krajobraz‎ > ‎

Łąka w mieście

opublikowane: 17 lip 2012, 14:19 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 25 sie 2015, 05:12 ]
To jest nasza ŁĄKA. Tak o sobie, zapuszczona, bo jesteśmy leniwe :P Na niej zapuszczamy chwasty, bo my to CHWASTOŻERCY. Tutaj więcej o leczniczych walorach, a tam, na profilu - śniedniości, czyli jadalności (wg Aleksandra Bruecknera).

Intuicyjnie czuliśmy, że dobrze jest, gdy rośliny zwane "chwastami" rosną sobie swobodnie, jak chcą. Wzmocniła nas odezwa Śmiecenie Odpada i Ulica Ekologiczna nt. nie-koszenia-trawników. Zainspirowała do szerszego opisania kwestii trawnika, łąki i ziół. Ot, pasje z dawnych czasów powracają:) Jako rocznik nieomal diabelski - 1966 - mamy w chwastobraniu spore doświadczenie, ale tylko osobiste, niemedialne i niepubliczne, więc czas wyjść do ludzi, sprzyjają temu media społecznościowe. O Symfonii Kosiarza na Zalesiu i o audiosferze tego osiedla już pisałyśmy. Olfaktosfera natomiast pozostaje do odkrycia i opisania, ale też pisaliśmy gdzie indziej o tym w kontekście filmu o zapachach Wrocławia. Obydwa te wątki łączą się z tematem trawników i łąki. Jest też dodatkowe tło: ekologia i medycyna...

Niechaj nie wydaje się Kosiarzom, że czynią dobrze przyrodzie. Naprawdę warto zostawić stokrotki w spokoju... Jako wykształcone w dziedzinie architektury krajobrazu, architektury i antropologii kultury oraz lubiący równowagę i różnorodność w życiu i przyrodzie, podkreślamy, że "zielone dywany" to wymysł już dawno przeterminowany. Wprawdzie <ekologia> to wyraz zużyty jak parę innych, lecz nadal pełen treści i jednak nie będziemy go ignorować. Powracamy przy okazji do naszych dziecięco-młodzieńczych pasji zielarskich:) Do czegoś ta wiedza musi się w końcu przydać...

Lubimy naszą łąkę, fajnie się w niej brnie:) ŁĄKA jest świeżym doświadczeniem, w zasadzie nagłym i przypadkowym, bo sprowokowanym śmiercią członków rodziny, którzy zwykli zajmować się "uprawą", czyli eliminacją chwastów. Dlatego po swojemu pokochałyśmy łąkę, która nagle stała się naszą łąką. Sąsiedzi klną na nas, że rozsiewamy nasiona roślin, które oni chcą wyrugować - przepraszamy, ale prosimy, zrozumcie, że mamy inną koncepcję ogrodu. Wasze stałe koszenie i dążenie do gładkiego dywanu pozbawionego różnorodności biologicznej wcale nie sprzyja przyrodzie, ale je tolerujemy, więc oczekujemy rewanżu. Oto, jakie bogactwa mamy na naszej łące:

Jaskier rozłogowy - prześliczna roślina, prześliczny kwiat, silna, ekspansywna i wytrzymała, znana na Dolnym Śląsku - roślina trująca dla bydła, ale my nie hodujemy bydła! Nie mamy też już małych dzieci w domu, więc dlaczego je usuwać? Jaskier jest wyjątkowo miododajny i niesamowicie inteligentny w kwestiach samozapylania - to, co on potrafi, to... szacuneczek, wyjątkowy przyjaciel!:) Nasza rodzina walczyła z jaskrami przez ok. 10 lat, przekopując ziemię co rok i odsiewając korzenie. Po paru latach pojawił się "zielony dywan". Parę kolejnych lat zajęło podlewanie "chwastów" jakimiś strasznymi płynami, które doprowadzały je do kolorów w gamie szarości. Obecnie my tęsknimy już za jaskrem, ale obawiamy się, że zniknął stąd bezpowrotnie.

