rozwój ruchu pieszego

FEETIN' STREET
FEET IN STREET
FEETING STREET

click here to see photos / kliknij tutaj by zobaczyć zdjęcia

FEETIN' is one of the most relevant, creative and frequent activity in urban space. No FEETIN' - no town. FEETIN' is our new word instead of feeting - a nickname for walking, wundering, rushing, running, jogging etc. We consider suitable sidewalk surface as much important for spatial, social and psychological condition of urban space as weather, streets, transportation, shops, pubs and markets. Have you noticed there's no more walking barefoot in urban space? It remained, yes, but only in parks. But wouln't it be fun if we put some lawn in a typical sidewalk surface? Would it be a great sin and totally against the regulations?

FEETIN' surfaces are no less important for bikers. Wheels and feet have been separated quite lately in the streets themselves. But they are still connected in bikes, rolleskates, skateboards and many other riding devices. We will show examples of bake-lanes and sidewalks with flawed horizontal signage which confuses all: walkers (pedestrians), bikers (butt-wheelers) and feeters (feet-wheelers, e.g. roller-skaters). FEETIN' surfaces are also important for people in wheelchairs, with trolleys, pushchairs, shopping carts or wheel-bags, on rollerskates, skateboards etc. It's been long time since we started only walking in urban sidewalks. Nowadays we walk, ride and push. This all happens in sidewalks or in bike-lanes. How should we share it out? Or should we at all? Sometimes we add bike-lanes but are we going soon to add trolley-lanes or roller-skate-lanes? Who is sidewalk for? Who is a pedestrian? Even if we sit in a wheelchair we use wheels as our feet so sidewalk surface is as much important as if we used physical feet, not metaphorical. So in general FEETIN' means use of feet or anything necessarily replacing them.

Finally FEETIN' surfaces are important for 5th facade of a city. Resuming FEETIN' is not only about sorts of urban movement or activity. FEETIN' is also about surfaces, social relations and habits, legal standards and regulations of urban-planning and architectural investment etc.

By the way: "The average American walks less than 400 yards a day, preferring the car to Shank's pony. Are the British heading the same way?". More information here.

The question is: are the Poles heading the same way?

FEETIN' STREET
Follow us.
More information - soon!

ruch pieszy na Rynku we Wrocławiu - krótka historia RYNKOWEJ IMPLOZJI czyli FRONTOWE OFICYNY

opublikowane: 23 mar 2015, 08:36 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 23 mar 2015, 12:10 ]

Wrocławski Rynek z perspektywy lat... to taka nasza specyficzna RYNKOWA IMPLOZJA - żeby się nie denerwować, trzeba to zrozumieć, ale czy da oswoić... Zabudowa Rynku rozrasta się dośrodkowo, chodnik przesuwa się też ku środkowi, kurczy się płyta główna. 20 lat temu nie mieliśmy tu Strefy Zamieszkania, był chodnik wokół i jezdnie pośrodku. Potem dali nam łaskawie cały plac, ale teraz stopniowo zabierają i tworzy się strefa zaogródkowania, a nie zamieszkania. Publiczna strefa piesza się kurczy. Urzędnicy korzystają z tego, że mają dużą płytę główną, ale to tylko pozory. W Krakowie jest o wiele większa, bo blok śródrynkowy jest mniejszy, a mimo to chodniki mają odkryte, a ogródki stoją na jezdni. Tam zależy widocznie na odkryciu pierzei w sezonie turystycznym, u nas nie. Ale tam funkcjonuje pewna komisja, która wypowiada się nt. przestrzeni publicznej, czyli to, co postuluje od dawna.

To ciekawy czas, gdy tracimy pierwotny chodnik. Ktoś uznał, że odda go pod stoły i krzesła. Wg niektórych słusznie, ale dlaczego czynsz taki niski i dlaczego nie na stałe, tylko motają ciągle ludziom w głowach, że to niby ciągle chodnik? Pierzejom rosną na wiosnę dobudówki, budki, kubatury, ścianki, daszki i podesty - swoiste parterowe BRZUCHY zwane wciąż ogródkami gastronomicznymi, mimo że dawno przestały być ogródkami z parasolami, markizami i lekkimi płotkami. Konserwatorka miejska mówi, że specyfiką Wrocławia były markizy, ale czy budki z przodu również? Estetka miejska mówi, że ogródki na jezdni będą źle wyglądać, ale czy budki wyglądają dobrze? Oryginalny chodnik zanika, a staje się nim jezdnia, którą nazywają szpilkostradą...

W sumie, dla architekta, urbanisty, placemakera, antropologa... - to bardzo ciekawe zjawisko przestrzenno-społeczno-gospodarcze, jak zmienia się przestrzeń tego placu, jak się zacieśnia. Muszę o tym książkę napisać. Druk zwarty, książkę, album, film, spektakl, kabaret, teledysk! a może konkurs, grę planszową lub komputerową, aplikację na komórki i tablety... serię klocków! Wow, gra planszowa byłaby super. Zbijemy fortunę na tym story. Ale dla wszystkich inwestycyjnie i decyzyjnie zaangażowanych w tę w historię cena będzie 3-krotnie wyższa. Koncept już mam w prezencie od urzędników, radnych i projektantów. Dziękuję.

-------------

Na powstającą właśnie we Wrocławiu szpilkostradę, którą od dawna krytykujemy, spada ogrom zarzutów. Nie ma się co dziwić, że temat ruchu pieszego na wrocławskim Rynku stał się synonimem WIELKIEGO BAŁAGANU, skoro w naszym mieście nikt w urzędzie ani w radzie miejskiej fachowo się tym nie zajmuje. Ruch pieszy i zarządzanie przestrzenią publiczną są tak złożonymi tematami, że wymagają zespołowego zarządzania, a nie jednoosobowego, bo dotykają także zieleni miejskiej, małej i otwartej gastronomii, handlu okrężnego, estetyki, konserwacji zabytków, a wreszcie psychologii społecznej i zaufania społecznego, jak również edukacji kulturowej i przestrzennej.Co zaś mamy we Wrocławiu? Kolejnego Koordynatora, który nie ma szans na ogarnięcie całości. Jest nadzieja, że może urzędnicy pójdą za naszą radą i z tych dwóch już koordynatorów oraz innych dyrektorów, kierowników lub specjalistów utworzą ZESPÓŁ DS. ROZWOJU PROSPOŁECZNEJ PRZESTRZENI PUBLICZNEJ. Członkiem tego zespołu powinni być koordynatorzy z UM, ale także pozaurzędowi, niezależni konsultanci opłacani z budżetu Gminy.

Warto wspomnieć, że kilka razy pisząc do RM i UM postulowałam powstanie w obu jednostkach grupy konsultantów pracujących nad projektem prospołecznej przestrzeni publicznej. "Komisje" takie powinny mieć zupełnie odmienne składy i być obowiązkowe w obu podmiotach. Rada powinna kontrolować Urząd, a nie jemu schlebiać. Wielu urzędników i radnych po cichu się ze mną zgodziło, ale oficjalnie odpisywali decydenci (mam długą historię tej fascynującej korespondencji): zamykali zawsze temat argumentując, że przecież jest koordynator ds. projektu estetycznego wystroju miasta, która się tym zajmuje i kwita. Nie chciało mi się dyskutować dalej z nimi, skoro nie rozumieją w czym rzecz. Czekam na przychylny czas.

