Zafałszowana przestrzeń

opublikowane: 2 lis 2012, 07:57 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 5 lis 2012, 09:57 ]
Kubeł na śmieci - wyzwanie dla przestrzeni

Dużym problemem współczesnych miast i wsi są śmieci oraz ich błyskawicznie rosnąca ilość. To nie nowość, miasta mają ten kłopot, od kiedy istnieją. Starożytni Grecy zmagali się z tymi samymi problemami, co my, w XXI wieku, żyjący ponad 2500 lat po nich. Nasza historia niewiele nas nie nauczyła w kwestii gospodarki odpadowej, ale zdołaliśmy wypracować doskonałe sposoby udawania, że problemu nie ma. Pierwszym dowodem są nasze wyestetyzowane ulice. Drugim nasze nieśmiałe kubły.

* * *

Otaczającą nas przestrzeń zalewamy śmieciami w dwóch wymiarach: prywatnym i publicznym. Konsumujemy produkty i produkujemy odpady. Robimy to w przestrzeni prywatnej naszych mieszkań i w przestrzeni publicznej naszych miast i wsi. Wypełniamy odpadami nasze kubły domowe, a także kubły publiczne w miejscach pracy, zabawy, wypoczynku lub nauki. Zapełniamy też kubły ustawiane w przestrzeni otwartej, wzdłuż ulic, w parkach, na placach i podwórzach (kontenery, zbiorniki).

KUBŁY

Segregacja śmieci zaczęła się dawno w formie dwóch podstawowych rodzajów kubłów wnętrzowych: kuchennych (m.in. na odpady organiczne, wilgotne i nieczyste w sensie higienicznym) i pokojowych („na papiery” czyli ogólnie, na odpady suche). Te pierwsze kubły szybko zaopatrzyliśmy w plastikowe worki, bo nie chciało się nam każdorazowo myć kubła. Ludzkie lenistwo spowodowało więc nadprodukcję śmieci. Z drugiej strony zaoszczędziliśmy ponoć wodę zużywaną dawniej do mycia kubłów. W kuchniach z czasem pojawiły się trzy kubły i trzy worki, a nie tylko jeden (ewentualnie trzy przegródki - na odpady plastikowe, metalowe i organiczne). W zasadzie w domach i biurach przydałby się śmietnik, tj. odrębne pomieszczenie na śmieci, tak wiele ich wytwarzamy. To jest właśnie przykład wpływu anty-gospodarki śmieciowej na przestrzeń: potrzebujemy więcej przestrzeni, by gromadzić nasze śmieci. Potrzebujemy też większych i liczniejszych kubłów, by pomieścić śmieci uliczne.

Kubły drugiego typu (kosze) bywają perforowane i estetyczne, dlatego z zasady nie przyjmują mokrych odpadów. Z naszych doświadczeń wynika, że dla uczniów w szkołach podstawowych kubeł oznacza to coś na zewnątrz, coś dużego. Kosz to ów mały, nieśmierdzący pojemniczek w klasie szkolnej. W dziedzinie koszy rozwinęło się więc wzornictwo przemysłowe, jednak ich objętość znacznie nie wzrosła. Jeszcze 20 lat temu śmieci z pierwszego kubła trafiały czasem na kompostownik. Z drugiego - do pieca. Reszta trafiała na wysypiska i leży tam do dziś. Trafiała też i trafia na dzikie wysypiska, jest to poważny problem wielu gmin. Dzikie śmietniska wcale nie znajdują się na peryferiach. W zasadzie każda niezagospodarowana przestrzeń stanowi dla wielu ludzi pokusę do pozbycia się w niej dowolnych nieczystości lub rzeczy zbędnych, zaczynając od odchodów, kończąc na meblach byle tylko nikt nie widział, nikt nie złapał nas na gorącym uczynku, wszak śmieci to sprawa wstydliwa. Między innymi dlatego tak ważne są publiczne sposoby zagospodarowania przestrzeni i jej nadzór - im więcej niestrzeżonych miejsc, tym większa szansa, że staną się dzikim wysypiskiem. Prócz wysypisk, mamy też sortownie. Mamy też zmieniającą się ilość kubłów w przestrzeni publicznej - mniej na lotniskach (z powodu zagrożenia terrorystycznego), więcej w domach. Jednak czy mamy ich więcej na ulicach? Proporcje ilości i wielkości kubłów do ilości śmieci są coraz gorsze na niekorzyść pierwszych. Kubły uliczne w niektórych miastach europejskich dawno przestały być zwykłymi kubłami, są elementami sieci sortowania śmieci - jeden na odchody, inny na baterie, kolejny na puszki lub plastiki.  Bynajmniej nie zmusiła nas do tego dbałość o środowisko, lecz strach przez bombą schowaną w typowym, dawniej popularnym kuble lub koszu. Te znikły na zawsze, jako potencjalne zagrożenie. Pojawiła się segregacja.