Mniszek pospolity - nasza kolejna przecudność. Jego młode listki można jeść w sałatkach, to już truizm, Francuzom znany od wieków... Ta skromna, acz ekspansywna roślinka, to też kwintesencja krajobrazu Dolnego Śląska i naszych łąk. Mniszek jest roślinką leczniczą, to zapewne wiecie. Ale jakiś konkret...? Kwiaty zaparzamy i pijemy - moczopędzą, jak kawa:) tyle że bez kofeiny. Młode koszyczki kwiatowe można konserwować, jak kapary - są pyszne. Korzeń pomaga przy chorobach wątroby i trawienia, podnosi odporność, obniża cholesterol, ma też dużo potasu - po co potas? Żeby udaru nie było, ot co. Poza tym doskonale plecie się z mniszka wianki na białogłowy:) No, a korzeń... dawniej dodawano go do gotującego się jęczmiennego piwa, jeszcze w epoce przedchmielowej.

Koniczyna biała - cudownie symboliczna roślinka, piękna w swej prostocie i pospolitości. Mieć ogród zalany tą uroczą istotką i mieć szansę na czterolistną niespodziankę...? Bezcenne:)) Od pewnego czasu szukamy, zamiast surfować:P Cudowne przeżycie! Koniczyna poza tym jest również lecznicza. Koniczyna to cudowna miododajka! Miód koniczynowy jest przepyszny. Wyobraźcie sobie, że jej nektar mogą też zbierać pszczółki, których języczki są krótsze niż u trzmieli, które z kolei zbierają miód z koniczyny czerwonej. Kwiatki możemy też zbierać na napary, które pomagają w chorobach reumatycznych, ale moczopędzą i pomagają w chorobach skóry. Koniczyna czerwona z kolei jest nowym odkryciem medycyny i kosmetologii... Młode listki też można jeść, przyrządzając jak szpinak, ma dużo witamin! Je się też kwiaty, o czym piszemy na profilu CHwastożercy. Wyjątkowa roślinka!

Babka lancetowata lub zwyczajna - żal je niszczyć, w Chinach znana jest od 3000 lat, na Słowiańszczyźnie również. Też można ją jeść w sałatkach, po prostu - świeże, najlepiej młode listki, wtedy nie mają tak mocnych żyłek. Można je też smażyć w cieście i jeść babkowe czipsy:) A można też z niej robić syrop - działanie poniżej. Nie tylko Rzymianie, ale i Słowianie i wiele innych ludów wkładało listki babki do sandałów, bo świetnie przyspieszają gojenie ran, wpływają na lepsze krążenie krwi. Z suszonych - napary wyksztuśne, doskonałe z obu odmian babki - kiedy? No jak to, w przeziębieniach przy suchym kaszlu! Zamiast tych wszystkich kosztownych syropów z apteki... Można też przykładać jej liście na zwichnięcia, stłuczenia, miejsca ukąszenia owadów.

Niezapominajka polna
- Kiedyś robiono z niej nalewkę niezapominajkową? Pomagała w męczącym kaszlu, zapaleniu oskrzeli, krtani lub gardła, a także krwotokach z nosa, co znamy dobrze z naszej rodziny... Dzieciom nalewki nie podamy, ale napar lub odwar - owszem. W tym celu zbieramy ją w czasie kwitnienia.

Tasznik pospolity
- hmmm... ta niepozorna, acz przepiękna konstrukcyjnie roślina, której nasionka zjadaliśmy w dzieciństwie, zawiera mnóstwo aminokwasów, m.in. dopaminę... Wiecie, co to znaczy...:) Mówiąc krótko, napar (a jeszcze lepiej wyciąg na zimno lub wodno-alkoholowy) z tasznika pobudza psychicznie, podnosi ciśnienie (coś jak muskanie i całuski). U mężczyzn pobudza nieomal tak skutecznie, jak viagra. Jeśli zaparzymy dużo owoców, pobudzimy krążenie krwi i wzmocnimy serce. Jak przyrządzać? Choćby zaparzać świeży, zamiast herbaty.

Pięciornik gęsi - kolejne łąkowe cacko. Wodny wyciąg z tego ziela (liście lub w całości) hamują biegunki, leczą stany zapalne skóry, dziąseł i gardła. Pięciornik to zielona woda utleniona - po prostu odkaża. Odwar - równie dobry. Róbcie okłady na oczy, gdy zbyt łzawią (za dużo internetu...?), płuczcie dziąsełka i gardełka, gdy bolą.