Ww. koordynatorka natomiast, tj. pani Beata Urbanowicz, również przyznała mi rację i jest na to notatka służbowa (do przeczytania tutaj). O ile wiem, nie zrobiła nic publicznie w kierunku, by powstała "komisja" lub (lepiej) ZESPÓŁ. Czekałam 2 lata, więc podczas grudniowego (2014) spotkania z prez.Dutkiewiczem postulowałam więc wraz z Tomkiem Sysło założenie w UM (Wydział Transportu) SEKCJI ds. ROZWOJU RUCHU PIESZEGO, analogicznie do sekcji rowerowej, której tylko częścią osobową jest Oficer Rowerowy. Powołano jednak Oficera Pieszego, czyli kolejnego jednoosobowego Koordynatora ds... - ale NIE SEKCJĘ. Wciąż będziemy mieć skutki tej błędnej decyzji, czyli 1) obciążenie i koncentracja odpowiedzialności jednocześnie bez odpowiedzialności, 2) nadmiar tematów i problemów na głowie 1 osoby Oficera Pieszego, 3) chromą jego rolę. Dlatego rezultatem bardzo dla nas twardym będzie nadal miasto zarządzane fatalnie w kontekście ruchu pieszego i do-społecznej (E.Hall+T.Hołówka) lub pro-społecznej przestrzeni publicznej. Przygotujmy się na najgorsze, chyba że urzędnicy zmienią strategię i zaczną z nami rozmawiać SŁUCHAJĄC, a nie tylko słysząc.

We Wrocławiu prospołecznymi aspektami otwartej przestrzeni publicznej zajmują się więc osoby rzekomo tylko specjalizujące się właśnie w tym - w praktyce działające PRZECIWKO dobru osób pieszych. Dlaczego przeciwko? Ano dlatego, że interes konserwatorów zabytków zawsze idzie w sprzeczności ze zmianami społecznymi, pojawianiem się nowych typów OSOBY PIESZEJ, oni wszak pilnują, by miasto było estetycznie i naukowo ARCHAICZNE, a nie NOWOCZESNE, a miasto archaiczne jest z założenia wrogie współczesnym pieszym, chyba że... MĄDRZE SIĘ NIM ZARZĄDZA mając interesy PIESZYCH (a nie cegieł) na pierwszorzędnym względzie. We Wrocławiu, a także wielu innych polskich miastach o genezie średniowiecznej, rządzi więc głównie miejski konserwator zabytków. Dodatkowo też rządzi ww. koordynator, czyli tzw. "miejska estetka" albo "plastyczka". Pamiętajmy, że urzędnicy są często z jednej "puli" - środowiska, roku akademickiego, zatem znają się, czasem nawet piją ze sobą wino lub kawę, jedzą obiady, odwiedzają się itd., więc nikt tu nikomu nie będzie krytykował działania ani podważał decyzji.

Pierwsza wrocławska władczyni (konserwator) walczy więc o dobro zabytków, i chwała Jej za to, ale to
RUCH PIESZY powinien być jednak priorytetem, bo zabytki oglądają PIESI, w tym SENIORZY, którzy nie lubią niedogodnych chodników, ale za to płacą podatki i biorą udział w wyborach. Druga wrocławska władczyni (estetka) walczy o dobro estetyki, i chwała Jej za to, ale to RUCH PIESZY powinien być jednak priorytetem, bo to PIESI oglądają z bliska efekty tego tajemniczego "projektu estetycznego wystroju miasta (ktoś go w ogóle widział/czytał???), a nie tylko jurorzy konkursów, ponadto to PIESI chodząc lub siadając blisko rzeźb i płyt pamiątkowych chcąc nie chcąc chronią je przed wandalizmem - PIESI to DARMOWY DOZÓR SPOŁECZNY W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ. Mamy jeszcze nowego koordynatora ds. rozwoju ruchu pieszego, ale na razie się tylko rozkręca, lecz podejrzewam, że uwagę skupi na zebrach, a nie ludziach.

Nadal nikt więc nie walczy o dobro pieszych, nie chroni naszych interesów społecznych. W Departamencie Spraw Społecznych UM też nie ma takich osób - dla nich relacje ludzi między budynkami to sprawa dla architektów, którzy ani tego nie bardzo rozumieją, ani nie są często użytkownikami pp, wbrew pozorom. Wielka szkoda, że urzędowi społecznikowcy nie umieją zrozumieć, że wzrost zaufania społecznego i rozwój depresji u seniorów i bezrobotnych może być łagodzony odpowiednią aranżacją przestrzeni publicznej, np. chodników i ŁAWEK. Wrocławscy urzędnicy i radni sądzą, że jeśli temat dotyczy czegoś twardego (czyt. budynków, ławek, chodników), to trzeba go skierować do tych od twardych spraw", czyli architektów - najpierw do komisji architektury, która nie umie zabrać głosu i kieruje do urzędu miejskiego - i tak
tak lądują one z Rady Miejskiej w Urzędzie Miejskim, tj. u pani Beaty Urbanowicz ("estetki miejskiej"). Ta natomiast nie ma w tych sprawach (i nie może!) kompetencji, bo jej stanowisko na to nie pozwala, nie zajmuje się zawodowo tym tematem, a tylko estetyzacją, jak podkreśla sama Ona, radni i urzędnicy. Nie popiera do-społecznych ustawień ławek, bo jej samej nie jest miło patrzeć się w oczy obcym. Mimo to decyduje o tym, jak mamy korzystać z chodników i ławek, ma na to bezpośredni wpływ.

Zarzucam więc powyższym stanowiskom negatywne oddziaływanie na prospołeczne aspekty przestrzeni publicznej, mówiąc wprost, na upośledzanie pieszego ruchu w mieście - nie tylko poprzez bariery architektoniczne, ale też poprzez antyspołeczne aranżacje przestrzeni publicznej, które nie sprzyjają relacjom ludzkim.
U nas wciąż architektura to tylko budyneczki - do wyburzenia lub do odmalowania. Najlepiej bez ludzi, bo ci przecież wszystko psują i utrudniają. Ta niechęć do ludzi jest znamienna i klarowna w działaniach wielu polskich i wrocławskich urzędników i radnych, a widać ją także niestety w działaniach architektów, choćby na większości ich zdjęć promujących ich nagradzane rewitalizacje i przebudowy - Wrocław też się tym chwali, np. pokazując kompletnie wymarły Plac Uniwersytecki. U nas radość z inwestycji budowlanych jest tak wielka, że wciąż, ale to wciąż cieszą się niektórzy z wybrukowanych, pustych placów i lśniących ścian i okien, zamiast zrobić wszystko, by zaczęli na nich bywać ludzie, żywi ludzie, nie fantomy z wizualizacji, ale żywi, zadowoleni ze swego miasta mieszkańcy. Takich widoków na co dzień nie znajdziecie - kwitnie jednak fala festiwalowa, tzw. (przeze mnie) EVENTOZA, bo urzędnicy, radni, projektanci drogowi i architekci nie potrafią zarządzać przestrzenią publiczną i projektować nią tak, by wypełniła się pozytywnymi relacjami - a tylko taka architektura i przestrzeń publiczna może być przeze mnie uznana za dobrą. Nie ta <ładna> czy <wybitna>, ale ta, która generuje POZYTYWNE RELACJE i OBECNOŚĆ LUDZI, przede wszystkim stałych mieszkańców.

