ławkologia‎ > ‎

Jak zabić ulicę

opublikowane: 1 wrz 2012, 05:25 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 1 wrz 2012, 05:30 ]
Ławki odspołecznej c.d.

Wciąż brakuje dobrych ławek i ich dobrych ustawień w naszym mieście (i nie tylko naszym). W takich sytuacjach, jak ta na zdjęciu, jest to szczególnie dotkliwy brak. Oczywiście, nikt nawet nie miauknie, że coś jest nie tak - siedzi się, mówi się, je się, jest dobrze. A że plecy pobolewają... a że usiąść w grupie nie można... a że oparć nie ma... Z miejskimi ławkami jest jak z wyobraźnią i kreatywnością - gdy człowiek zablokowany, do głowy mu nie przyjdzie, że można inaczej. Taki syndrom mają dzieci z podwórek, które pytamy, o czym marzą - one marzą o niewielu rzeczach, marzenia zamknięte mają kłódką z blokadą. Podobnie przechodnie.

"Ławki" na Świdnickiej trudno nawet nazwać ławkami, to ewentualnie siedziska, ale raczej po prostu bloki, formy przestrzenne, na których można przysiąść. Estetyzacja ppm sięga tutaj granic absurdu. Jest na co popatrzeć (czyżby?), nie ma na czym wygodnie i towarzysko posiedzieć. Gdy krytykujemy takie rozwiązania, ten i ów sie obraża, jak to projektanci. Ale czy owi projektanci przejmują się tym, że pośrednio obraża się na nich wielu przechodniów?

Na ulicy Świdnickiej dramatycznie brakuje wielu dospołecznie ustawionych ławek, aby napędzić tutaj ruch i dłuższą obecność (czyli pozostanie!) przechodniów. To wszak takie proste i oczywiste... Z drugiej strony nasz wrocławski magistrat (i czasem media) narzeka, że Świdnicka umiera. Jak ma żyć, skoro tutaj nie ma gdzie sensownie usiąść? Jak ma żyć, skoro czynsze mają wysokość, jakby lokale były nieomal w Rynku, a odwiedzalność (visitability) o wiele niższą? Podobnie z Szewską - lokalizacja niby na Starym Mieście, ale odwiedzalność ulic jest niska, ponieważ systemowo nie robi się nic, aby napędzić tam ludzi. I wcale nie trzeba budować kolejnej Biedronki lub zmieniać przystanków tramwajowych. To są dość archaiczne teorie, obecnie jednak stawia się na placemaking, ponieważ jest on po prostu tańszy.

Z resztą nawet lokalizacja sklepu w Rynku nie gwarantuje sukcesu, warto posłuchać np. pary właścicieli, których sklepy są zagłębione w niszach-kieszeniach stworzonych przez ogródki gastronomiczne, przez co rzadko który klient jest naturalnie zasysany do sklepowych drzwi.

Tymczasem Świdnicka kwitnie jako stacja rowerów miejskich, jako strefa komercyjnych ogródków gastronomicznych (które de facto blokują przejście chodnikiem zgodne z prawem drogowym!), ale nie kwitnie jako Miejsce dla pieszych. Na tej ulicy dzieje się wiele absurdów. To jest całkowicie błędna anty-strategia, doprowadza do zaniku społecznego życia na ulicy. NIE LUBIMY TEGO.