Bylica pospolita
- przepięknie pachnie i komary jej nie lubią:) Natomiast mięso pieczone - bardzo... Napar lub nalewka bylicowa to stary sposób na pobudzenie trawienie (wewnętrznie) oraz odkaża rany i leczy trądzik (zewnętrznie). Można też zbierać pączki kwiatowe, suszyć, a potem dodawać do np. dań mięsnych, pieczonych... Mniammm... W kosmetologii domowej też jest przydatna - płukanka w naparze zmniejsza przetłuszczanie i wypadanie włosów. Bylica to symbol Nocy Kupały, należy do grupy tzw. dziewięciu ziół, z których pleciono wianki. Oprócz bylicy: dziurawiec, mniszek (ww.), arnika, rumianek, nagietek, jaskier, dziki bez czarny, cząber leśny i ewentualnie macierzanka piaskowa. Zapachniało...

Rumianek pospolity
- nasz ulubiony:) O nim nie trzeba wiele pisać, każdy wie, do czego jest rumianek: na oczy, na brzuszek, na nerwy, na skórę. Jednym słowem na wszystkie zmysły? Herbatka rumiankowa, to smak i zapach niemowlęctwa, ale nie tylko... Podobno bardziej rozjaśnia te jasne włosy. Rumianek pięknie pachnie, ale wiele osób reaguje na niego nerwowo:) Co można wykorzystać? Tzw. koszyczki, czyli środeczki kwiatowe (te żółte:) Ogólnie mówiąc, napar z rumiankowych koszyczków rozluźnia mięśnie, dlatego rumianek relaksuje nie tylko nerwy, ale i oczy lub brzuszek. Jest rumianek świetny w przeziębieniu, grypie, bólach gardła, kaszlu, no po prostu cała apteka w jednym koszyczku:) Nie trzeba łykać wszystkich tych pigułek, pastylek, kapsułek i proszków. Wystarczy regularnie pić rumiankowy napar. Co za banał:P Jednak to działa!

Stokrotka pospolita
- u wielu sąsiadów koszona wraz z innymi "chwastami", serce się kroi... Kwiatki zaparza się, jak ekspresową herbatę przy przeziębieniach i po prostu, jako ziółko codzienne:) Na podniesienie odporności, na lepszą przemianę materii, moczopędnie, przeczyszczająco, jak tam tylko chcecie. Obniża tez ciśnienie i dzięki temu ułatwia krążenie, więc dobra jest dla osób po 40-ce:) Podobnie jak rumianek, dobrze leczy rany i problemy skórne.

Krwawnik pospolity
- mawiają, że to jedno z najcenniejszych ziół. Mówią, że każda kobieta powinna je mieć w apteczce lub łazience. Naszym zdaniem - nie tylko kobiety, ale i mężczyźni, szczególnie w XXI wieku. Przydatne jest ziele (czyli łodyga+listki) i kwiat. Wewnętrznie pomaga po prostu przy wzdęciach. Można go sobie zaaplikować w formie np. pasztetu lub twarożku. Nie tylko - zastępuje terapię hormonalną, bo zawiera mnóstwo fitoestrogenów. Zewnętrznie - przy przeziębieniach, np. zamiast maści rozgrzewającej, można natrzeć klatę olejkiem krwawnikowym (z kwiatków). Napar leczy drobne ranki lepiej niż plaster. Jest świetny na problemy skórne młodzieży obu płci - trądzik, wypryski, łojotok - bycie nastolatkiem to same problemy, oni znają te wyrazy...;/ No i na koniec: krwawnik można dodawać do sałatek! Listki mają lekko korzenny, słonawy i gorzki smaczek... Wyrafinowana przyprawa;)

Pokrzywa zwyczajna
- uniwersalne bogactwo naszej łąki, cudowny chwaścik:) chyba najszerzej opisany w literaturze zielarskiej. Krwiotwórcze - to przede wszystkim, bo zawiera dużo żelaza. Ale i witamin... no i była kiedyś uznanym afrodyzjakiem. Sok z pokrzywy - samo zdrowie! Napar ze świeżych liści - również! Innym słowem jedzmy pokrzywę, np. na obiad. Zewnętrznie - gdy choruje skóra lub włosy. Znacie szampon pokrzywowy - królował za PRL-u:) A jeśli ktoś chce rzucić palenie, to niechaj lepiej pali pokrzywę, kiedyś palono ja przy astmie, kaszlu, bólu zębów... Hmmm...

