztuje tak wiele! Cieszmy się więc, że nie powstał jeszcze pomysł udekorowania Arkad KDM panelami reklamowymi, z których dochód pokrywałby na co dzień koszty konserwacji i utrzymania porządku tego miejsca. Cieszmy się..., ale... kto wie, może już lepsze byłyby reklamy...? Przynajmniej częściej pojawiałby się tam ktoś, kto by wymieniał zawartość tablic. Byłby jakiś dozór. A Aleja Gwiazd - zawisną i koniec. Dobrze więc się stało, że ów pomysł zabluszczowania rumpowskiej ściany do dziś nie został zrealizowany (obyśmy nie wykrakali...). Architektura to nie podkład do obrazków. Tym bardziej architektura tak konsekwentnie zrealizowana, jak Kościuszkowska Dzielnica Mieszkaniowa.

Nie powinniśmy folgować tej pokusie wykorzystania każdej pustej płaszczyzny na ozdoby, dekoracje, atrakcje... Ktoś w Dolnośląskiej Izbie Gospodarczej stwierdził, myśląc głównie komercyjnie, że oto "kawałek architektury" będzie dobrym "podkładem" pod coś, co ma rzekomo wygenerować prestiż, ruch, popyt, dozór, zainteresowanie tym miejscem oraz (mam nadzieję) potencjalny wzrost przychodów lokalnych przedsiębiorców, a docelowo kasy miejskiej. Prestiż lub przychody - oto dwie kategorie, które rzekomo mają być wytworzone przy tej okazji. Nic bardziej mylnego. Ten ktoś w DIG nie miał dobrego pomysłu, tym samym radni i urzędnicy popierający tę inicjatywę, jednak można ten pomysł potraktować jako wskazówkę, że trzeba we Wrocławiu poszukać miejsca na taką "Aleję Gwiazd". W wypadku przestrzeni, która stanowi mocno tranzytową strefę, z tablicami pamiątkowymi stanie się tak, jak z chodnikiem na Placu Nankiera wzbogaconym o poziome, bardzo kosztowne tablice pamiątkowe w jego nawierzchni, na które mało kto spogląda, a tym bardziej turyści, którzy nie wiedzą po prostu, o co chodzi. Jednak czasami śmieją się,  patrząc w ruchu na te tablice i wymieniając znaki zapytania.

Skoro zatem ktoś bardzo pragnie urządzić we Wrocławiu lub w Arkadach KDM "aleję gwiazd", to może lepiej będzie utworzyć ją w przyległych lokalach, przyciągając w ten sposób zwiedzających do wnętrz handlowych i generując ich przychód, zadowolenie, zaangażowanie w miejską kulturę oraz załatwiając z nimi koszty konserwacji i utrzymania tablic. W ten sposób tutejsze sklepy i być może przyszłe kawiarnie i restauracje miałyby dodatkową reklamę i zwiedzających. Łatwo jednak utworzyć program szlaku turystyczno-artystyczno-gastronomicznego właśnie pod Arkadami, lecz nie na ich filarach, ale we wnętrzach ich lokali.

Pod względem przestrzennym Arkady KDM to jedno z tych miejsc, z którymi sobie nie radzimy, ale też nie przeprowadzono jak dotąd dokładnej i co ważne - publicznej analizy możliwości rozwiązania problemu Arkad KDM. Prowadzono na ten temat rozmowy z lokalną Spółdzielnią. Sprawy własności, zarządu i gospodarki nieruchomościami są tutaj priorytetowe. Do dyskusji powinni się włączyć specjaliści od gospodarki nieruchomościami, z tymi z lokalnej spółdzielni na czele - bez ataków, pretensji, tylko z konstruktywnymi postulatami. Zagadnienia estetyki, architektury, historii, sztuki, integracji, aktywizacji, bezpieczeństwa, rozwoju schodzą wobec kryzysu finansowego i ekonomicznego na dalszy plan - możemy ubolewać, ale tak jest, więc rozwiązania powinny to uwzględniać i polepszać, a nie to pogłębiać. Powinniśmy więc szukać spójnych propozycji, ale nie w momencie, gdy powstał szaleńczy pomysł, lecz wcześniej. Warto więc przyjrzeć się innym chromym miejscom we Wrocławiu i w porę postulować strategie i metody poprawy - nie odkładać ich na później, lecz ciągle proponować, zanim zrodzi się idea, która zagłuszy wszystko. Takich miejsc jest w naszym mieście sporo.

