ławkologia‎ > ‎

Płonne nadzieje

opublikowane: 27 cze 2012, 02:52 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 29 kwi 2013, 07:41 ]
Mogłoby się wydawać, że nie ma bardziej dospołecznej ławki, niż ta okrężna. Jeśli jeszcze posadzić drzewo w samym środku jej kolistego kształtu, to zrodzi się domniemanie, że siadanie na takiej ławce twarzą do siebie, i tym samym do drzewa, będzie najprzyjemniejszą rzeczą na świecie.

Otóż nie jest tak z kilku powodów. Na ulicy Kuźniczej we Wrocławiu skutecznie dowodzą tego najnowsze ławki okrężne. Ich lokalizację w tym staromiejskim i dość tłumnym obszarze argumentowano właśnie ich dospołecznością - w odpowiedzi na mój zarzut, że z pewnością są to ławki odspołeczne. Przedstawiłam ten problem w Wydziale Architektury UM, w biurze Koordynatora Plastycznego Projektu Miasta. Co mnie zaskoczyło po zakończeniu realizacji, to również i to, że ławki te mają wadę parametryczną. Trudno zrozumieć, dlaczego tak się stało. Czy projekt nie był gruntownie przemyślany? Czy nie był gruntownie sprawdzony przez jednostkę zajmującą się we wrocławskim magistracie kwestiami przestrzeni publicznej? To ostatnie jest pewne z prostej przyczyny: takiej jednostki po prostu w magistracie nie ma. Biuro ww. Koordynatora zajmuje się z założenia kwestiami plastycznymi. Tych, które dotyczą przestrzeni publicznej, jest całe mnóstwo - we wrocławskim magistracie systemowo nie zajmuje się nimi nikt. W efekcie mamy to co mamy: jak zwykle coś ładnego, ale odspołecznego i mało funkcjonalnego (poza możliwością siadania). A chciałoby się, by taki projekt został zrealizowany najlepiej, jak to możliwe.

Oto proste argumenty, dla których ławki okrężne z drzewem pośrodku - szczególnie te na Kuźniczej - nie mogą być uznawane za dospołeczne w skali otwartej przestrzeni publicznej:

1. W skali zamkniętej (kameralnej) przestrzeni publicznej - oczywiście są bardzo dospołeczne, są formą zamkniętą, kameralną, ale zbyt kameralną na przestrzeń otwartą, ponieważ generują silny kontakt wzrokowy i zamkniętą grupę siedzących, co dla wielu obcych sobie ludzi jest zniechęcające lub przynajmniej wprowadza lekki acz skuteczny opór przed zamiarem siedzenia. Przykładem takich ławek - dospołecznych kameralnie, lecz odspołecznych publicznie - są ławki na Wyspie Słodowej (fot. po lewej).

2. Ławki te (ul. Kuźnicza) mają zbyt wysokie siedziska - nogi wielu siedzących dyndają, to błąd niewytłumaczalny i nie wymagający wyjaśnień.

3. Ludzie nie lubią siedzieć plecami do otwartej przestrzeni, gdzie przemieszczają się inni ludzie. Najczęściej ludzie lubią siebie nawzajem obserwować - to jest jedna z największych atrakcji przestrzeni publicznej. W tym kontekście ławka okrężna jest zawsze ryzykowna ponieważ sama w sobie stanowi mikrokosmos w przestrzeni - sygnał, że oto tutaj możesz z innymi odciąć się od otoczenia. Jednak decydujący bywa często promień koła: czasem powinien być na tyle mały, aby ławka stała się ławą grupową, dla ok.5-6 osób, wtedy taka mikrogrupa stanowi całość samą w sobie i integruje się ze sobą, spędza ze sobą czas obracając się na boki i do tyłu - stale kontrolując, co się wokół dzieje. Badania wskazują, że długo tak nie posiedzą - otoczenie jest zbyt kuszące, by spędzać tak czas dłużej niż 30 minut. Szczególnym przypadkiem takiego siedzenia jest wieloosobowy stół w pubie, jednak taka przestrzeń działa na zupełnie innej zasadzie - w koło siedzi się właśnie w celu dośrodkowym - by odciąć się od otoczenia, czyli innych pubowiczów. To jest właśnie przestrzeń kameralna, zamknięta. W otwartej przestrzeni publicznej ludzie mają tendencję do siadania tak, aby mieć stały kontakt z otoczeniem. Zatem gdy promień ławy okrężnej jest dość duży, ludzie siadają tak, aby móc obserwować teren wokół - wówczas nie siadają do siebie na tej właśnie ławce, lecz wykorzystują tylko jej część siadając na sąsiednich urządzeniach, aby stworzyć ww. mikrogrupę nie wyizolowaną z otoczenia.

4. Ludzie nie lubią siedzieć twarzą do pnia drzewa. Zapamiętajmy raz na zawsze: pień drzewa jest barierą, a nie zachętą. Co innego woda - gdyby w środkowym punkcie ławy okrężnej wstawiać mikrofontanny (choćby jeden siurek:), siedzący chętnie się do nich obrócą. W tym i tylko w tym sensie pień drzewa jest elementem martwym, nie ma z nim kontaktu, nie generuje aktywności, relacji, dziania się. Dobrym i sprawdzonym rozwiązaniem, dającym dodatkowe korzyści funkcjonalne i społeczne (możliwość godnego zjedzenia posiłku!) jest trwały stół ustawiony pośrodku. Stół zamiast drzewa zachęca siedzących do obrócenia się plecami do przestrzeni i twarzą do siebie, jednak dając możliwości nowych aktywności stanowi silną przewagę dla otoczenia, choćby atrakcyjnego. Jest po prostu PO CO obracać się plecami do ludzi. Nie zmienia to faktu, że wciąż taką okrężną ławą zachęcamy ludzi do obracania się plecami do pozostałych, co może być dyskusyjne.

5. Zróżnicowanie powierzchni siedziska poprzez dodanie części drewnianej sugeruje ludziom miejsca do siedzenia, zwracając na nie ich uwagę i deprecjonując pozostałe części. Jest to wyłącznie estetyczny zabieg, całkowicie zbędny od strony funkcjonalnej, społecznej i ekonomicznej.

Reasumując, wciąż brak we Wrocławiu najlepszych z możliwych ustawień, tj. ustawień w "L". Najprawdopodobniej wyłącznie z przyczyn estetycznych promuje się ławy okrężne i plecówki. Te pierwsze opisałam powyżej. Plecówki z reguły są odspołeczne, jednak można ratować ich wynalazek i ustawiać je do siebie - w "L" lub na przeciwko, jak zrobiono również na Kuźniczej kilkadziesiąt metrów dalej (fot. po lewej). Wciąż zachęcam jednak do tego, by pomyśleć o L. "L" jak Love. "L" jak Lubię to.