Chwastozercy‎ > ‎

wiedza o plastiku czy wiedza o jedzeniu?

opublikowane: 16 lis 2014, 14:42 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 4 gru 2016, 21:57 ]
Rodzice, czy zastanawialiście się, w jaki sposób Wasze dzieci mają się nauczyć zajadać ze smakiem zdrowe, dobre, naturalne i lokalne produkty, skoro w przedszkolach uczą się, że żywność jest plastikowa? Jaka edukacja, takie żywienie. Jakie żywienie, takie zdrowie. Jakie zdrowie, takie życie dzieci. A nasze dzieci toną w plastiku.

Dzieci współczesne najczęściej nie gotują w domach i nie mają do czynienia z realnymi (pół)produktami żywnościowymi. Nie mają też tego kontaktu w przedszkolach i szkołach. JAK WIĘC MAJĄ NAUCZYĆ SIĘ PŁODÓW ZIEMI I JE POTEM JEŚĆ? Dzieci nie są głupie, są mądrzejsze od nas, dorosłych, ale ufają nam, wierzą nam na słowo, do głowy im nie przychodzi w wieku przedskzolnym, że możemy je tak strasznie kantować, unieszczęśliwiać, w dodatku pod czujnym okiem Wydziału Zdrowia, Wydziału Edukacji, ministerstw, instytutów żywienia, NGO-sów i licho wie, jakich jeszcze organizacji, z których nieomal każda pobiera pieniądze właśnie za pilnowanie, by dzieci nie oszukiwać i nie unieszczęśliwiać. Płacimy im wszystkim, by chronili nasze dzieci.

Obecnie jest ODWROTNIE. Bowiem jeśli dzieci widzą, że zgodnie i z uśmiechem na twarzy polecamy im w przedszkolach plastikowy biały chleb i kształtne jasnoróżowe udka, to takie same potem kupują potem w marketach jako nastoletnie lub dorosłe osoby. Jeśli widzą, że nakazujemy im z surowa miną bawić się tym właśnie plastikowym badziewiem, a zakazujemy wnoszenia do sali zabaw ubabranej ziemią marchewki, to zapamiętują bardzo głęboko i trwale, że te plastikowe są właściwe. Dzieci po prostu sądzą, że takie są OK, właściwe, najlepsze, kochają panią, mamę i babcię, więc wierzą w to, co im mówią. Bo przecież "mamusia nie pozwoliłaby na to, by mnie oszukiwano, prawda?"

Powyżej widzicie zdjęcia typowych "zabawek kulinarnych", czyli pomocy dydaktycznych Z PLASTIKU stosowanych w edukacji przedszkolnej we Wrocławiu oraz wielu miasteczkach i wsiach Dolnego Śląska. Zapewne także w placówkach innych regionów Polski. To jest swoisty "zestaw edukacyjny", który wolę nazwać "zestawem antyedukacyjnym" albo nawet "zestawem anedukacyjnym" (an- / zaprzeczenie edukacji), czyli takim, który powoduje u dzieci zobojętnienie na uroki dobrej żywności. Dawniej dzieci uczyły się gotować, przyrządzać sałatki i kroić warzywa, ale także zbijać młotkiem karmniki, odkręcać żarówki i szlifować deski papierem ściernym. Niektóre z Matek-Założycielek inicjatywy "Zdrowe Żywienie Małych Wrocławian" (Aktywni-Rodzice.pl), przeszły taką właśnie edukację. Ja - owszem, w przedszkolu zrobiłam swoją pierwszą sałatkę jarzynową - tak, tę z gotowanych warzyw i majonezem. W przedszkolach i szkołach uczyliśmy się naturalnego życia, a nie Wiedzy o Plastiku.