Arkady KDM są nielicznym przykładem arkad we Wrocławiu - to nie tautologia, lecz fakt. Arkad, jako rozwiązania architektonicznego, we Wrocławiu wiele nie uświadczysz. Wrocław to nie Bolonia. Klimat mamy jaki mamy, tradycję handlu też, więc arkad mamy mało, tym bardziej powinniśmy je chronić i traktować jako perełki, szczególne atrakcje - takimi wszak są, wszyscy je kochamy, szczególnie w deszczu lub w upały. Ruska to kolejny przykład arkad, które po prostu umierają, przede wszystkim estetycznie. Na hasło "arkady" kojarzono dawniej tylko jedno miejsce - tak nazywa się też przystanek tramwajowy i tutejsza księgarnia. Od pewnego czasu to tzw. nazwa krocząca - jej terytorium przesunęło nieco dalej. Teraz musimy dodawać te 3 litery, ale to nic - one uczą wielu ludzi o ich przeszłości, więc swoją rolę odegrało już pobliskie centrm handlowe (nie nobilitujmy go nazwą "galeria").

Tym razem mamy znów wyzwanie w postaci kolejnego "pomnikowego" pomysłu. Arkady KDM nie potrzebują makijażu, lecz domycia i nowej diety. To miejsce potrzebuje silnej i szerokiej strategii placemakingu ("miejscotwórstwa"). Najtańszym dla zarządców i Gminy rozwiązaniem jest tzw. dozór społeczny, czyli strategiczne i systemowe działania powodujące NAPEŁNIENIE przestrzeni ludźmi. Wówczas nawet monitoring nie jest zawsze konieczny, chyba że w nocy. Pod Arkadami wiszą kamery - czy ktoś w Policji śledzi to, co się tutaj dzieje w kontekście brudzenia architektury i otoczenia? Wygląda na to, że nie - dopóki nie ma urazów ciała, dopóty Policja milczy i nie prześladuje brudzących.

Przypomnijmy sobie uchwałę Rady Miejskiej w sprawie wznoszenia pomników na terenie Wrocławia (XLIX/1438/10) - czy są w niej uwzględnione tablice pamiątkowe? Treść pierwszego paragrafu wskazuje, że jak najbardziej (link:
http://wrosystem.um.wroc.pl/beta_4/webdisk/133659%5C1438ru05.pdf):
"§ 1. 1. W rozumieniu niniejszej uchwały określenie pomnik oznacza dzieło rzeźbiarskie, architektoniczno-rzeźbiarskie lub o charakterze założenia architektoniczno-przestrzennego, opracowane w szerokiej skali środków artystycznego wyrazu od form realistycznych do abstrakcyjnych. Składać się może z jednego lub większej liczby elementów, a także wykorzystywać nowoczesne środki multimedialne. Pomnik winien upamiętniać osobę, zdarzenie historyczne lub ideę." Tablice pamiątkowe (="aleja gwiazd") są więc pomnikiem i podlegają tej uchwale - jeśli już z jakichś absurdalnych powodów ma to być realizowane.

Warto jednak zastanowić się nad tą realizacją "alei gwiazd", bo z pewnością nie rozwiąże ona "problemu arkad". Tablice to makijaż, w dodatku dość kosztowny, nałożony na zaniedbane i osamotnione ciało pozbawione życia i towarzystwa, które będzie ów makijaż podziwiać. Jeśli towarzystwo będzie, makijaż naprawdę będzie zbędny. Tablice powstaną, a potem będą niszczone, tagowane, obłupywane, obsikiwane itd. Będzie tylko gorycz, że w ten sposób zostały wydane publiczne pieniądze.

Zatem od początku.

