stopa zysku contra stopa cukrzycowa

opublikowane: 16 paź 2013, 08:09 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 16 paź 2013, 08:21 ]
STOPA ZYSKU contra STOPA CUKRZYCOWA? O tak. Główna zasada rozwijanej przez nas ŁAWKOLOGII brzmi: bezruch generuje ruch, tzn. że im więcej w mieście przyjaznych miejsc do siedzenia, tym więcej aktywnego chodzenia, tym więcej ruchu w interesie, tym więcej ruchu w głowach itd.

Samorządy w systemie opieki zdrowotnej. Temat, z którym przestrzeń publiczna i twarde inwestycje tylko POZORNIE nie mają nic wspólnego. Czy wiecie, co to jest STOPA CUKRZYCOWA? Zaoszczędzimy wam koszmarnych zdjęć, wybraliśmy takie bardzo ESTETYCZNE, jak czasami wrocławska i polska przestrzeń publiczna po rewitalizacji, w której nie ma po co chodzić, nie ma gdzie usiąść, szczególnie w grupie. A czy widzieliście może bezdomnych z wielką, spuchniętą i poranioną stopą, leżących pod kościołami? My widzieliśmy. To jest stopa cukrzycowa. Przybędzie nam takich osób (i przy okazji wydatków na służbę zdrowia w okresie z niżem demograficznym), jeśli nic się nie zmieni w tym mieście i kraju. Cukrzyków w każdym razie PRZYBYWA. Mogłoby ich ubywać, gdyby 1) jedzono lepiej, 2) promowano małe sklepy z regionalną, zdrową żywnością pozbawioną cukru i pustych węglowodanów, 3) promowano ruch pieszy, 4) budowano przestrzeń publiczną przyjazną dla ruchu pieszego, 5) stawiano na zdrową i estetyczną gastronomię obwoźną, zamiast na hipermarkety i sieciowe sklepy z junk foodem.

Niestety tkwimy w modernistycznym rozdziale dyscyplin zarządzania i życia, co skutkuje fatalnie dla nas wszystkich. Zarządzanie miastem musi być bowiem holistyczne. Prezentowane tutaj (link na końcu) forum lekarskie porusza kwestię m.in. diabetologii. Cukrzyca bowiem, to choroba, z którą ruch pieszy ma ścisły związek. Podobnie rak prostaty, demencja starcza, choroby kardiologiczne i ortopedyczne. Gdy przyjrzeć się realizacji lekcji WF w szkołach oraz nacisk na cyfryzację szkół, włosy się jeżą, bo rośnie nam pokolenie ludzi niesprawnych fizycznie, w dodatku nielicznych, więc zastanawiające jest, kto będzie chodzić w przyszłości po ulicach. Czy grozi nam wyludnienie miejskiej przestrzeni publicznej, skoro szykuje się niż demograficzny pokolenia przywiązanego do komputerów i centr handlowych? Dlatego właśnie uważamy, że zdrowie i przestrzeń publiczna, to tematy ściśle powiązane, a rolą samorządów jest to PODKREŚLAĆ i DZIAŁAĆ, by polepszyć te czarne prognozy. Co robi w takim razie Wrocław? Niestety niewiele, często szkodzi, często interesuje się problemami estetycznymi, a nie społecznymi, zdrowotnymi. Dlaczego tak jest??? Może to jest po prostu prostsze? Czy naprawdę kwestie reklam na budynkach są mniej ważne od kwestii wzrostu zachorowalności na cukrzycę?

Ciągle będziemy przypominać, że nie można oddzielać tematów architektury i przestrzeni od wątków zdrowotnych i społecznych, to po prostu skutkuje wyłącznie źle. Powstają liczne strategie rozwoju tego i tego, rozwiązywania problemów tego i tego, ale owe strategie piszą całkowicie odrębne zespoły w urzędach! Nie ma między nimi efektywnej (jeśli w ogóle jakiejkolwiek) współpracy, komunikacji, wymiany planów, refleksji itd. Urząd miejski i dolnośląski powinny działać, jak porządny szpital, w którym regularnie odbywają się spotkania specjalistów różnych dyscyplin medycyny (jak np. w serialu Dr House albo Lekarze). Póki co, mamy chaos - niby niezłe strategie pełne sloganów, w codzienności inwestycyjnej NIC z nich nie wynika.

W Strategii rozwiązywania problemów społecznych - dwóch dokumentach odrębnie opracowanych przez różne zespoły i urzędy dla Wrocławia i Dolnego Śląska - zwrócono uwagę na to, że integracja społeczna, możliwość nawiązywania kontaktów, prospołeczna przestrzeń publiczna to tematy WAŻNE, ujęte w wytycznych. Jednak w działalności wydziału architektury UM, a także wielu czołowych wrocławskich pracowni architektonicznych lub drogowych jest całkowity brak realizacji powyższych, STRATEGICZNYCH zapisów. Architekci sobie, MOPS sobie. Architekci kojarzą się z budynkami, a MOPS z zasiłkami. W efekcie NIKT nie zajmuje się prospołecznym aspektem przestrzeni publicznej. Nie zajmuje się tym także koordynator ds. projektu plastycznego wystroju miasta (mimo, że nigdzie nie znajdziemy tegoż "projektu").

Jak wskazuje nazwa tego stanowiska - NIE MOŻE się tym zajmować, bo nie ma kompetencji, jest architektką. Niestety bywa, że Koordynator Urbanowicz zabiera w tych sprawach autorytarny głos, jak to było ostatnio w sprawie zablokowania chodnika przez gastrogródek na Świdnickiej, a Przewodniczący Rady Miejskiej, Ossowski, uważa, że to właśnie ta jedna osoba ma kompetencje by rozwiązać problemy przestrzeni publicznej. W notatce służbowej z mojego spotkania z Koordynatorem w 2011 roku napisałyśmy wspólnie i zgodnie, że niezbędne jest we Wrocławiu pilne powołanie zespołu zajmującego się interdyscyplinarnie i międzywydziałowo przestrzenią publiczną. W komisjach oceniających projekty przebudowy przestrzeni publicznej NIE MA PRZEDSTAWICIELI departamentu społecznego UM, są tylko architekci znający się nawzajem, najczęściej TYLKO MĘŻCZYŹNI. To fatalna sytuacja, skutkująca tym, co widać: przestrzeń we Wrocławiu (i innych miastach) jest wyestetyzowana i ANTYSPOŁECZNA. Wydaje się, że to jest właśnie celem magistratu, aby nie zatrzymywać nas zbyt długo 'między budynkami', wszak z tego wynikają same problemy, bo nikt nie potrafi rozumnie rozwiązać najmniejszych konfliktów.

To bardzo zła sytuacja wymagająca pilnej zmiany. Spójrzcie na tematykę forum medycznego - jest tam mowa o diabetologii, która ma kluczowy związek  z ruchem pieszym. Czy ktokolwiek z departamentu społecznego, kto o tym wie, ma jakikolwiek głos w komisjach architektonicznych konkursów??? NIE. To jest ciągle skutek tego, że we Wrocławiu, jak i wielu innych polskich miastach NIE MA INTERDYSCYPLINARNYCH ZESPOŁÓW zajmujących się przestrzenią publiczną, których głos byłby obowiązkowy w ocenie wszystkich konkursów kubatury i przestrzeni publicznej. Architektura, to nie tylko kubatury, to coś o wiele szerszego.

Program forum lekarskiego - tutaj.
Źródło zdjęcia - tutaj.