Co ma śmieć do przestrzeni miejskiej, poza faktem, że zaburza w niej jakże pożądaną obecnie estetykę? Żyjemy tak, aby nie widzieć za wiele śmieci - pozornie perfekcyjnie zorganizowaliśmy sobie ulice/chodniki, aby idąc estetycznie zabudowanymi ulicami wrzucać do nich nieśmiały plastikowy papierek po cukierku (450 lat na wysypisku) lub butelkę po napoju (1000 lat przynajmniej). W wielu miastach śmieci przelewają się z kubłów. Statystyczny mieszkaniec miasta wytwarza dwukrotnie więcej śmieci, niż człowiek mieszkający na wsi. Średnio dzieło śmieciowe Europejczyka to 600 kg rocznie - wyobrażacie sobie tę masę w naszych eleganckich domach? Jeśli pomyślimy o czasie, to statystyczny Amerykanin wytwarza dwukrotnie więcej śmieci, niż 40 lat temu! Jeśli cofniemy się bardziej, np. do XVI wieku…? I tutaj sedno problemu: objętość masy śmieci, jaką produkujemy, zwiększyła się przez ostatnie 200 lat ok. pięciokrotnie (w zależności od źródeł, bowiem bardzo trudno to policzyć). Objętość kubłów - o ok.20%. Innym słowem, aby krajobraz odzwierciedlał nasz faktyczny, jakże nowoczesny styl życia, powinniśmy stawiać kubły co 3 metry, a nie co skrzyżowanie (ok.300-500 metrów). Jednak można też mieć pomysł zupełnie odwrotny (jednak mocno przewrotny). Nowy Jork zasłynął z pilotażowego kilkumiesięczny „no-bin experiment”, w ramach którego pozbawiono kubłów dwie wybrane stacje metra[1]. Pasażerowie usiłowali skorzystać z koszy w pobliskich sklepikach - bez skutku, zaczęła się walka o kubły, śmieci rzucano wprost na tory. Sieć szybkiej kolejki miejskiej PATH nie posiada koszy od 2001 roku z powodu zagrożenia terrorystycznego. Jednak w 2011 roku nowojorski wydział transportu wymyślił, że aby odciążyć służby porządkowe i zmniejszyć ilość śmieci, należy usunąć kosze. Pionierem w tym pomyśle był Londyn, gdzie kontynuowano projekt bin-free w czasie ostatniej Olimpiady. Kosze zastąpiono rozmaitymi kontenerami do selektywnej zbiórki odpadów lub psich odchodów. Jednak Waszyngton zrezygnował z eliminacji koszy, głównie z powodu zbyt dużej liczby skarg pasażerów. Różnie zatem bywa z takimi eksperymentami, są one równie ciekawe, jak ten z Danii, gdzie w pewnym mieście usunięto wszelkie oznakowanie drogowe ze szczególnie kolizyjnego skrzyżowania, w efekcie zmniejszając znacznie liczbę wypadków.

ULICE

Historia kubła to pasjonująca opowieść. Czy zastanawialiście się, kiedy powstały pierwsze kubły na śmieci? Kto w ogóle wymyślił kubeł, kosz, zbiornik, kontener na śmieci? Czy był to jakiś sławny wynalazca lub myśliciel? Dawniej śmieci wrzucano do dołów, które z czasem zasypywano ziemią. Archeolodzy mają w swej pracy do czynienia z praśmieciami. W istocie śmieci to jeden z ich ulubionych artefaktów, są kopalnią wiedzy o przeszłości i życiu codziennym. Śmieci wysypywano dawniej nie tylko do jam, ale i wprost na „ulice” lub do studni. W efekcie zatruwano pitną wodę, a poziom ulic podnosił się wraz z przysypywaniem poszczególnych warstw. Ludzie wprost żyli na śmieciach, co niewiele się zmieniło. Zachowujemy wprawdzie pozory higieny i logiki gospodarki odpadowej, ale produkcję śmieci doprowadziliśmy do rozmiarów kolosalnych - pokonaliśmy w tym przodków. Aby nie widzieć tych anormalnie ogromnych ilości naszych śmieci, a tym samym by poczuć się lepiej, kryjemy je skrzętnie w kubłach i na wysypiskach, czasem ponosząc porażkę z powodu niezmiennej objętości kubłów, a wciąż wzrastającej ilości śmieci. Z jednej strony zachowujemy więc pozory higieny, z drugiej toniemy w hipokryzji. Co odnajdą po nas nasi potomkowie i współcześni im archeolodzy? Lepiej sobie tego nie wyobrażać.