Po pierwsze
trzeba Arkady odczyścić, odremontować, odświeżyć, umyć - wiadomo. Kwestia sporna, czy zrobi to Spółdzielnia na swój koszt, czy Gmina Wrocław. Wiemy, że jest to w planach - nikt z urzędników nie planuje tam jakichkolwiek inwestycji na brudnych ścianach. Podobny problem z podziałem prac porządkowych jest na wrocławskim Manhattanie - tam również właścicielem gruntu jest Gmina, a zarządcą spółdzielnia, w dodatku bez grosza przy duszy (podobno). Efekt: ruina. Ale idzie ku dobremu, planowany jest oczywiście remont. Arkady KDM warto traktować podobnie - geodezyjnie to część budynku, więc pod zarządem Spółdzielni, ale przestrzennie i użytkowo to część przestrzeni publicznej miasta, więc "rzecz publiczna", na którą powinna łożyć Gmina, tym bardziej jeśli to obiekt tworzący założenie urbanistyczne wpisane do rejestru zabytków (A/1491/543/Wm).

fotowizualizacje powyżej: arch. Katarzyna Sobuś, arch. Anna Rumińska / Archiwum eMSA Inicjatywa Edukacyjna

Po drugie trzeba skupić uwagę nie na samej przestrzeni, jako źródłu dobra, lecz na jej granicach, jako generatorach ogromnego potencjału. To granice, krawędzie przestrzeni publicznej mają karmić przestrzeń, a nie odwrotnie. Kierunek sugerowany w pomyśle tablic jest dokładnie taki: ktoś wierzy, że ta inwestycja spowoduje poprawę przestrzeni i przypływ pieszych. OGROMNY BŁĄD MYŚLOWY. Odwrotnie: działania przedsiębiorców z witrynami na Arkady KDM mogą spowodować, że nic tu nie będzie potrzebne, poza szybkimi kelnerami. Zatem trzeba tak przygotować granice tej przestrzeni, aby one wpływały na samą przestrzeń, nie odwrotnie. Radni, urzędnicy, przedsiębiorcy, ludzie ze spółdzielni - oni wszyscy mogą być pewni, że nie ma sensu pakować setek tysięcy w płaskorzeźby, bo efekt będzie 0,05-procentowy albo mniejszy - zdjęcia pojawią się w przewodnikach i informacji turystycznej i na tym koniec, z Arkadami dalej będzie problem, jeśli nie podejmie się działań placemakingowych. Pomysł "alei gwiazd" nie przyniesie prestiżu Arkadom KDM, wbrew pozorom. Klasę i prestiż zapewniłyby tu działania otwierające przybrzeżne (graniczne) sklepy na tę przestrzeń. Na tym zasadza się potencjał tych arkad, jako rozwiązania architektonicznego. Weźmy przykład Bolonii, miasta, które stoi arkadami, nie ważne, że słonecznego - ważne jest to, że tamtejsze tłumy nie są przyciągane tablicami pamiątkowymi, lecz handlem, gastronomią, animacją i rozrywką. Dzięki temu jest tłum. Dzięki temu jest dozór. Dzięki temu jest dobra przestrzeń publiczna.

Po trzecie koniecznym zabiegiem jest uwolnienie tutejszego handlu DO PRZESTRZENI ARKAD - każdy z handlowców powinien dbać o swój pas, aż do wewnętrznego lica filarów. To typowa praktyka i procedura w wielu włoskich miastach. Pamiętajmy, że przestrzeń publiczna nie ogranicza się do tego, co na zewnątrz, ale też "wchodzi" we wnętrza: półprywatne lub pół-publiczne. Wnętrze sklepu lub kawiarni to naturalna kontynuacja pasażu na wolnym powietrzu. Tak właśnie powinniśmy rozumieć przestrzeń publiczną - razem z jej granicami, tj. przyległymi lokalami handlowymi, gastronomicznymi lub usługowymi. Wzdłuż Arkad mamy kilka sklepów - ani jednej kawiarni z prawdziwego zdarzenia, a to właśnie ta funkcja generuje klientów, którzy nie pędzą tranzytem przez pasaż, ale zatrzymują się i nadzorują przestrzeń - chcąc nie chcąc. Po każdej stronie pod Arkadami powinny być min. dwie kawiarnie, restauracje, bary, fast-foody, cokolwiek z gastronomii ze stolikami pod arkadami. Stoliki będą tutaj pełnić funkcję dziennych kamer darmowego monitoringu. Pas ruchu jest na tyle szeroki, że świetnie by się tutaj zmieściły.