Nawet festiwal Food Trucków (Ulicożercy itp.) odbywa się w PÓŁPRYWATNEJ przestrzeni publicznej, a nie tej otwartej, na placach, deptakach. Dlaczego? Bo przepisy zajmowania pasa drogowego są WROGIE PIESZYM. Mam już dość pisania o tych fatalnych przepisach, które z upodobaniem forsuje ZZK, ZZM i ZDiUM, a także wszelcy koordynatorzy. One zakładają, że podmiot lub osoba, które chce animować przestrzeń publiczną miasta musi przejść KILKANAŚCIE uzgodnień i zdobyć KILKANAŚCIE zezwoleń, a to wszystko na 3 miesiące PRZED ANIMACJĄ. Przecież to jest chore... Ale to właśnie odzwierciedla wielki brak zaufania do mieszkańców, wielki strach o domniemaną estetykę, strach o to, że gdy przecież gdy mieszkaniec postawi zbity z palet stół na chodniku, to na pewno kogoś tym zabije i przede wszystkim ZASZKODZI ESTETYCE MIASTA, a praktyce zaburzy estetyczne wrażenia JEDNEJ OSOBY - estetyczki miejskiej, ewentualnie także innych podobnie myślących urzędników. Nawet dyrektorzy wielu samorządowych instytucji kultury i organizacji pozarządowych (także tych ze statusem OPP!) zlokalizowanych w parterach przy uczęszczanych chodnikach zaklejają szyby plakatami i zasłaniają żaluzjami, a o pozwolenie zrobienia czegokolwiek na chodniku muszą prosić z wielkim wyprzedzeniem, są traktowani jak każdy inny podmiot, choćby komercyjny, domniemywa się że na pewno postawią coś szkaradnego, więc trzeba ich zweryfikować zanim wyda się zezwolenie. W efekcie te instytucje i organizacje nie robią nic - chodniki mamy puste, a jeśli coś się pojawia, to legalnie-okazjonalnie (eventoza i zezwolenie sprzed 3 mies.) albo nielegalnie, do czasu, gdy misji nie poczuje Straż Miejska, wyręczając urzędników. Koszmarne, koszmarne, koszmarne zarządzanie miastem. I dziwicie się drodzy Państwo, że jest martwe, że ulica umiera po ulicy???

Na czele decyzji o tym, jak mamy chodzić i siadać stoją więc u nas <specjaliści> od przestrzeni publicznej. Beata Urbanowicz jest bodaj pierwszym wrogiem odsunięcia ogródków od pierzei - wg niej z przyczyn estetycznych "będzie to głupio wyglądać". Konserwatorka miejska powołuje się na historię i podtrzymuje DOBUDÓWKI do wszystkich pierzei wrocławskiego rynku. To są specyficzne FRONTOWE OFICYNY - takie mamy chyba tylko my we Wrocławiu. To już dawno przestały być  OGRÓDKI GASTRONOMICZNE z parasolami lub markizami i w ostateczności lekkimi płotkami. To są po prostu zwarte kubatury, dobudowane BUDY. Skoro mamy rozbudowę oficynową Rynku DOŚRODKOWO, to oczywiste jest, że musi się przesunąć chodnik - chodnikiem staje się obecnie jezdnia, bo pierwotne chodniki ZAANEKTOWALI urzędnicy dla użytkowania przez restauracje. Wcale się restauracjom nie dziwię, skoro im ktoś na to pozwala. Wygładzenie jezdni nazywane jest szpilkostradą. Skoro więc tędy mamy chodzić my, piesi, to kędy będą jeździć auta i rowery? Drodzy Państwo, może zatem zbudujecie także na Rynku drogę rowerową i wyznaczycie dojazdy dostawcze? Ach, zapomniałam, przecież mamy tutaj STREFĘ ZAMIESZKANIA! Oznacza to priorytet ruchu pieszego. To bardzo ciekawe rozwiązanie - IMPLOZJA PIESZA...

Urzędnicy i radni chcą się zatem przekonać na własne oczy, ale KOSZTEM naszych pieniędzy, stóp i kółek, że ich pomysł z przebudową jezdni na rynku (tak, to wciąż jezdnia) był i jest bardzo zły. Najciekawsze jest to, że sami mało chodzą po mieście i sporadycznie w nim siadają na ławkach - nie wiem, dlaczego, może 1) nie mają czasu, bo po pracy do domu, 2) boją się być rozpoznanymi, by im ktoś nie zarzucił nieróbstwa, 2) boją się być napastowanymi, 4) nie interesuje ich to wcale. Podobny problem mamy z pracą architektów - ci projektują przestrzeń, w której potem nie bywają - 1) nie mają czasu, 2) nie mają potrzeby, w końcu zlecenie zrobione, kasa wypłacona, więc po co sprawdzać efekty. Przed Biurem Impart na Świdnickiej (od str. Kazimierza Wielkiego) architekci zrobili tak absurdalne stopnie, że co rusz ktoś się będzie na nich wywracał - stopniowo gubione schody, żeby było ładniej? Tak, na wizualizacjach konkursowych dobrze to wygląda, jest do tego taki specjalny trik w oprogramowaniu. A że potem jeden czy drugi zwichnie lub złamie nogę... Nie ważne, panie i panowie, nieważne!

Regularne chodzenie po mieście powinno być wpisane w obowiązki radnych, urzędników i projektantów - WIZJE LOKALNE nie są obowiązkiem nikogo, ani tych, co projektują chodniki lub place zabaw, ani tych, co je zatwierdzają i finansują z naszej kieszeni. Ci wszyscy powinni pisać o swych spacerach i obserwacjach publicznie dostępne RAPORTY, byśmy widzieli, czy są czujni i czy rozumieją przestrzeń, również ich obowiązkiem powinno być jeżdżenie wózkiem inwalidzkim, pchanie wózków z dziećmi lub osobami z dyscunkcjami narządów ruchu, ciągnięcie walizek na kółkach, jeżdżenie na rolkach i deskorolkach, hulajnogach itd - to wszystko są PIESI. Może wtedy, doświadczywszy tych praktyk PIESZYCH, zrozumieliby, o czym mówi ta część społeczeństwa, która funduje im etaty. Skoro oni wszyscy nie ufają nam i regulują nam życie nakazami i zakazami, to my, odbiorcy, mamy to samo prawo braku zaufania, więc żądać powinniśmy raportów, wyjaśnień, sprawdzianów. Kto ich nie zda, noga dupa brama, jak mawiał mój dawny szef w pewnym wrocławskim biurze architektonicznym.

prawo do swobody ruchu pieszego na chodnikach

opublikowane: 3 wrz 2014, 07:47 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 3 wrz 2014, 07:52 ]

Oto co miłośnicy motoryzacji piszą o rowerach i chodnikach (link również na końcu). Bardzo nas zawsze bawi i smuci jednocześnie, gdy o pewnych sprawach wypowiadają się ci, którzy nie mają z nimi wiele wspólnego. Podobnie jest, gdy księża wypowiadają się o wychowywaniu dzieci. Tym razem <motoryzatorzy> prawią o ruchu rowerowym i pieszym. Żal oczy ściska, lecz cóż, pozostaje tylko to piętnować.

