Chwastozercy‎ > ‎

Chwasty, kosy, audiosfera i mir domowy

opublikowane: 25 lip 2016, 02:59 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 13 maj 2017, 03:52 ]
Zawsze zachęcam do kupna kosy... Nie kosiarki, ale kosy... Może doczekamy się kiedyś wypuszczenia na rynek polski CICHYCH i TANICH urządzeń koszących - w cenie spalinowych potworów... Rozwiąże to wiele problemów.

Tymczasem na naszym wspaniałym Dolnym Śląsku, na terenie pięknej Ziemi Kłodzkiej, niedaleko Dusznik Zdr. i tuż przy granicy z Czechami, odbywają się KURSY KOSZENIA kosą tzw. alpejską! Można się tu zapisać na kurs wraz z pobytem w agroturystycznym gospodarstwie Rancho Stokrotka. Postaramy się tam dojechać, wziąć udział w kursie i opisać go potem na profilu Chwastożercy.

Te trzy tytułowe wątki tylko pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Wiele osób wie jednak, o co chodzi - nie raz poruszany tu był ten wątek i zgłaszały się osoby podobnie jak my nie przepadające za hałasem kosiarek, który często wiąże się z cichym mordem metodą roundapowania... Z resztą nie tylko my we Wrocławiu odczuwamy ten problem - dostrzegają go również inne miasta i województwa, np. sąsiadująca z Dolnym Śląskiem Wielkopolska. Jednak w opisanym artykule porusza się kwestię koszenia terenów publicznych (tzw. terenów zielenie pozostających pod zarządem gmin lub innych osób prawnych, np. uczelni, instytucji, szkół itp.). Tutaj poruszamy kolejny raz problem koszenia na terenach prywatnych. Jak z resztą wielu innych mieszkańców osiedli.

Jest jeden bardzo PROSTY sposób rozwiązania problemu koszenia na terenach publicznych: UNIKANIE TRAWNIKÓW, tzn. nie sianie traw wymagających koszenia i w zamian stosowanie roślin okrywowych, które koszenia nie wymagają. Proste, tanie, wygodne. Ale nie do zastosowania, bo przecież trzeba dać ludziom pracę i wydać określoną sumę pieniędzy z budżetu gminnego... Trzeba też wykazać się działaniami, zatem MIEJSKI TRAWNIK - najbardziej nieekologiczna i nieekonomiczna nawierzchnia biologicznie czynna. Nie schowa się w niej ani trzmiel, ani ptak, wymaga ciągłego utrzymywania, atencji, troski, pieniędzy i... ZAWSZE ZAWODZI, bo w Polsce nie umiemy dbać o trawniki. I dobrze - powinniśmy z nich definitywnie zrezygnować.

A zatem SOBOTA - to w Polsce Święto Kosiarza, czyli dzień koszenia. Nie odpoczynku, ale koszenia. Nie powszedni dzień, bo przecież praca, obiad, piwko, meczyk, gazetka... Nie niedziela, bo przecież norma katolicka nakazuje dzień święty święcić, a poza tym rowerek, zamiasto, wycieczka, słoneczko, piwko, ruszcik, karkóweczka... Ciągłe wycie małych silniczków elektrycznych lub spalinowych oznacza tylko jedno: SOBOTĘ. Dr Robert Losiak z wrocławskiej Pracowni Audiosfery miałby tu sporo do nagrywania. Owe koszenie, to nie zawsze to uciążliwa czynność, o nie. Często jest to wymarzona chwila spokoju dla Kosiarza - wkłada na uszy ochraniacze "słuchawkowe", może nawet puszcza sobie muzyczkę i... sunie..., płynie... Nuci sobie zapewne:

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,

Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,

Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,

Omijam koralowe ostrowy burzanu.[1]

Wyją od rana. Nie w jednej chwili, bo pewnie sądzą, że kumulacja szkodzi. Wyją sukcesywnie. Jeden wyje od 10, drugi zaczyna, jak tamten skończy, a potem trzeci i czwarty. Koszą trawy, stokrotki i mleczyki. Sobotnia audiosfera rezydencjonalnych osiedli miejskich przypomina zakład elektryczny.