Zatem nie tylko sklepy powinny zajmować arkady wyposażeniem, ale również sklepy powinny ustawiać stendy z rozmaitym asortymentem - wszystko po to, aby ZATRZYMAĆ klienta. Jeśli obok stoją stoliki, to klient może usiąść i siłą rzeczy popatrzy na asortyment - mamy 2 w 1. To są typowe mikro-strategie stosowane w placemakingu. Lodziarnia? Świetnie! Nic tak nie animuje przestrzeni publicznej, jak ludzie liżący lody i gapiący się na przechodniów. Trzeba im jednak postawić stoliki i krzesła. Mamy tu niezłe sklepy z odzieżą i wręcz oldskulowy sklep ze szkłem (chyba jeszcze jest?) - oni nie muszą wystawiać swoich produktów na wieszakach, ale mogą zrobić dowolną animacyjną reklamę swoich lokali - pomysłów będzie w bród, jeśli zabraknie, na pewno pomożemy. Mamy tu też świetną księgarnię, która mogłaby wystawiać woluminy wzorem bolońskich libreria - i nie chodzi o to, aby stendy z książkami kosztowały krocie, to mogą być zwykłe drewniane lub metalowe regały, ważniejsze, że będą generować PRZYSTANKI klientów.

Po czwarte w ww. rozwiązaniach potrzebna będzie wyrozumiałość finansowa spółdzielni lub/i Gminy - za zajęcie pasa arkad przedsiębiorcy nie powinni dopłacać, bo się na to nie zdecydują. Brak opłaty lub jej mała kwota zachęci ich do "wyjścia na ulicę" - pamiętajmy, że w Polsce wciąż uczymy się dopiero funkcjonować z handlem w przestrzeni publicznej. I nie tylko z handlem...

Po piąte potrzebna jest tu animacja okazjonalna, wydarzenia cykliczne, czyli lokalne sensacje przyciągające klientów, przechodniów, obserwatorów, media... Wzorem innych europejskich miast zalecilibyśmy tutaj targowiska kolekcjonerskie. To jest pasja/hobby odchodzące w niszę, jednocześnie zapewniające ciągłość dorobku kulturowego w małej skali. Kolekcjonerzy nie powinni cisnąć się tylko w swych mikrolokalikach. Są atrakcją turystyczną i społeczną równie wielką, jak buskerbus, bajkobus lub codzienny mim. Są nawet większą atrakcją, niż "aleja gwiazd". Gdybyśmy tu co tydzień mieli targowisko kolekcjonerskie, byłby dozór i placemaking. Ten prosty sposób stosują inne miasta w Europie i USA.

Po szóste wskazane jest włączenie przechodniów - nie-klientów - w użytkowanie pasażu=arkad. Robi się to stosunkowo tanio stawiając do-społeczne ławki. Warto rozważyć aleję gwiazd w formie ławek pomnikowych (ewentualnie odwrotnie - pomników ławkowych). Kilkanaście ławek z kilkunastoma sławnymi Wrocławianami - to mielibyśmy 2 w 1: i animację, i edukację, i ławki. To wygeneruje ryzyko zajmowania ławek przez bezdomnych, ale bezdomność nie może stanowić argumentu przeciwko animacji społeczno-przestrzennej. Bezdomnymi musi się zająć Straż Miejska. Dzięki ławkom zapewnione też będzie "bywanie pozytywne" niezależnie od godzin otwarcia lokali. Oczywiście to generuje ryzyko libacji, ale może też zapewnić dozór po godzinach zamknięcia lokali, a przede wszystkim daje możliwość korzystania z przestrzeni publicznej bez konieczności wydatków. Libacje to zadanie do rozwiązania dla Straży Miejskiej i Policji - typowe narzędzia to monitoring i patrole piesze. Potencjalne libacje nie mają prawa eliminować szans przyzwoitego użytkowania przestrzeni publicznej przez ogół przechodniów - mniejszość w tym wypadku nie może decydować o życiu większości - tak w przypadku arkad, jak i typowych chodników, skwerów, placów lub parków. Niestety często dzieje się, że kilku pijaczków stanowi dla służb porządkowych i urzędników argument wystarczający likwidacji publicznych ławek.