Tęskniliśmy długo do naszych przyjaciół: jaskra, mniszka, koniczyny, babki, niezapominajek, tasznika, pięciornika, bylicy, rumianku, krwawnika i innych... Przez wiele lat widzieliśmy, jak gaśnie ich zieloność po podlaniu tym czymś. Nie pachniały już nigdy więcej. Całe to powyżej opisane bogactwo usuwacie wraz z kursem kosiarki - w kuble lub na kompoście ląduje kilkadziesiąt złotych (wydanych później na lekarstwa). Nie szkoda...?

A teraz chcemy łąki i kwita. Nie chcemy jej kosić, nawet kosą lub sierpem, mimo, że to piękne przyrządy i warte rekonstrukcji / rewitalizacji / modernizacji - nazwa nieważna. A propos, w dobie oszczędności i zrównoważonego zużycia energii - ciekawe, czy jest market, który sprzedaje nowoczesne kosy i sierpy...?:) Tak, tak, kosa spalinowa jest ogólnie dostępna w ogrodniczych marketach, ale nam chodzi o prace ręczne:) Krok w tył w rozwoju techniki, krok w przód w rozwoju ekologii i zdrowia ludzkiego. Szukajcie, a znajdziecie... no i znaleźliśmy - spójrzcie na zdjęcie po prawej. Są też pasjonaci kos na świecie i nie są to tylko osoby wiekowe, to nas cieszy:)))) Przejrzyjcie te cuda: ostrza, klingi i osełki! Jeśli ktoś musi kosić z jakichś powodów (bo takie na pewno są, przecież w niektórych domach są dzieci hasające po "zielonym dywanie" lub młodzi piłkarze lub kometkowcy), to wraz z jakimś producentem i marketem promujmy kosy i zachęcajmy ekosiarzy do takiej gimnastyki z korzyścią dla otoczenia i samego siebie... EKOsiarzy, EKOsiarki, EKOszenie - kosą, ręcznie, cicho i z namaszczeniem. Kogo dziś na to stać? Tylko snobów? Niekoniecznie, prawda...?:)

Wróćmy zatem do łąki. Naszej łąki nie skosimy nawet tak piękną, ręcznie zrobioną kosą. ŁĄKA jest jak stos nieznanych, nowych-nie-nowych (czyli używanych) książek - zwozisz je, masz ich coraz więcej, wchodzisz w ich pachnący obcością świat, lecz ileż niespodzianek na Ciebie czeka pomiędzy stronicami... Tak i tutaj, między źdźbłami, listkami i płatkami - prawdzie bogactwo. Ekologia może być spokojna i szczęśliwa, bo dzięki naszej łące parę bąków więcej będzie miało gdzie odpocząć:) Niedaleko nas zamknięto niedawno aptekę, zmartwiliśmy się. Jednak teraz, dzięki łące wiemy, że mamy aptekę pod ręką:) W dodatku bezpłatną:P Po prostu to się nam przypomniało. Ufff.

Dobrze jest BRNĄĆ wśród traw. Ot i tyle. Nie chcemy wykoszonego "zielonego dywanu". Trawniki są na osiedlu, w domu możemy mieć łąkę. Będzie ciszej, taniej, bardziej pachnąco, zdrowiej, no... same zalety. Dzieci (jeśli się pojawią) usiądą, potem wstaną i pójdą, trawy się podniosą. My siądziemy rozsądnie, ale po nas trawy też się podniosą:) Nasza fajna miejska wioska istniejąca jako skutek częstego niekoszenia :)

CHCEMY ŁĄKI. Łąki w mieście. Coś w tym złego?:)