Zastanawia nas, że autor nie zna przepisów. Mamy ciągi pieszo-rowerowe, więc polecamy autorowi stosowne teksty, np. ten. Gdyby rowerzyści jeździli ostrożnie z poszanowaniem priorytetu ruchu dla pieszych (jak w innych krajach), a także SZANOWALI przepisy STREFY ZAMIESZKANIA, to można by pomarzyć o łączeniu chodników z rowerami. Póki co - NIE W POLSCE. Wiadomo, jak u nas jest: rowerzyści często wymuszają pierwszeństwo i zagrażają pieszym, często wjeżdżają tam, gdzie jest zakaz jeżdżenia na rowerze (parki, strefy jarmarków). Strażników nigdy nie ma wtedy i tam, gdzie powinni być. Jest ich de facto za mało, a poza tym wielu postuluje likwidację straży miejskiej, więc co za argument że niby będą karać piratów rowerowych? Policja ma być wszędzie? Ciekawe, jakim cudem, skoro jesteśmy dość mało zamożnym państwem? Piesi również łamią prawo, to prawa. Czasami widzimy, jak dosłownie "łażą jak cielęta". Ich też trzeba stale uczyć. Ostatnio w parku Staromiejskim we Wrocławiu, gdy weszliśmy tam prowadząc nasze rowery, pewna seniorka z kijami NW natychmiast na nas nakrzyczała: "tutaj nie wolno jeździć rowerami!" - najwidoczniej nie zna przepisów, nie wie, że prowadzący rower to PIESI. Pouczyliśmy ją, spuściła z tonu i odeszła.

Pieszy MA PRAWO czuć się na chodniku "królem", tak jak samochodziarze roszczą sobie prawo bycia "królem szos" na jezdniach. Dlatego pieszy ma prawo się zagapić, iść gapiąc się w komórkę, ledwo powłóczyć nogami, iść bardzo wolno lub zakosami, nagle się zatrzymać itd. - wszystko to, jeśli innemu pieszemu w ten sposób nie zagraża. Pieszy ma prawo nie czuć na chodniku zagrożenia, bo to jego strefa bezpieczeństwa - jego=PIESZEGO, a nie pieszego i rowerzysty. Przypomnijmy: ROWER to POJAZD. Jego miejsce jest na drodze rowerowej lub jezdni i tak winno pozostać.

W momencie, gdy na chodnik wjeżdża rower lub ktoś zaczyna szybko jechać na rolkach, zagrożenie drastycznie rośnie, a poczucie bezpieczeństwa natychmiast spada. Być może więc przepisy powinny być zmienione tak, że o dopuszczeniu do ruchu powinna decydować w pewnym zakresie prędkość. Jeśli pieszy chce pędzić na rolkach lub hulajnodze, powinien mieć prawo jechać po GŁADKIEJ ścieżce rowerowej. Jeśli rowerzysta chce jechać wolno po chodniku, to NIECHAJ po prostu Z NIEGO ZEJDZIE i go prowadzi - będzie pieszym. Jaki sens ma wolna jazda, skoro można iść prowadząc rower?

Nie da się przewidzieć myśli pieszego, czy potknie się, czy może nagle zatrzyma, ale ta SWOBODA RUCHU PIESZEGO to przywilej, którego MY, PIESI, MUSIMY BRONIĆ. Pozostawienie chodników pieszym sprzyja więc także bezpieczeństwu rowerzystów. Dowodem tego jest ul. Szewska we Wrocławiu, gdzie rowerzystów wpuszczono w maliny mówiąc im, że mają tu drogę rowerową, podczas gdy jest to BZDURĄ. Tutaj jest tylko chodnik i jezdnia z torowiskiem, po której rowerzyści mogą swobodnie jechać ucząc motorniczych i kierowców, że ROWER ma tu pierwszeństwo przed TRAMWAJEM i AUTEM. Ale jako że tutaj obowiązuje STREFA ZAMIESZKANIA, to ROWERZYSTA NIE MA pierwszeństwa przed PIESZYM, szczególnie na chodniku. Im więcej rowerów sunie więc tutaj chodnikiem, tym więcej powinno tu być mandatów. Ciekawe, co na to powie autor tego absurdalnego tekstu i pomysłu.

Kierowców w Polsce trzeba stale uczyć szacunku dla rowerzystów i udzielania im pierwszeństwa, tak jak rowerzystów należy stale uczyć szacunku dla pieszych - tak jak w innych, bardziej cywilizowanych krajach. Zrozum młody człowieku, autorze, że PIESZY ruch jest elementem rozwoju miasta, a nie motoryzacja, ale cóż się dziwić takim tutaj postulatom, przecież to portal motoryzacyjny. Mam ten link od znajomego kierowcy, ale nie jeżdżę autem i nie mam nawet zamiaru kiedykolwiek robić prawa jazdy - jest mi zbędne.

W obecnej sytuacji w Polsce, gdy piesi są najbardziej dyskryminowaną grupą uczestników ruchu drogowego, postulowanie takich rzeczy, jak tutaj, jest szczytem absurdu, zaszkodzi tylko dobru publicznemu, bezpieczeństwu pieszych, zepchnie ich jeszcze bardziej na margines komunikacji. TYLKO ruch pieszy sprzyja zdrowiu w stopniu maksymalnym, a nie roweryzacja lub bieganie. CHODZENIE sprzyja zdrowiu, aktywizacja przestrzeni publicznej, stawianie siedzisk miejskich itd. - TO sprzyja zdrowiu obywateli NAJBARDZIEJ, a nie rowery na chodnikach. Jeśli nie wiecie, dlaczego chodzenie sprzyja zdrowiu, przeczytajcie artykuł tutaj.

My, emsowcy, jeździmy sporo rowerami, uwielbiamy rowery, z naszymi prywatnymi rowerami mamy relacje emocjonalne, wręcz intymne:) ale priorytetem w rozwoju miast powinien być ruch PIESZY =- wzorem Chicago, Nowego Jorku, Kopenhagi, Sztokholmu, Groeningen i wielu innych rozwiniętych miast. Zmiany potrwają długo, na efekty trzeba i warto poczekać, w Kopenhadze czekano na nie 50 lat. Jednak uważamy, że ustawa o ruchu drogowym powinna być pilnie znowelizowana i uzupełniona o rozszerzoną definicję PIESZEGO - bo piesi to nie tylko ludzie idący, na wózkach, z wózkami i rowerami, ale PIESI TO TAKŻE ludzie na rolkach, deskorolkach, hulajnogach i wielu innych urządzeniach mobilnych, które NIE SĄ POJAZDAMI.

Błędem, notorycznie powielanym w wyniku błędnych przepisów i braku wiedzy i wrażliwości/wyobraźni społeczno-przestrzennej u projektantów, jest to, że chodniki buduje się z kostek betonowych lub granitowych i tworzy nam pod nogami i kółkami nierówną, niewygodną powierzchnię, a rowerzystom, bo (TEŻ!) mają koła, kładzie się asfalt lub inne bezspoinowe nawierzchnie, po których wygodnie zasuwają.

Dlatego MY, PIESI, ŻĄDAMY RÓWNYCH I GŁADKICH NAWIERZCHNI CHODNIKOWYCH. Gdy usprawni się i otworzy ruch PIESZY, ludzie zaczną się więcej ruszać i mniej chorować, miasto będzie funkcjonować lepiej. Na to jednak potrzeba duuuużo czasu i wielu kompleksowych działań. W tym także placemakingu i ławek DO-społecznych, bo BEZRUCH wygeneruje RUCH, tzn., im więcej ludzie będą mieć szans do niechodzenia, siadania, odpoczywania w przestrzeni publicznej miasta, tym więcej będą chodzić, ruszać się - bez maski, jak to opisaliśmy w EDBS Wroclaw - dzień bez samochodu - ludzie bez maski.