Po siódme Arkady KDM trzeba analizować w kontekście szerszym, tj. całej Świdnickiej i jej skrzyżowań. Skuteczna aktywizacja Arkad sprowokuje działania na rzecz wzrostu statusu Placu Kościuszki, który nie jest placem, a tylko węzłem komunikacyjnym, czego dowodzi to, że nie ma tu bodaj jednej ławki. Ktoś nas, przechodniów zachęca do tego, by tutaj tylko przemknąć... Liczba ławek między Piłsudskiego a Kazimierza Wielkiego jest żałośnie niewielka - współczujmy nie tylko seniorom... Dawną sugestię urządzenia na Pl.Kościuszki fontanny z urzędu skomentowano ryzykiem kąpieli wrocławskiej mniejszości etnicznej, de facto też facto często Polaków.

Całość tych działań powinna być spięta/zwieńczona systemem lojalnościowym, splotowym - rabatami łączonymi pomiędzy tutejszymi lokalami - to rzadkość w Polsce, ale to dobry kierunek, sprawdzony za granicą. Zachęci to klientów do bardziej intensywnych zakupów i bywania tutaj dłużej niż 5 minut, w biegu. Te wszystkie działania doprowadzą do tego, że Arkady KDM staną się MIEJSCEM - strefą docelową, a nie tranzytową, i tylko wtedy wzrośnie ich kondycja, prestiż i estetyka. Każda arkada powinna być nie tylko pasażem tranzytu, lecz handlowo-rekreacyjnym PASAŻEM PRZYSTANKÓW z pasem ruchu - trzeba odwrócić priorytety. Podobnie jak każdy inny pasaż handlowy, nie ważne czy zewnętrzny, czy wewnętrzny.

Reasumując:
1 - remont / odczyszczenie, bez nowych ozdób, ta architektura broni się sama,
2 - weryfikacja granic - przyległych do Arkad lokali pod względem asortymentu (nowi z gastronomią - mile widziani!),
3 - wyjście przedsiębiorców w przestrzeń obu arkad - przestrzeń lokali połączona organicznie (handlowo i użytkowo) z przestrzenią pasażu=arkad,
4 - wyrozumiałość finansowa zarządców terenu - promocyjne czynsze za pas zewnętrzny lub czasowe z nich zwolnienie,
5 - targowiska kolekcjonerskie i inne wydarzenia okazjonalne i koniecznie regularne,
6 - umiejscowienie kilkunastu ławek (min.3-osobowych siedzisk do-społecznych) ogólnie dostępnych,
7 - analiza przestrzenno-użytkowa Arkad w kontekście całej ul.Świdnickiej, szczególnie Pl.Kościuszki i jej skrzyżowania z ul.Piłsudskiego,
8 - system lojalnościowy / splotowy / partnerski pomiędzy lokalami.

Tutaj obejrzycie zdjęcia spod Arkad KDM:)

Jest tam też kilkanaście zdjęć z inspiracjami...
kliknij na pokaz slajdów, by powiększyć


koncepcja i inspiracje

opublikowane: 31 mar 2012, 05:01 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 16 paź 2012, 00:33 ]

Po lewej widzicie Via Ugo Bassi w Bolonii we Włoszech. Chcielibyśmy, aby podobnie funkcjonowała "Świdnicka pod Arkadami", czyli cudowny, nierozpleciony jeszcze fragment ulicy Świdnickiej we Wrocławiu. Chcielibyśmy, aby księgarnie i sklepy wyszły na chodnik pod naszymi tradycyjnymi Arkadami.

F
antastycznie byłoby zrobić tu sprzedaż regałową albo wprowadzić tzw. wolną książkę lub społeczną wymianę książek, jak dowodzą doświadczenia innych krajów i miast, najwygodniej jest zrobić to w formie mobilnych regałów na kółkach. Na zdjęciach po prawej - Bolonia.

