krajobraz‎ > ‎

CHWASTY W ŚREDNIOWIECZU czyli co WIE WIEdźma, co wie WIEśniak?

opublikowane: 13 maj 2017, 06:27 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 13 maj 2017, 07:00 ]
W sierpniu miną już dwa latka od tego zdjęcia. Nasza Matka Chwastozercy towarzyszy tu Waćpanowi Tomaszowi Dobrzańskiemu, naszej gwieździe lokalnej (w sensie: pochodzącej z Wrocławia), znakomitemu wrocławskiemu muzykowi specjalizującemu się w muzyce dawnej, fletach i instrumentach szarpanych z tego okresu, kierownikowi artystycznemu wspaniałego wrocławskiego ansamblu Ars Cantus, który Wam gorąco polecamy. Szanowni Państwo stoją tu sobie zacnie na tle unikatowego w skali całego Globu malowidła (jedyne takie zachowane!) o wyjątkowo rzadkiej w średniowieczu świeckiej tematyce poświęconej życiu rycerza króla Artura, sir Lancelota z Jeziora. Malowidło znajduje się w średniowiecznej Wieży Książęcej w Siedlęcinie.

"Chwastów w średniowieczu" chwytamy w cudzysłów, bo to nieomal stuprocentowy oksymoron. W średniowieczu trudno było o chwasty, bo... nie było masowego, intensywnego rolnictwa opartego na chemicznych herbicydach i biotechnologicznych GMO. Rośliny rodzime, zielne, lecznicze oraz jadalne nie miały tak silnego statusu intruza w agrofitocenozie, środowisku pól uprawnych. Jasna sprawa, walczono z roślinami niepożądanymi, ale czyniono to inaczej, niż obecnie. Botanika, jako nauka, również była w powijakach, ale wyłącznie w rozumieniu dyscypliny naukowej, czyli w sensie nowożytnym. Znajomość gatunków wśród tzw. społeczeństwa była bowiem bardziej zaawansowana i powszechna, niż obecnie. Do leczenia i jedzenia pozyskiwano powszechnie to, co rosło wokół, a nie to, co sprowadzano do "sklepów", czyli na targi.

Jednak w średniowieczu były chwasty w sensie metaforycznym. Chwastami były... KOBIETY WIEdzące, czyli WIEdźmy. Rugowano je z zapałem godnym nowożytnych polityków. Na stosie spalono ponoć ok. 60 tys. kobiet oskarżonych o czary. Uwaga: o ile wiemy, NIE mają ani pomnika, ani nawet nie są patronkami skweru stosownie zarośniętego roślinami leczniczymi. To byłby piękny pomnik-skwer, czyli 2w1. Hmmm..., może by tak złożyć wniosek do wybranej Rady Miejskiej, aby w ramach budżetu obywatelskiego stworzyć plac z zieleńcem ku chwale owych WIEdźm oraz nadać mu patronat: Plac WIEdźmy Zielarki. Wiadomo, co tam powinno rosnąć...

WIEdźmy zagrażały lobby klerykalnemu. książęcemu, królewskiemu, rycerskiemu... WIEdźma WIEdziała, jak wyleczyć, jak uśmierzyć, jak złagodzić, jak wykarmić, jak zapalić, jak zaparzyć, jak uwiercić, jak uwarzyć, jak pozyskać, jak znaleźć... Była konkurencją ekonomiczną. Na (Dolnym) Śląsku również ścigano kobiety za tę WIEdzę. Mężczyźni też WIEdzieli, a jakże, ale pochodzili z "cywilizowanych", czyli schrystianizowanych krajów/kręgów, a nie z lasów, jak mniemano o kobietach, więc zgromadzeni byli w klasztorach i strzegli mocno swej wiedzy - wówczas tylko oni umieli pisać i czytać, bo umiejętności te były warunkiem chrystianizacji, zatem zapisywali swoją WIEdzę i ziołach, roślinach, chwastach, zielsku... Niektóre uprawiali w swych średniowiecznych ogrodach klasztornych. We Wrocławiu jest taka replika ogrodu w Muzeum Architektury - wirydarz klasztorny, bo muzeum mieści się w dawnym klasztorze Bernardynów (tych z brązowymi kapturami).

Spoza Śląska sprowadzano też świeckich mężczyzn znających się na TEJ rzeczy, ale oficjalnie po to, by szukali minerałów i rud metali. Tak, rycerstwo (książęta piastowscy i ich harde drużyny) potrzebowali dużo metali i kamieni (pół)szlachetnych na zbrojenie i zdobienie, co warunkowało odróżnienie się od plebsu, pospólstwa, WIEśniaków i WIEdźm. Ci ostatni nosili inne amulety - biżuterię z tańszych surowców, np. drewna, włókien, gałęzi, łyka, wełny itd.

Z czasem owi świeccy mężczyźni umiejący znajdywać cenne rudy metali zaczęli szukać i ziół. Z biegiem lat rozwinęło się słynne karkonoskie ziołolecznictwo i aktywność karkonoskich tzw. laborantów. Jednym z najważniejszych magicznych ziół średniowiecza była mandragora, a z tych jadalnych - np. pokrzywa, stosowana namiętnie już choćby w Bizancjum (ale i dużo wcześniej), czy czosnaczek spożywany w Europie już 6000 lat temu, co potwierdzają fitolity znalezione na naczyniach ceramicznych.

c.d.n.

Anna Rumińska