kuli-kultura‎ > ‎

dlaczego hala nie hula?

opublikowane: 10 cze 2013, 11:37 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna
HALA NIE HULA? Ten tekst nie dla tych, co nie umieją (=nie lubią) czytać więcej niż twitterową ilość.

Słońce w Hali operuje przepięknie. To jest gmach nad gmachy, przepiękne miejsce. I chyba sobie zaczniemy przynosić WĘDKARSKI STOŁEK, by usiąść w tym słońcu i chrupać młodą marchewkę, ciastko ze stoiska obok, popijając kawą z kawiarenki w głębi i czytając książkę z księgarenki z piętra (o rety! nie ma księgarenki w Hali!!!). Tylko... nie ma gdzie umyć marchewki! No chyba że w WC u tej miłej pani... Ale jakoś ta koncepcja nam upada, słońce wpada, przechodzi, mija, noc zapada, hala umiera. Rety, czy naprawdę w tym obiekcie nie ma nikogo, kto zna prawidła kupiectwa i preferencje klientów??? Co my na innej planecie żyjemy? No chyba tak. Obejrzyjcie zdjęcia z Hali i z jej otoczenia.

Znów czytamy to samo Grafit versus Hala Targowa. Czytamy sobie tak: "Nie mieliśmy wyboru bo popyt okazał się mniejszy niż zapewniano. Na piętrze będzie albo duży najemca, albo powierzchnie biurowe - tłumaczy prezes ARAW-u Dariusz Ostrowski" - mówi o Hali Grafit. Ze 150 stoisk została połowa, a z nich tylko część wynajęta. Czy ktoś stracił chociaż STOŁEK (metaforyczny, nie wędkarski) za tę totalną wpadkę inwestycyjną? Zatem skoro hala Grafit nie hula, to prezes szuka szans na zmiany, i słusznie (tylko ciut za późno, bo one cholernie dużo nas kosztują). Innym słowem można by oczekiwać, że skoro inna hala nie hula, to też w niej będą albo biura, albo jeden najemca, proste - podejmuje się kroki, by ratować obiekt. Otóż nie. Dlaczego? Bo hala Grafit to nie zabytek, więc można nią elastycznie zarządzać. Hala Targowa - owszem, zabytek, więc zmieniać go nie można bez zgody wielu. Lepiej niech sam się zawali, prawda państwo radni? Dlaczego radnymi nie zostają młodzi ludzie jeżdżący po świecie i doświadczający nowoczesnych form życia??? Ludzie, weźcie się do aktywności i kandydujcie na radnych! Trzeba nam wymiany pokoleniowej, zrozumcie to - dla nas samych, byśmy potem mogli bywać tu i tam. No i jest jeszcze kwestia miejscowego planu, ale to... e tam, ręce opadają.

Otóż w przypadku Hali nikt nie chce się zgodzić na zmianę tradycyjnego handlu detalicznego na "jednego najemcę" - w sumie ma to sens, bo przecież jest już zarządca całości, więc po co zarządca ma zarządzać jednym najemcą? Kupy to się nie trzyma. Jednak to pat, bo w obecnym kształcie też się to kupy nie trzyma. Zatem niech będzie: zarządca zarządza z odległości, a w hali siedzi jeden najemca i wynajmuje całą kondygnację, płaci czynsz i po temacie. I tak będzie problem, bo Halę trzeba pilnie remontować, sypie się. Zarządca to zapewne ciągle robi, mało widać, bo to nie są spektakularne remonty, raczej podtrzymujące życie, takie drobne przeszczepy. Póki co, tzw. tradycyjny handel detaliczny kwitnie i usiłuje przetrwać. Z tradycją, szczególnie tą lokalną, nie ma wiele wspólnego, bo wiele produktów w Hali jest spoza regionu, państwa lub kontynentu.

Zatem lepiej nic nie zmieniać i tylko oczekiwać, że pieniądze z nieba spadną, a zarządca zrobi wszystko, co trzeba. No i najemcy - oczywiście muszą, po prostu muszą, dobrze handlować bez względu na wszystko. Pilnują i radni, i służby konserwatorskie, i zapewne inni, by Hala była tym, czym nie umie być: zbiorowiskiem małych stoisk, z których każde rządzi się po swojemu, a całością zarządza jedna spółdzielnia/firma. W efekcie mamy to, co mamy - pełny bezwład.

W dodatku perspektywa klienta wygląda jeszcze lepiej. Strach czasem iść, bo zawsze jest jakiś kwas ze strony sprzedawców - albo cię opieprzą, żeś dotknął marchewkę, albo cię zrównają z błotem, żeś aparat wyjął, tym bardziej pstryknął (zawsze węszą podstęp), albo wyśmieją, że pytasz o skład ciasta, albo z oburzeniem zironizują, gdy spytasz o produkt, którego nie mają, albo zmierzą się tak, jakby chcieli zabić, albo po prostu uraczą cię taką miną lub zapachem, że w pięty idzie i marzysz o ucieczce. Dodaj do tego brak wózków, więc po co tutaj przychodzić? Ludzie, sprzedawcy, czy wy chcecie, byśmy do was przychodzili? Poważnie się zastanówcie. Na szczęście nie wszyscy tacy są, ale czy naprawdę musimy robić badanie terenowe w Hali, by zweryfikować, do kogo warto przychodzić stale, a kogo omijać?

Czy ktoś chce celowo Halę zarżnąć, czy ktoś ma niewiele oleju w głowie, czy ktoś żyje sentymentem i tęsknotą za niemieckim pejzażem tutejszego handlu, czy ktoś nienawidzi handlu a musi się tym parać, czy ktoś ma grupową depresję, czy ktoś próbuje na siłę utrzymać XIX wiek w XXI wieku, czy może chodzi o coś innego...? No tak, wiemy, o wszystko chodzi. O pieniądze też.
Comments