Niektórzy prywatni posiadacze kosiarek zasmakowali już trochę świata i przeszli na powszedni tryb koszenia - koszą jakoś tak przed 16. Potem ludzie wracają ze szkół, przedszkoli, biur, fabryk i chcą mieć spokój. Ich to obchodzi, troszczą się o dobre relacje sąsiedzkie. Regulacje czasu koszenia obowiązują na pewno w niektórych landach Niemiec. Piszemy "niektórych", bo wszystkich nie sprawdzaliśmy. W USA ponoć kosi się w weekendy - robią to prywatni właściciele działek lub wynajęte przez nich firmy. Jednak USA nie jest autorytetem w wielu tematach, a już na pewno przestrzeni publicznej, nawet jeśli administracyjnie jest ona prywatne - tutaj zasadza się trudność w rozwiązywaniu takich problemów, jak ład przestrzenny i mir domowy, bo "jestem u siebie", ale też "to, co robisz u siebie, wpływa na otoczenie". Przykład USA pojawia się tu zatem raczej jako negatywny, potwierdzający niestosowność takiej sytuacji w obszarach niedorozwiniętych społecznie. Europa ma tu o wiele lepsze przykłady. W Polsce przepisy mamy świetne, regulacje prawne opanowaliśmy do perfekcji - to pokłosie Komuny i trybu zakazowo-nakazowego, w którym nadal funkcjonuje nasze państwo. Z jednej strony dobrze, z drugiej źle - wszystko jest względne. Przepisy istnieją, ale... nie są egzekwowane z wielu przyczyn. Przede wszystkim dlatego, że sąsiedzi wolą przecierpieć regularny, zapiątkowy hałas i udawać, że wszystko jest w porządku (ewentualnie psioczyć w zaciszu domowym), niż łagodnie/życzliwie zwrócić uwagę sąsiadowi, poprosić lub po prostu negocjować, porozmawiać. Dlaczego nie rozmawiamy? Bo jakże często na tę życzliwą, łagodną uwagę spada na nas posępna mina, złość i agresja adresata. Rozmawiać nikt nas nie uczy. W szkołach dzieci kształci się w nastroju "posłuszeństwa", więc nic dziwnego, że potem wielu sfrustrowanych kosiarzy chce sobie porządzić na swoim ogródeczku. Przeszli niejedno piekiełko w dzieciństwie, ale... No tak, wszystko da się wytłumaczyć trudnym dzieciństwem lub toksycznymi rodzicami, ale jak długo? W Polsce (i ogólnie na Słowiańszczyźnie) relacje sąsiedzkie są wysoce ambiwalentne i obarczone wielowiekowymi regulacjami opartymi na binarnej opozycji SWÓJ/OBCY, która dotyka również tego tematu. "Mego kochanego sąsiada to bym w ramki oprawił, byle by tylko wisiał" - ambiwalencja aż kipi. Na tym (nie)stety (?) często polegają stosunki sąsiedzkie, że z jednej strony toleruje się z bólem w uszach poczynania sąsiada, z drugiej narzeka się na nie. Bez umiejętności negocjacji nie da się wybrnąć z tego zaklętego kręgu. Ogromne znaczenie ma u nas sankcja społeczna, obawa przed tym, "co powiedzą ludzie", ale z drugiej strony silny (coraz silniejszy!) jest walczący indywidualizm i owe "wolnoć Tomku...", poczucie sprawstwa, a raczej marzenie o sprawstwie, wpływie na otoczenie, o wysokiej roli we wspólnocie lokalnej, nawet jeśli się ją ignoruje i lekceważy swoim indywidualizmem. Ambiwalencja relacji sąsiedzkich jest tak silna i głęboka, że niby błahych problemów, takich jak audiosfera, nie da się często rozwiązać - reguluje to tzw. życie, czyli uzus, codzienność oraz odśrodkowe i oddolne sytuacje, a nawet koniec cierpliwości i nagła sprzeczka.

Uchwały miejskie w Polsce nie chronią osiedlowej audiosfery w takim stopniu, jak troszczą się o staromiejską (ZABYTKOWĄ), ani w takim zakresie, by regulować koszenie na prywatnych działkach - do tego jeszcze nie dojrzeliśmy, jako państwo. Niektóre starówki polskich miast (Kraków, Wrocław) objęte są regulacjami w ramach tzw. Parku Kulturowego. Są w nich zapisy o zakazie przekraczania dopuszczalnego poziomu lub czasu trwania hałasu, np. w związku z graniem muzyki na co dzień w gastrogródkach lub wnętrzach lokali. W obrębie Parku Kulturowego zabrania się więc montażu i stosowania urządzeń nagłaśniających na zewnątrz budynków (Wrocław: Rozdz. 4, § 17 i 18) (Kraków: § 5 i 8).

Park Kulturowy to jednak TYLKO starówka / stare miasto, ewentualnie z okolicą, jak we Wrocławiu (ul. Świdnicka i Arkady KDM). Osiedla rezydencjonalne, gdzie mieszkają podatnicy i członkowie gminy, nie stanowią już przedmiotu troski i ochrony ze strony radnych, urzędników i służb porządkowych. Wielka szkoda, zatem warto zgłaszać takie inicjatywy do rad miejskich. Na razie na osiedlach miejskich obowiązuje bowiem partykularyzm i hasło "wolnoć Tomku w swoim domku". Dotyczy to nie tylko koszenia w zapiątki (ang. weekend), ale też używania wulgaryzmów tak głośno, że niesie na całe osiedle, np. w trakcie oglądania meczu piłkarskiego na własnym tarasie w gronie kilku rozwiniętych audialnie mężczyzn. Jeśli koszenie lub wulgaryzmy odbędą się po g. 22, wówczas jest podstawa do interwencji, bo wchodzimy w zakres ustawy o porządku w gminach, w której funkcjonuje urokliwe, dość archaiczne, ale wciąż aktualne pojęcie MIRU DOMOWEGO. Jeśli hałasowanie zachodzi między g. 6 a 22, to nie ma podstawy do interwencji, ale oczywiście można zgłosić problem w trybie powództwa cywilnego, ale kto by miał na to czas. Kodeks Cywilny (art. 144) mówi: "Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych. "
Kodeks Wykroczeń precyzuje zaś wybryki do kategorii hałasu (
Art. 51. § 1):
Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