Zauważyliśmy też i to: w redakcji tego portalu pracują nieomal WYŁĄCZNIE MĘŻCZYŹNI, których percepcja ruchu w przestrzeni publicznej jest najwyraźniej zaburzona w kontekście funkcjonowania innych ludzi, niż tylko mężczyźni i miłośnicy samochodów. Zastanawia nas więc stanowisko JEDYNEJ tam kobiety pełniącej funkcję zastępczyni redaktora naczelnego.

Artykuł źródłowy, który nas sprowokował do niniejszego tekstu, oraz z którego pochodzi środkowa część niniejszej grafiki, jest dostępny tutaj.

Śliski bazalt na wrocławskim Rynku

opublikowane: 7 sty 2014, 14:27 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 30 sty 2014, 12:12 ]

Z niedowierzaniem przeczytałam artykuł w Gazecie Wyborczej o tym, jak zarządcy miasta troszczą się o nawierzchnię wrocławskiego Rynku. Fakt, że bazaltowa kostka jest tu niszczona lub rozkradana, to kolejny argument za tym, żeby chodniki były trwale uwolnione od ogródków restauracyjnych, skoro samochody obsługujące imprezy jeżdżą po jezdni (tak, na Rynku jest jezdnia), a w ciągu roku nie jest to wcale sporadyczne.

Chciałabym więc, aby - uzupełniając słowa E.Mazur - "użyty materiał był jak najbardziej zbliżony do projektu + uwzględniającego wygodę i bezpieczeństwo pieszych, a nie tylko wymogi konserwatorskie". Wrocławski Rynek to szczytowy dowód anty-pieszej działalności zarządców miasta i projektantów. Nie dość, że chodniki w sezonie letnim zastawione są ogródkami restauracyjnymi, utrudniając ruch pieszy, to jeszcze mamy opaskę bazaltową - urokliwą nieomal, jak w czasach Cesarstwa Rzymskiego, bo przecież Wrocław ma aspiracje cenić przeszłość, która wielbi ponad potrzeby teraźniejszości.

Kostka bazaltowa na chodnikach w naszej strefie klimatycznej nie jest dobra, bo w czasie deszczu i po nim jest zbyt śliska. Sprawdza się bardziej na południe, gdzie deszczów jest o wiele mniej - np. jako calçada portuguesa (urokliwa mozaika bazaltu i wapienia), ale i tam bywa rzadkością, bo 1) brakuje rzemieślników-artystów do jej kładzenia, 2) przestrzega się antypoślizgowych wymogów. W Polsce jakoś bezpieczeństwo zawsze stoi na końcu, chyba że ktoś straci życie.

W naszym klimacie bazalt działa podobnie, jak stal nierdzewna na wstawkach w chodnikach - np. przy Dworcu Głównym PKP wokół drzewek. Idziesz po chropowatym, normalnym chodniku i nagle siup! Niespodziewany poślizg, bo wkroczyłaś na blachę lub bazalt. Jest to najbardziej uciążliwie przy zastosowaniu obok siebie dwóch materiałów o różnej fakturze - idąc po chropowatej nawierzchni człowiek rozluźnia się, bo czuje się bezpiecznie, a idąc tylko po gładkiej, odruchowo stale uważa. Mieszanie tych faktur to największy błąd projektantów, skupionych tylko na estetyce, a nie praktyce i bezpieczeństwie (tylko dlaczego ktoś takie wadliwe projekty dopuszcza do realizacji???), bo projektanci sporadycznie potem po tej nawierzchni chodzą (poruszają się autami, bo nie mają czasu na spacery lub używanie chodników). Ten fatalny błąd skutkuje nagłymi niespodziankami, naprawdę niebezpiecznymi dla zdrowia i życia, na pewno utrudniającymi ruch pieszy, gdy przechodzień narażony jest na upadek. Wystarczy wygooglować: basalt, tripping hazard.

Skoro konserwatorzy dopuszczają stosowanie nowoczesnych materiałów imitujących dawne, historyczne, to powinno to dotyczyć ważnego miejsca ruchu pieszego, jakim jest Rynek. Na świecie stosuje się barwiony, grafitowy beton, ale już słyszę to oburzenie "Betonowi na Rynku mówimy NIE! Nie wybetonujemy Rynku póki my żyjemy!". Niestety dobro publiczne (=bezpieczeństwo i wygoda pieszych) jest we Wrocławiu mniej ważne, niż uroda i zgodność z historią. Skoro ktoś jest skrupulatny do absurdu, to może niechaj stosuje tylko zabytkowe bruki, bo przecież kostka wydobywana współcześnie z kamieniołomu też jest całkiem nowa, a postarzanie samej kostki lub jej sposobu układania, to o wiele większe i głupsze oszustwo, niż zastosowanie nowoczesnej technologicznie, grafitowej betonowej imitacji.

stopa zysku contra stopa cukrzycowa

opublikowane: 16 paź 2013, 08:09 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 16 paź 2013, 08:21 ]

STOPA ZYSKU contra STOPA CUKRZYCOWA? O tak. Główna zasada rozwijanej przez nas ŁAWKOLOGII brzmi: bezruch generuje ruch, tzn. że im więcej w mieście przyjaznych miejsc do siedzenia, tym więcej aktywnego chodzenia, tym więcej ruchu w interesie, tym więcej ruchu w głowach itd.

Samorządy w systemie opieki zdrowotnej. Temat, z którym przestrzeń publiczna i twarde inwestycje tylko POZORNIE nie mają nic wspólnego. Czy wiecie, co to jest STOPA CUKRZYCOWA? Zaoszczędzimy wam koszmarnych zdjęć, wybraliśmy takie bardzo ESTETYCZNE, jak czasami wrocławska i polska przestrzeń publiczna po rewitalizacji, w której nie ma po co chodzić, nie ma gdzie usiąść, szczególnie w grupie. A czy widzieliście może bezdomnych z wielką, spuchniętą i poranioną stopą, leżących pod kościołami? My widzieliśmy. To jest stopa cukrzycowa. Przybędzie nam takich osób (i przy okazji wydatków na służbę zdrowia w okresie z niżem demograficznym), jeśli nic się nie zmieni w tym mieście i kraju. Cukrzyków w każdym razie PRZYBYWA. Mogłoby ich ubywać, gdyby 1) jedzono lepiej, 2) promowano małe sklepy z regionalną, zdrową żywnością pozbawioną cukru i pustych węglowodanów, 3) promowano ruch pieszy, 4) budowano przestrzeń publiczną przyjazną dla ruchu pieszego, 5) stawiano na zdrową i estetyczną gastronomię obwoźną, zamiast na hipermarkety i sieciowe sklepy z junk foodem.