Około V wieku p.n.e. w Atenach wydano nakaz odprowadzenia odpadów poza obręb miasta w specjalnie wyznaczonych miejscach. Mimo to, że minęło nieco ponad 2500 lat, a ludzie nadal wyrzucają śmieci do pobliskich parków, czasami nawet naprzeciwko własnego domu. Średniowieczne sterty śmieci doprowadziły do licznych epidemii, ale człowiek niczego się niestety nie nauczył. Najwyraźniej nie posiadamy GENU śmieciowego. Zastanawiacie się zapewne, kto i kiedy wprowadził zatem pierwsze pojemniki na odpady? Stało się to w Paryżu i Amsterdamie w XVI wieku. Później, również w Paryżu, wprowadzono zwyczaj zbierania śmieci przez służby komunalne. Od tamtego czasu wieku wielkość zbiorników niewiele się zmieniła, jednak kolosalnie wzrosła ilość śmieci, które produkujemy. Miasta, by pomieścić, a przede wszystkim ujawnić współcześnie generowaną ilość śmieci, powinny stawiać na swych ulicach pojemniki w odległości średnio co 5 metrów.

Przepisy regulujące lokalizowanie i wielkość kubłów na chodnikach opierają się na wskaźnikach obliczanych kilkadziesiąt lat temu. Współczesne kosze uliczne mają najczęściej pojemność ok. 70-180 litrów (a propos, ich cena: od 300 do nieomal 6000 PLN). Ustawa o porządku i czystości w gminach, to nasz legislacyjny anioł stróż - na jej podstawie Rada gminy lub miasta podejmuje uchwałę, która decyduje o  ilości kubłów na ulicach miast. Przykładowo gmina Zebrzydowice wskazuje szczegółowo, że kosze na śmieci wzdłuż ciągów handlowo-usługowych powinny stać co 150 metrów - rzadko, prawda? Na chodnikach - tam, gdzie są skrzyżowania - również rzadko. Objętość koszy/kubłów regulowana jest Polską Normą - zapominamy jednak, że Polskie Normy, to często tylko zalecenia, wskazania, a nie ścisłe, obowiązujące wytyczne. Tak, jak można zamontować włącznik światła na wys. 90cm, by małe dziecko mogło uczyć się z niego korzystać, zamiast 140cm zgodnie z Polską Normą, tak samo można lokalizować większe kubły, wystarczy je tylko zakupić - ot i problem. Uchwały wskazują też: „Liczba pojemników i częstotliwość odbierania odpadów z nieruchomości powinna zapewnić nieprzeciążanie pojemników oraz utrzymanie czystości i porządku wokół pojemników” - skoro śmieci wysypują się z kubłów, jest to podstawa do choćby skargi mieszkańców na nieporządek w gminie. Samorządy mają więc otwartą możliwość regulowania wyglądu swojej przestrzeni w tym kontekście. Mówi się często, że zbyt wiele kubłów szpeci przestrzeń - mniej mówi się o tym, że zbyt wiele śmieci wysypujących się ze zbyt małych i zbyt nielicznych kubłów szpeci przestrzeń o wiele bardziej. To jest to nasze fałszowanie przestrzeni - być może z własnej wygody nie chcemy uświadamiać sobie, ile śmieci generujemy.  Prawda w oczy kole… Brzmi to moralizatorsko, to prawda, ale ileż można żyć w śmieciach, które widzimy na każdym kroku? Nie lepiej byłoby po prostu produkować większe kubły lub stawiać gęściej te typowe, niewielkie?

Mamy pewien wpływ na sortowanie śmieci w domach, szkołach, sklepach, przychodniach i biurach, ale niestety wciąż rzadko korzystamy z tej okazji - tutaj decydująca jest obecność zbiorników do segregacji śmieci. Na chodnikach natomiast wrzucamy śmieć po prostu do ulicznego kubła, którego zawartość nie jest segregowana i ląduje najczęściej na gminnym wysypisku. Bardzo nieliczni noszą śmieć ze sobą do chwili, gdy napotkają właściwy zbiornik - tacy bywają nazywani eko-świrami. Czas jednak powiedzieć wyraźnie, że to oni wykazują najwyższą świadomość opisywanego tutaj problemu.

C.D.N.

Opracowanie:
Anna Rumińska, architektka, antropolożka kultury

Fundacja Edukacji Przedszkolnej / maleprzedszkola.pl

eMSA Inicjatywa Edukacyjna / emsarelacje.pl

---------------

Na stronie www.edukacjaodpadowa.pl zapoznacie się z prezentacjami poświęconymi nowemu prawu odpadowemu, które obowiązuje w Polsce od 1 lipca 2012 roku.

Artykuł jest publikacją projektu „KOSy z eMSA w Kątach Wrocławskich” realizowanego przez Fundację Edukacji Przedszkolnej i eMSA Inicjatywa Edukacyjna w Kątach Wrocławskich w listopadzie 2012 roku w ramach Kampanii „Nowe prawo odpadowe – nowy styl życia Dolnoślązaków. Regionalna kampania informacyjno-edukacyjna. Etap I” finansowanej ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej we Wrocławiu.


INFORMACJE:

http://www.wfosigw.wroclaw.pl - aktualności

http://www.edukacjaodpadowa.pl

http://www.smiecenieodpada.pl

http://www.maleprzedszkola.pl

http://www.emsarelacje.pl

http://www.facebook.com/smiecenie.odpada

http://www.facebook.com/kosy-apcykling-upcycling