Arkady po wschodniej stronie mogłyby wyjść ze stolikami na zewnątrz - gastronomia typu kawiarnie, lodziarnie, fast-food, slow-food, lub choćby rurki z kremem i "kioski ruchu". Zainspirujmy się znów Włochami: Włosi doskonale radzą sobie z aktywnością kulturalną mimo ogólnego zgiełku ulicznego - aut i skuterów. W tym zgiełku Włosi krzyczą między sobą, śmieją się bardzo głośno i nie strofują tych, którzy krzyczą jeszcze głośniej. Nasza tradycja jest nieco inna, ale czy to faktycznie jest tradycja...? To raczej wynik wieloletniej okupacji i zmuszania nas do ciszy, skrytości. To swoisty introwertyzm z przymusu. W efekcie marzy nam się miasto ciche i bez zgiełku, czyli nie-miasto. Usuwamy auta, wprowadzamy rowery, nie myślimy o skuterach, na które większość przedstawicieli średniej klasy, korkującej obecnie ulice wypasionymi autami wypełnionymi wyłącznie samotnym kierowcą, chętniej by się przesiadła, niż na nie-wiadomo-jak-wypasiony-rower. W polskiej kulturze dyskredytuje się od dawna wysiłek mięśni, dlatego znaczna część Polaków wręcz gardzi rowerami, dążąc do zakupu topowego auta. Polski Kult Auta doczekał się wielu opracowań powstałych w wyniku rzetelnych badań terenowych.

Nawet w centrum miasta, tuż przy ulicach i placach pełnych skuterów i aut można wystawić krzesła na chodnik i zorganizować odczyt, prezentację, debatę lub dowolne inne spotkanie. Na zdjęciach po lewej - przykład z Ferrary.

Nazwa ARKADY uległa przeniesieniu, jednocześnie w pewnym zakresie - destrukcji. Młodsi mogą nie wiedzieć, że dawniej, za PRL-u oraz do roku 2007 Arkadami nazywaliśmy właśnie to miejsce - arkadowy fragment zabudowy kompleksu Kościuszkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej przy ulicy Świdnickiej, przy jej skrzyżowaniu z ul. Piłsudskiego. Przystanek "Pod Arkadami" oraz "Księgarnia Pod Arkadami" to dwie miejscotwórcze ikony Wrocławia. Sytuacja zmieniła się w 2007 roku, tj. po otwarciu pobliskiego centrum handlowego o nazwie "Arkady Wrocławskie", które przyjęło publiczną nazwę - mówiąc dosłownie, zawłaszczyło ją. Jest to przypadek tzw. nazwy kroczącej. Podobnie stało się na Placu Grunwaldzkim, gdzie pasażem Grunwaldzkim określano raczej pasaż na żelbetowym tarasie wzdłuż wieżowców "Manhattanu", a dopiero potem powstało centrum handlowe i zagarnęło tę nazwę. Być może nazwy tego typu, silne toponimy, powinny być zatem chronione jako zabytki dziedzictwo niematerialne?

Po wstępnych rozmowach z przedstawicielami władz miejskich oraz kilkoma lokalnymi podmiotami, szykujemy się już do zrealizowania wydarzenia placemakingowego "Splot Arkady KDM". Zainteresowany zapraszamy do kontaktu mailowego: emsa.relacje@gmail.com

Proponujemy też, aby pod Arkadami odbywały się cyklicznie spontaniczne targi kolekcjonerskie, jak np. na jednej z głównych ulic Walencji.




Arkady KDM są dziś zdegenerowane. Tutaj przeczytacie artykuł prasowy na ten temat - kliknij tutaj.

Oto zdjęcia Arkad KDM z 2012 roku:


Oto zdjęcia z Internetu przedstawiające Arkady w obecnym stanie:


http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=444532&page=216    http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=444532&page=216




http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=439163&page=23    http://miastowroclaw.blox.pl/2008/05/Arkady.html

Tutaj znajdziecie więcej zdjęć Arkad KDM we Wrocławiu - kliknij tutaj.

Prawda, że mogłoby być tutaj tak przyjemnie, jak we Włoszech lub Hiszpanii...? Słońce nieco inne, ale jest potencjał!
Kto z Was w to wierzy i chciał(a)by się dołączyć do naszych działań, zapraszamy do kontaktu mailowego: emsa.relacje@gmail.com

1-6 of 6