Niestety tkwimy w modernistycznym rozdziale dyscyplin zarządzania i życia, co skutkuje fatalnie dla nas wszystkich. Zarządzanie miastem musi być bowiem holistyczne. Prezentowane tutaj (link na końcu) forum lekarskie porusza kwestię m.in. diabetologii. Cukrzyca bowiem, to choroba, z którą ruch pieszy ma ścisły związek. Podobnie rak prostaty, demencja starcza, choroby kardiologiczne i ortopedyczne. Gdy przyjrzeć się realizacji lekcji WF w szkołach oraz nacisk na cyfryzację szkół, włosy się jeżą, bo rośnie nam pokolenie ludzi niesprawnych fizycznie, w dodatku nielicznych, więc zastanawiające jest, kto będzie chodzić w przyszłości po ulicach. Czy grozi nam wyludnienie miejskiej przestrzeni publicznej, skoro szykuje się niż demograficzny pokolenia przywiązanego do komputerów i centr handlowych? Dlatego właśnie uważamy, że zdrowie i przestrzeń publiczna, to tematy ściśle powiązane, a rolą samorządów jest to PODKREŚLAĆ i DZIAŁAĆ, by polepszyć te czarne prognozy. Co robi w takim razie Wrocław? Niestety niewiele, często szkodzi, często interesuje się problemami estetycznymi, a nie społecznymi, zdrowotnymi. Dlaczego tak jest??? Może to jest po prostu prostsze? Czy naprawdę kwestie reklam na budynkach są mniej ważne od kwestii wzrostu zachorowalności na cukrzycę?

Ciągle będziemy przypominać, że nie można oddzielać tematów architektury i przestrzeni od wątków zdrowotnych i społecznych, to po prostu skutkuje wyłącznie źle. Powstają liczne strategie rozwoju tego i tego, rozwiązywania problemów tego i tego, ale owe strategie piszą całkowicie odrębne zespoły w urzędach! Nie ma między nimi efektywnej (jeśli w ogóle jakiejkolwiek) współpracy, komunikacji, wymiany planów, refleksji itd. Urząd miejski i dolnośląski powinny działać, jak porządny szpital, w którym regularnie odbywają się spotkania specjalistów różnych dyscyplin medycyny (jak np. w serialu Dr House albo Lekarze). Póki co, mamy chaos - niby niezłe strategie pełne sloganów, w codzienności inwestycyjnej NIC z nich nie wynika.

W Strategii rozwiązywania problemów społecznych - dwóch dokumentach odrębnie opracowanych przez różne zespoły i urzędy dla Wrocławia i Dolnego Śląska - zwrócono uwagę na to, że integracja społeczna, możliwość nawiązywania kontaktów, prospołeczna przestrzeń publiczna to tematy WAŻNE, ujęte w wytycznych. Jednak w działalności wydziału architektury UM, a także wielu czołowych wrocławskich pracowni architektonicznych lub drogowych jest całkowity brak realizacji powyższych, STRATEGICZNYCH zapisów. Architekci sobie, MOPS sobie. Architekci kojarzą się z budynkami, a MOPS z zasiłkami. W efekcie NIKT nie zajmuje się prospołecznym aspektem przestrzeni publicznej. Nie zajmuje się tym także koordynator ds. projektu plastycznego wystroju miasta (mimo, że nigdzie nie znajdziemy tegoż "projektu").

Jak wskazuje nazwa tego stanowiska - NIE MOŻE się tym zajmować, bo nie ma kompetencji, jest architektką. Niestety bywa, że Koordynator Urbanowicz zabiera w tych sprawach autorytarny głos, jak to było ostatnio w sprawie zablokowania chodnika przez gastrogródek na Świdnickiej, a Przewodniczący Rady Miejskiej, Ossowski, uważa, że to właśnie ta jedna osoba ma kompetencje by rozwiązać problemy przestrzeni publicznej. W notatce służbowej z mojego spotkania z Koordynatorem w 2011 roku napisałyśmy wspólnie i zgodnie, że niezbędne jest we Wrocławiu pilne powołanie zespołu zajmującego się interdyscyplinarnie i międzywydziałowo przestrzenią publiczną. W komisjach oceniających projekty przebudowy przestrzeni publicznej NIE MA PRZEDSTAWICIELI departamentu społecznego UM, są tylko architekci znający się nawzajem, najczęściej TYLKO MĘŻCZYŹNI. To fatalna sytuacja, skutkująca tym, co widać: przestrzeń we Wrocławiu (i innych miastach) jest wyestetyzowana i ANTYSPOŁECZNA. Wydaje się, że to jest właśnie celem magistratu, aby nie zatrzymywać nas zbyt długo 'między budynkami', wszak z tego wynikają same problemy, bo nikt nie potrafi rozumnie rozwiązać najmniejszych konfliktów.

To bardzo zła sytuacja wymagająca pilnej zmiany. Spójrzcie na tematykę forum medycznego - jest tam mowa o diabetologii, która ma kluczowy związek  z ruchem pieszym. Czy ktokolwiek z departamentu społecznego, kto o tym wie, ma jakikolwiek głos w komisjach architektonicznych konkursów??? NIE. To jest ciągle skutek tego, że we Wrocławiu, jak i wielu innych polskich miastach NIE MA INTERDYSCYPLINARNYCH ZESPOŁÓW zajmujących się przestrzenią publiczną, których głos byłby obowiązkowy w ocenie wszystkich konkursów kubatury i przestrzeni publicznej. Architektura, to nie tylko kubatury, to coś o wiele szerszego.

Program forum lekarskiego - tutaj.
Źródło zdjęcia - tutaj.

korzyści z ruchu pieszego, w tym chodzenia

opublikowane: 16 paź 2013, 03:59 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 3 wrz 2014, 07:38 ]

Pamiętajmy, że nie chodzi tylko o chodzenie, ale także jeżdżenie, bo pieszymi - w kontekście poniżej wymienionych korzyści i prawa o ruchu drogowym - są także osoby poruszające się na wózkach, osoby na rowerkach (poniżej 10 r.ż.), osoby prowadzące wózki, osoby na deskorolkach lub łyżworolkach. Hulajnogi są interpretowane różnie - niektórzy strażnicy miejscy uznają je za rowery, inni nie.


KORZYŚCI:


zdrowie
- chodzenie spowalnia rozwój demencji, cukrzycy, chorób serca, artretyzmu, depresji, nadwagi, osteoporozy i raka prostaty, zwiększa aktywizację osób z niepełnosprawnością i sprawność fizyczną dzieci, bo infrastruktura miejska może być współczesną ścieżką zdrowia; możliwość wygodnego, nie utrunionego ruchu pieszego jest szczególnie ważny dla osób poruszających się na wózkach - o tym traktuje promowany przez nas od wielu lat uniwersalny dizajn (universal design, access for all, inclusive design, accesible streets itd.)




relacje - piesi częściej budują więzi osiedlowe i kapitał społeczny, mają wyższą świadomość przestrzeni, znajomość problemów najbliższego otoczenia, odwagę cywilną; osoby z niepełnosprawnościami aktywizują się zawodowo i integrują społecznie, dlatego wątki projektowania uniwersalnego są tu równie ważne (universalny dizajn, universal design, access for all, inclusive design, accesible streets itd.)




bezpieczeństwo – piesi hamują wandalizm i przestępczość, bo obecność różnych grup wiekowych w przestrzeni publicznej to bezpłatny dozór społeczny





transport – rozwój ruchu pieszego pośrednio zwiększa przepustowość i bezpieczeństwo na drogach; bezpośrednio czyni to ograniczenie prędkości na jezdniach do 30km/h oraz strategie shared spaces i complex streets, co wprowadza się zawsze równolegle z promocją ruchu pieszego (Chicago, Nowy York, Vancouver, Hamburg itd.)




ekonomia - piesi częściej są klientami lokali handlowych, zapewniając ich prosperitę; spadają wydatki na interwencje służb porządkowych i drogowych, w dłuższej perspektywie - na służbę zdrowia, bo ruch pieszy to forma profilaktyki zdrowotnej




percepcja – regularne chodzenie, szczególnie przy wodzie, zwiększa percepcję, o połowę spowalnia proces starzenia się mózgu, zwiększa zdolności motoryczne i poznawcze.

