ławkologia‎ > ‎

Rodzina w mieście

opublikowane: 27 lip 2012, 05:15 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 27 lip 2012, 05:37 ]
Jedno zdjęcie, a tyle refleksji... Sami zdajecie sobie sprawę z tego, że w miejskiej przestrzeni publicznej pojawiają się rozmaici użytkownicy. Nie tylko młodzieży i seniorom potrzebna jest ona do życia, ale również rodzinom, rodzicom, nianiom - ogólnie, dorosłym sprawującym opiekę nad małymi dziećmi. Celem powinna być tak zorganizowana przestrzeń publiczna, aby dawała możliwość bezpłatnego i swobodnego spędzenia kilku godzin na świeżym powietrzu - na dworze - na polu:) Jak zwała, tak zwał, nazwa zależy od regionu - wiecie, o co chodzi.

Zagadnienie "rodzina w mieście" wiąże się m.in. z kwestią ławek dospołecznych - w oczywisty sposób. Jeden, dwoje lub więcej dorosłych + dziecko (minimum jedno:), to już PARA lub GRUPA. Rodzina dwuosobowa - to też rodzina, wbrew niektórym opiniom. Dobrze byłoby, aby w przestrzeni publicznej miasta pojawiały się takie ustawienia siedzisk miejskich, które umożliwiają wygodne, wspólne siedzenie rodzinom i realizowanie czynności typowych dla etapu wychowania dziecka: karmienie, czytanie, zabawianie, granie, rozmawianie, spanie lub usypianie itd. Niektórzy wydają się nie mieć pojęcia o tym, że gdzy dziecko jest małe, o określonej porze po prostu musi być nakarmione lub uśpione. Ci sami wydają się zapominać lub nie wiedzieć, jak ciężko jest nieść kilka kilogramów kochanego ciałka "na rękach" - niektóre matki po prostu nie dają rady i muszą przysiąść, szczególnie gdy kilkunastokilogramowe ciałko nagle - tu i teraz - zasypia i nie da się prowadzić za rękę lub odmawia usadzenia w choćby najwygodniejszym i najbardziej zaanimowanym zabawkami wózeczku.

Architekci oraz inni inżynierowie (np. projektanci dróg), projektując ustawienia mebli (a czesto same meble) jakby zapomnieli, że miasto to nie tylko terytorium "podziwiania obiektów wokół", lecz także terytorium zwyczajnego życia poza murami domów. Mówiąc najprościej: ludzie mają to do siebie, że wiele czynności CHCĄ realizować między innymi ludźmi, również obcymi. Nasze antropologiczne badania terenowe potwierdzają rzecz jasna intuicyjną i subiektywną tezę, iż jest to dla ludzi swoista atrakcja, wyjść "na miasto" i robić tam to, co można robić "w domu". Wszystkie te określenia brane przeze mnie w cudzysłów są językowymi formułami znakomicie oddającymi specyfikę relacji ludzi z przestrzenią publiczną i krajobrazem. Placemaking to filozofia uszanowania tych prostych i jakże ważnych potrzeb, której efektem są systemowe i świadome działania w celu folgowania tym tęsknotom:) Ot, miejski, pro-społeczny hedonizm:)

Wkrótce więcej zdjęć - kliknij tutaj.

Anna Rumińska
Comments