Jeśli więc coś przeszkadza tylko jednej osobie (bo takie jest domniemanie, jeśli tylko 1 osoba zgłasza problem), to jest to nieistotne. Innym słowem w ciągu dnia można sobie wrzeszczeć i bluzgać, ile wlezie, grać w swoim ogródeczku na 500 dB i kosić od rana do wieczora - zero pretensji w sensie grupowym - możemy tylko zgłosić sprawę w oparciu o przepisy Kodeksu Wykroczeń lub Kodeksu Cywilnego i latać potem po sądach... Są też oczywiście liczne inne atrakcje audialne, np. zawody motorowe, treningi strzeleckie, ujadające stale psy, czy wreszcie imprezy publiczne huczące nie raz do 1-2 w nocy.

Tyle tytułem wstępu o problematyce audialnej. Z chwastami ma to taki związek, że dotyczy ogrodów i tzw. mitu trawnikowego. Mit ten głosi ogólnie: "Pokaż mi swój trawnik, a powiem ci, jak wielki jesteś". Jako architekt mogę potwierdzić, że projekty domów tzw. jednorodzinnych" rozrastają się od pewnego czasu o garaż dla kosiarek. Nie takich zwykłych, ale tych "wypasionych" - to drugi pojazd, o jakim marzy niejeden Pan Domu. Przychodzi sobota lub święto, wsiada on na swego spalinowego mustanga i sunie po zielonym dywanie, jak KRÓL.

Jak zwykle zachęcam więc do kupna kosy... Nie kosiarki, ale kosy... Mam już swoją kosę ręczną, mieszkam na osiedlu rezydencjonalnym. Ale jeszcze nie kosiłam - trawa rośnie jak chce (sąsiadom to się nie podoba). Miejskie łączki na prywatnych posesjach rosną mocno, szczególnie po deszczach. KOSA - trudna umiejętność do opanowania, odchodząca w przeszłość w miastach, ale w wielu wsiach nadal się ją kultywuje, np. w postaci mistrzostw kosiarzy [3], również na Dolnym Sląsku. Jeśli nie kosa, to co? No cóż, zawsze można żąć trawę SIERPEM.

Kosa to 2w1: ogrodowa cisza + cielesna siłownia :) Kosy dostępne są nadal w ogrodach typu "dla rolnika" lub na niektórych wiejskich i podmiejskich targowiskach. Do kompletu kupimy od razu:
- osełkę (przyrząd do ostrzenia) i babkę (klepadło),
- trzonek i kołek,
- usługę osadzenia w trzonku,
- usługę klepania (i nie chodzi tu o klepanie po pysku lub pośladkach, ale o klepanie kosy;),
- kurs ostrzenia, aby zachować swe palce w całości.
Kosy dostępne są też na Allegro i w sieci, np. w cenie ok. 40-60zł (ostrze) w zależności od szerokości i długości ostrza, albo komplet (łącznie ok.100zł). Mała kosa [4] w markecie ogrodniczym kosztuje ok. 90 zł - nie wiem, dlaczego jest droższa od tradycyjnej, dużej. W wielkich marketach kosy kupuje się w częściach. Tak czy siak, potrzebne jest potem szkolenie, lekcja, trening... To nie jest łatwa czynność dla ludzi o nierozwiniętej motoryce. Inną sprawą jest konieczność wyklepania kosy. Poza tym inaczej osadza się kosę do trawy, inaczej do zboża, więc lepiej, by to zrobił fachowiec - jeszcze tacy są, ale coraz ich mniej.

I tutaj dochodzimy do sedna sprawy: koszenie to czynność męska czy kobieca? Otóż w Polsce przypisana była zawsze mężczyznom. Jednak w innych krajach kosiły też dziewczęta, kobiety, najczęściej jednak nastolatki - np. w Alpach czy na Bliskim Wschodzie. Posługiwały się innymi kosami, niż te zaprojektowane i wykonane dla mężczyzn - lżejszymi i bardziej poręcznymi dla kobiecych dłoni. Technika poprawnego koszenia skupia się na pracy nóg, a nie tułowia. Kosę trzeba też regularnie klepać, wtedy koszenie jest lżejsze - mogą to śmiało robić nawet dziesięcioletnie dziewczynki! [5]

Spójrzcie, ile tutaj kos... Zachwycające ostrza! [2]


Anna Rumińska


***


Przypisy:

[1] Adam Mickiewicz, Stepy akermańskie
[2] http://www.scythesupply.com/blades.htm
[3] http://www.biebrza.org.pl/798,2014-sianokosy.html
[4] http://www.gardena.com/pl/garden-care-tools/gardening-tools/combisystem-ma-a-kosa/
[5] http://rancho-stokrotka.pl/events/koszenie-kosa-alpejska/

Comments