Pieszo po mieście

opublikowane: 16 paź 2013, 03:42 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 16 paź 2013, 03:47 ]

Chodzenie po mieście, to nie tylko chodzenie rekreacyjne - spacerowanie, ale przede wszystkim chodzenie adresowane - w konkretnym celu, wynikające ze świadomego wyboru ruchu pieszego ponad ruch kołowy lub nawet pasażerski. A te widoki pod stopami...! :) Feetin' Streets to nasz stary projekt, ciągle będziemy nudzić o korzyściach z chodzenia i patrzenia pod stopy, nie tylko na ludzi wokół :) Pojawiła się pozytywna akcja promująca spacerowanie po mieście - Ecco Walkathon Polska. Przypomnijmy, że o korzyściach z chodzenia mówiliśmy w Klubie Trójki (tutaj dźwięk).

To dobra akcja, oby częściej, oby nie tylko w Warszawie, oby jeździli z tym po Polsce, oby powstała jakaś sieć, system... Na ich pocztówce (zał.)  brakuje mi BARDZO osób na wózkach - wg prawa to też PIESI. Jest osoba z wózkiem, powinna też być na wózku. Wg przepisów tempo jazdy wózka nie może przekraczać tempa osoby pieszej (mowa tu o chodzie codziennym, a nie sportowym:), więc mogliby brać udział w spacerze, nie wiem, czy brali, pewnie kilkoro się znalazło?

Dobrze, że jest ten event, ta kampania, że jest profil na FB, które promują m.in. chodzenie, można nim wychodzić same korzyści, również dla przestrzeni publicznej miast, z którą jest teraz poważny problem, a chodzenie ma związek ze sposobami jego rozwiązywania. Tym bardziej, że to event powiązany z Ecco, który ma świetny PR i produkty, a pochodzi z Danii, które ze swoją Kopenhagą jest wzorem przestrzeni publicznej przyjaznej przede wszystkim pieszym.

W tej akcji powinien się pojawić Jan Gehl, duński urbanista, który od wielu lat przekształca Kopenhagę dla potrzeb pieszych, konsultuje też inne miasta, Nowy Jork czy Moskwę, był też we Wrocławiu, ale u nas nie ma na razie parcia na promocję ruchu pieszego, brak lobby pieszych. Trzeba promować nie tylko spacerowanie rekreacyjne, ale chodzenie po mieście, po prostu - pieszo, zamiast autem. Chodzenie jest zdrowsze niż bieganie. Ech, dużo by mówić:) Tak czy siak, liczymy na kolejną akcję Ecco Walkathon Polska w 2014 i niechaj dołączy się tam wątek miejskiej przestrzeni publicznej. Napisaliśmy w tej sprawie do Organizatorów.

Kim jest pieszy?

opublikowane: 14 paź 2013, 11:45 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 14 paź 2013, 11:46 ]

W świetle ustawy "Prawo o ruchu drogowym" pieszy to również osoba prowadząca wózek dziecięcy, a konkretnie jest to osoba znajdująca się poza pojazdem na drodze i niewykonująca na niej robót lub czynności przewidzianych odrębnymi przepisami; za pieszego uważa się również osobę prowadzącą, ciągnącą lub pchającą rower, motorower, motocykl, wózek dziecięcy, podręczny lub inwalidzki, osobę poruszającą się w wózku inwalidzkim, a także osobę w wieku do 10 lat kierującą rowerem pod opieką osoby dorosłej (punkt 18 Ustawy). Innym słowem osoba prowadząca wózek dziecięcy jest pieszym i powinna poruszać się po chodniku, a nie po drodze rowerowej.

Natomiast rowerzysta to osoba poruszająca się na rowerze. A czym jest rower według tego prawa? Rower, to " pojazd o szerokości nieprzekraczającej 0,9 m poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem; rower może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h." (punkt 47 Ustawy). Innym słowem osoba jadąca na rowerze powinna poruszać się po po drodze rowerowej, a nie po chodniku.

Jest jeszcze nowy punkt dodany do Ustawy: wózek rowerowy. Jest to pojazd o szerokości powyżej 0,9 m przeznaczony do przewozu osób lub rzeczy poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem; wózek rowerowy może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h." (punkt  47a Ustawy). Osoba jadąca wózkiem rowerowym powinna poruszać się po drodze rowerowej - tego się domyślamy, ale trzeba o to spytać Straż Miejską lub Policję.

Osoba prowadząca wózek dziecięcy na zdjęciu powinna zatem poruszać się po chodniku, a nie po drodze rowerowej, ale to wcale nie jest takie oczywiste dla wielu.

Więcej o tym sprytnej trójkołówce - tutaj.

stopa zysku czyli korzyści z ruchu pieszego

opublikowane: 29 lip 2013, 16:22 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 17 paź 2013, 16:32 ]

POSTULUJEMY w Polsce pilną realizację specjalistycznej, poważnej, ogólnopolskiej kampanii społecznej na rzecz promocji ruchu pieszego w miastach. Postulujemy, aby wprowadzać MODĘ NA RUCH PIESZY w przestrzeni publicznej.

Na wstępie pamiętajmy, że współczesny pieszy, to ktoś inny, niż np. w XIII wieku lub starożytności. Dawniej pieszym był ten, kto nie na koniu. Wyraz "pieszy" pochodzi od dawnego polskiego wyrazu "piech", czyli "noga" - od łacińskiego "pes" - noga. Stąd: piechota, iść na piechotę, piechur, pieszo. Dla odróżnienia delikwenta od "equester" - tego na koniu.

Współczesne rozumienie PIESZEGO jest zupełnie inne, szersze. W myśl prawa o ruchu drogowym (Art.2 ust.18 ustawy) za PIESZEGO uznaje się "osobę znajdującą się poza pojazdem na drodze i niewykonującą na niej robót lub czynności przewidzianych odrębnymi przepisami; za pieszego uważa się również osobę prowadzącą, ciągnącą lub pchającą rower, motorower, motocykl, wózek dziecięcy, podręczny lub inwalidzki, osobę poruszającą się w wózku inwalidzkim, a także osobę w wieku do 10 lat (czyli dziecko) kierującą rowerem pod opieką osoby dorosłej". Na marginesie przypomnijmy: w Polsce dzieci poniżej 10. roku życia nie mogą samodzielnie poruszać się w przestrzeni publicznej. Według interpretacji służb porządkowych i urzędników PIESZYM w sensie prawnym są też osoby na rolkach, butorolkach i hulajnogach, ponieważ ta ostatnia nie jest pojazdem w rozumieniu prawa drogowego (to analiza Straży Miejskiej Wrocławia). Reasumując" oczywiste jest, że na chodnikach piesi maja pierwszeństwo. A co na drodze rowerowej? Przepis mówi tak: "Korzystanie przez pieszego z drogi dla rowerów jest dozwolone tylko w razie braku chodnika lub pobocza albo niemożności korzystania z nich. Pieszy, z wyjątkiem osoby niepełnosprawnej, korzystając z tej drogi, jest obowiązany ustąpić miejsca rowerowi." Innym słowem, jeśli osoba w wózku nie może z jakichś powodów korzystać z chodnika (np. z powodu zbyt nierównej nawierzchni, ale ciekawe, czy ktoś odważy się na taki argument), może wjechać na drogę rowerową i ma na niej pierwszeństwo przed rowerami. Warto to podkreślić.