Dziś wiele z nas je zdrowo, umiemy gotować, zbijać karmniki i szlifować papierem ściernym nie tylko deski... Dlaczego? Badania dowodzą, że dzieci i młodzież umiejące gotować je zdrowiej i żyje zdrowiej. Jeśli umiem upichcić zupę, to najpewniej zrobię ją sama, zamiast kupować coś zupopodobnego w formie proszku z plastikowej saszetki. Jak można sądzić, że to jest w porządku? Jak można reklamować to coś w telewizji z chmurą skojarzeń rodzinnych w tle? Jak można zezwalać na taką reklamę??? W edukacji stosowano dawniej najzwyklejsze płody Ziemi. Był PRL, były puste półki i wielkie, cudowne wagi, a w edukacji było nie-plastikowo, można by powiedzieć - było ubogo. O jak dobrze! Wróćże TA edukacjo! PRLU idź precz, ale EDUKACJO wróć! Była to edukacja typu korczakowskiego i montessoriańskiego, zanim jeszcze w Polsce ktokolwiek szumnie o nich mówił i pobierał za nią ciężką kasę. Dziś przedszkola i szkoły montessoriańskie lub korczakowskie są drogie, elitarne, unikatowe, wymarzone... A w tych publicznych kwitnie anty-oświata kulinarna, w wyniku której samorządy i państwo wydają coraz więcej pieniędzy na leczenie tego, co sami spowodowali. Gdzie w tym logika i etyka społeczna???

Rodzice, dlaczego więc pozwalacie, by współcześnie edukacja kulinarna Waszych dzieci w przedszkolach przebiegała z wykorzystaniem plastikowych produktów? Tu na zdjęciach wszystko jest plastikowe: jaja, pieczywo, sery i wędliny. Zauważcie - IDENTYCZNE LEŻĄ W MARKETACH i szkodzą zdrowiu naszych dzieci. Tyle że NIESTETY nadają się do szybkiego zmieszania ze ślina i połknięcia - trudno nazwać to jedzeniem. Wymuście więc na placówkach oświaty, aby usunęły z edukacji te koszmarne, sztuczne przedmioty jedzeniopodobne zniekształcające obraz żywności w umysłach dzieci. Wymuście na dyrekcji, aby pokazywano dzieciom prawdziwe produkty. Nie słuchajcie argumentów, że to taniej, higieniczniej i bezpieczniej. Wasze dzieci tracą na tym, że nie poznają, jak wygląda, pachnie i jaka jest w dotyku prawdziwa marchew lub prawdziwy chleb, że regularnie uczą się kojarzyć żywność z plastikiem i sztucznym wyglądem.

Nie chcemy żywności do zabawy, bo dzieci powinny jeść przy stołach? Bardzo słusznie! Po co więc sztuczne jedzenie w koszykach? Aby pobawiły się same w dom? Niechaj to zrobią robiąc sobie sztuczną żywność z papieru, bo te papierowe marchewki i tekturowe chlebki na tyle odbiegają wyglądem od naturalnych, że dziecko nie "sklei" potem w starszym wieku imitacji z oryginałem. Im bardziej zabawki przypominają oryginalną żywność, tym silniej dzieci "skleją" ich wygląd z ta żywnością i takiej właśnie będą szukać w sklepach dla siebie, do lodówki, do talerza. Żywnością nie należy się bawić, lecz ją jeść. Ale w jedzenie można się bawić, lecz nie świetną plastikową imitacją, ale teksturową lub papierową, koślawym naśladownictwem. Ta koślawość ratuje dzieci i utrzymuje je w bezpiecznym dystansie od plastikowego nibyjedzenia. Dlatego wszelkie zajęcia z żywnością w ramach programu EDUKACJA ZDROWOTNA lub KULINARNA muszą, po prostu muszą odbywać się z użyciem prawdziwych produktów. Inaczej to właśnie placówki "oświatowe" będą winne zacofania naszych dzieci w kwestii WIEDZY O JEDZENIU.

Anna Rumińska
WOJ: WIEDZA O JEDZENIU
tel.660.968.363
Comments