Na początku zatem trochę statystyk, bo to wielu przekonuje. Otóż w 2012 roku ogłoszono wyniki badań: ponad połowa Polaków jest nieaktywna fizycznie.

2011:
Euro RSCG zbadało, że 30% Polaków do pracy dojeżdża autem, 10% rowerem, 6% pieszo.
2012: NATPOL zbadał, że 18% Polaków dostaje się
do pracy pieszo lub rowerem (podróże krótsze niż 15min!).
2013: PMR zbadało, że podróże do pracy to: 21% transportem publicznym, 60% - autem, 13% pieszo. Czyli mamy tendencję wzrostową? Oby.
Jednak mimo to, pilne jest promowanie ruchu pieszego, jako aktywności prozdrowotnej, proekonomicznej, prospołecznej, prokognitywnej, prointegracyjnej itd., ponieważ nie tylko podróżujący do pracy muszą o tym wciąż słyszeć, ale także -  jednoczesnym naciskiem - zarządcy miast, burmistrzowie i prezydenci, także wójtowie i sołtysi, czyli zarządcy gmin i jednostek wiejskich.

A teraz szersze badania:

2012: CBOS ogłosiło wyniki badań "Polacy na rowerach". Podaje tam (str. 8) interesujące wyniki badań wśród pieszych: 24% pieszych raczej lub zdecydowanie czuje zagrożenie ze strony rowerzystów. Ten skromny wynik umieszczony nieomal na końcu w analizie nt. roweryzacji pokazuje, że jest o czym mówić nie tylko w kontekście ruchu samochodowego lub transportu publicznego, ale także w kontekście rowerowego. Największe problemy pieszych ujawniają się bowiem w tzw. strefach zamieszkania miast, gdzie pieszy powinien (ale nie ma) pierwszeństwo przed wszystkimi pojazdami, w tym rowerami (np. na ul. Szewskiej lub Św. Jadwigi we Wrocławiu).

2009: wrocławski MOPS ogłosił "Raport z badań socjologicznych nad mieszkańcami miasta". Te wyniki dotyczą Wrocławia. Tabela 21. na str.47 podaje się sposoby spędzania czasu wolnego przez mieszkańców - "od czasu do czasu", "często" lub "bardzo często" spacer uprawia 78% respondentów - to naprawdę dużo, jednak spacer nie oznacza aktywnego chodzenia faktycznie sprzyjającego zdrowiu. Może jednak oznaczać pozytywne "szwendanie się" owocujące pogaduchami z sąsiadami lub obcymi. Z naszych badań wynika bowiem, że im niższy jest status ekonomiczny osiedla, tym częstsze kontakty między obcymi, głównie seniorami, rodzinami z dziećmi lub osobami z psami. Ta sama tabela wymienia też "chodzenie do kościoła", ale wiemy, że to metaforyczne stwierdzenie, bo mieszkańcy Wrocławia często do kościoła jeżdżą samochodami. CO ciekawe, Tabele nr 27, 28, 29 i inne tego samego Raportu (kolejne rozdziały) wymieniają, że nieomal wszyscy "chodzą": na koncerty lub do klubów, do kina lub teatru, na imprezy sportowe, z dziećmi na festyny itd. Według Raportu wszyscy chodzą. Jednak zachodzi poważna wątpliwość, a Raport tego nie precyzuje, czy owe "chodzenie" faktycznie oznacza literalnie "poruszanie się przy użyciu kończyn dolnych". Raport ten nie skupiał się bowiem na niuansach chodzenia, lecz sposobach spędzania czasu wolnego. W tym zakresie Raport ten nie jest dla nas źródłem wiedzy o "chodzeniu jako takim". Tym bardziej, że mianem "przestrzeń publiczna" określa się w Raporcie miejsca zamknięte (kino, świetlica, teatr, sale gimnastyczne...), nazywając je także "placówkami konsumpcji zbiorowej", nie zaś otwartą przestrzeń publiczną - to, co między budynkami. Określenie "chodzą do" powinno być tam raczej zastąpione określeniami typu "udają się do" lub "bywają w".
Warto też zaznaczyć, że ten sam Raport omawia stosunki sąsiedzkie: 64% badanych NIE wie dzięki sąsiadom, co się dzieje w okolicy. 90% NIE brało "udziału w jakiejś zorganizowanej akcji, działaniu podjętym wspólnie przez sąsiadów na rzecz miejsca zamieszkania". 75,5% NIE "brało pod uwagę "co sobie sąsiedzi pomyślą" podejmując lub ograniczając się w jakichś działaniach". Te wyniki wskazują na zasadność wprowadzania mody na ruch pieszy, sprzyjający kontaktom sąsiedzkim.


O korzyściach - TUTAJ
c.d.n.

feet

opublikowane: 12 cze 2012, 00:33 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna

Shoe maker topic. Public topic. Space topic. FEET. Do you know how much is to be a fettish? It's a hard life of feet. And their carriers... well... In "Wysokie Obcasy" they have wrote lately of how much it is to be a woman. She walked, she walked, but she didn't get. Plus: the sidewalk surface does not help at all. It helps neither to highheels, nor to wheels. We know it from Rynek, right? Some groups of people have hard life in both these places. And who will guess - what place was walked by these feet below...?:)


FEETEEN STREET

opublikowane: 12 sty 2012, 01:26 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 6 sie 2013, 16:15 ]

Yesterday we had a meeting with a very inspiring, creative and talented person, Ewa Wasilewska. We've been co-operating for two years now - time to celebrate it...

Ewa gave us the idea of another word-puzzle, which is FEETEEN. The word became a junction of our two ideas: Wrolka (which is published in another post "WROLKA...") and FEETIN'STREET. In fact youngsters are salt in urban space. Usually they give much taste and take away the calm. And this is not about biological teens per age but psychological youngsters as well - young by heart.

So it came to our mind that FEETEEN STREET is the best phrase to describe one of the teenagers' roles in urban space. This does not concern only open public spaces but covered as well (e.g. shopping centers). The point is teens mainly walk if they don't take public transport. Usually they don't have cars (unless they are DINKS) so they walk. Usually they don't have money (unless they are DINKS) so they don't take public transport (unless they stowe away). They frequently use little wheels to moveon faster: skateboards, rolleskates, foot-scooters etc. Not only at nights while coming back from pubs you can see lots of teens feeting - walking, standing, wundering, grouping, riding, pushing or pulling anything with wheels. They sit if they don't want to stand almost totally regardless of sidewalk surface surprises.

So we have to admit these are teens (both biological and psychological) who make the urban public space vibrant. On the other hand these are teens for whom it's worth designing good feetin' surface - not only but surely also.

to be continued...













Ulica Szewska                Pasaż Grunwaldzki                    Plac Dominikański
Szewska Street            Grunwaldzki Shopping Center    Dominikański Square
students waiting           college students                        kids on foot-scooters
for lectures                    learning for exams                    in the most hated surface
Wroclaw, Poland            Wroclaw, Poland                        Wroclaw, Poland
photo Ewa Sromek       photo Anna Rumińska                photo Anna Rumińska


    














1-10 of 10