asocjalizacja architektury

opublikowane: 5 gru 2013, 15:11 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 26 gru 2013, 09:56 ]
https://plus.google.com/u/0/photos/105259009233878765810/albums/5961721701673638753
Są na świecie ludzie, którzy głośno krytykują architektów za ich stricte wizualne/estetyzacyjne podejście do architektury oraz ignorowanie faktycznych potrzeb mieszkańców, tubylców. Tych ludzi jest coraz więcej. Dziś przypomnimy tylko pięć osób: dziennikarkę, publicystkę i aktywistkę (Jane Jacobs), dwóch urbanistów (Williama H. Whyte'a i Jana Gehla), architekta (Christophera Alexandra) oraz placemakera (Freda Kenta).

kliknij na zdjęcie po lewej, by zobaczyć więcej ławek bez oparć we Wrocławiu, bo to już wrocławska epidemia ogarniająca projektantów i urzędników, a wiele winy spada na fatalny Katalog Mebli Miejskich utworzony przez jednostkę Urzędu Miejskiego (Koordynator ds. projektu plastycznego wystroju miasta, B.Urbanowicz), która powinna zajmować się TYLKO projektem plastycznego wystroju miasta, jak sama nazwa wskazuje, a nie doborem typu mebli, które są po prostu antyspołeczne: Thespian, Renoma, Psie Pole, Św. Antoniego, Pl. Nowy Targ, Kuźnicza, Rynek, Wzgórze Polskie, Plac Grunwaldzki, kampus UWR przy ul.Joliot-Curie...

Jane Jacobs (1916-2006) była ważną pionierką pro-społecznego myślenia o przestrzeni publicznej wśród architektów. jej książka "The Death and Life of Great American Cities" odnosi obecnie kolejny sukces, niestety nadal nie została wydana po polsku. W walce o przestrzeń publiczną mobilizowała tłumy, za co ją aresztowano. I pomyśleć, że w czasie, gdy dyskutowaliśmy możliwości i zasady współpracy w budującym się nowym zarządzie SARP O/Wrocław, w kwietniu tamtego roku umarła JJ. Może dlatego czuję, że moim zadaniem jest kontynuacja tego, co zaczęła w USA, przynajmniej w minimalnym ułamku jej aktywności. Co wniosła JJ do dyskursu o przestrzeni publicznej i architekturze? Przede wszystkim wrażliwość na ludzi i siłę ochrony miejsc przed zakusami inwestorów, polityków i urzędników. Wrocław nie jest już miastem, który lubi demonstracje przeciwko własnoręcznie wybranej "władzy", więc robi ona, co chce: kosi zielone skwery i drzewa, buduje szerokie arterie w śródmieściu, intensyfikuje sygnalizację świetlną potęgując korki i wypadkowość, usuwa pawilony handlowe w imię estetyzacji, stawia pomniki w tym samym celu, zamienia ławki z tych z oparciami na te bez oparć lub je po prostu likwiduje na prośbę zdesperowanej większości zdominowanej arogancką mniejszością (osiedlowe konflikty), zamiast mobilizować służby porządkowe, wreszcie promuje architekturę (kubatury i place) nie tworzącą dobrych relacji społecznych itd. JJ wszystkiemu temu się sprzeciwiała, działała dokładnie odwrotnie: nawoływała do tworzenia przyjaznych miejsc, by ludzie, przebywając w nich, nadzorowali ją bezpłatnie, protestowała przeciwko budowie autostrady przez środek najcenniejszego placu, promowała ulice małe i kameralne, zamiast szerokich itd.

William Holy Whyte
(1917-1999) specjalizował się w badaniach przestrzeni publicznej dawno temu, w latach 60. w Nowym Jorku. Wyniki jego badań przestrzeni publicznej rodzinnego miasta są honorowane do dziś, a jego słynna książka "The Social Life of Public Spaces" stale wznawiana.

Fred Kent (ur.1945) poszedł śladami Williama H. Whyte'a i od dawna zajmuje się placemakingiem, aktywizacją miejsc i konsultowaniem przestrzeni publicznej, szefując organizacji Project for Public Spaces z siedzibą w Nowym Jorku. Jego nauczycielką była etnolożka, Margaret Mead, pracował też w otoczeniu Jane Jacobs i Kevina Lyncha, autora ważnej książki "Obraz miasta". Jego współpracownica konsultowała niedawno przemiany placu na Mariensztacie w Warszawie.

Jan Gehl (ur.1936) praktycznie to samo, ale z innej perspektywy - jest bowiem urbanistą szefującym pracowni Gehl Architects z siedzibą w Kopenhadze. Bada przestrzeń i miasta, projektuje zmiany, publikuje teksty, doradza decydentom, prezentuje swoje postulaty na kongresach.

Christopher Alexander (ur.1936) wypowiedział się obszernie o przestrzeni publicznej w swej najważniejszej bodaj książce "Language Pattern" wydanej szczęśliwie w Polsce pod tytułem "Język wzorców". To solidna i wyjątkowo cenna cegła, która pomoże aspołecznym architektom rozeznać się w tym, co jest korzystne dla użytkowników ich martwych kubatur.

Wszyscy wyżej wymienieni myśliciele, publicyści i projektanci zajmowali się lub zajmują placemakingiem, pro-społeczną aktywizacją przestrzeni publicznej, konsultacjami dla urzędników, radnych, projektantów i aktywistów w tematyce czynienia przestrzeni publicznej przyjazną dla ludzi, a nie dla aut. Niektórzy z nich projektowali lub projektują architekturę lub przestrzeń.

Po 20 latach projektowania architektury i przestrzeni, koordynowania wielobranżowych i wysokobudżetowych projektów architektoniczno-budowlanych, wzbogacona następnie o zawód i praktykę antropolożki kultury i etnolożki, publicystki i konsultantki przestrzeni publicznej, a także o 3-letnią działalność na rzecz coraz bardziej wątłej marki SARP (kadencja 2006-2009) oraz kilkuletnią publikację tekstów w czasopiśmie Krajowej Izby Architektów "Zawód:Architekt", dedykuję książkę Christophera Alexandra architektom - szczególnie dwóm wrocławskim, moim zdaniem bezpodstawnie uchodzącym za lokalne gwiazdy, z sukcesem promującym się w profesjonalnych i powszechnych mediach (również na ścianach budynków w formie wielkiej szmaty reklamowej - patrz Zbigniew Maćków w Galerii Dominikańskiej), mówiącym czasem o etyce, działającym w organizacjach architektonicznym, tytułowanym na różne sposoby, zdobywającym poparcie wielu koleżanek i kolegów po fachu (w tym studentów) i dziennikarzy, zajmującym 'ważne' stanowiska i przedstawiającym się jako eksperci w sprawach architektury i środowiska zbudowanego, ale ... skutecznie i z wprawą profesjonalisty szefującym pracowniom zabijającym wrocławską przestrzeń publiczną. Dedykuje tę książkę, jak również wszystkie powyżej wymienione, architektom Zbigniewowi Maćkowowi i Romanowi Rutkowskiemu. Wyjaśnię: nie zazdroszczę im ani realizacji, ani popularności, ani szczególnie zawodowej postawy i etyki - naprawdę nie ma czego zazdrościć, dlatego coraz głośniej to wszystko krytykuję, ponieważ coraz częściej doświadczam skutków ich pracy, która w mojej ocenie jest zła i szkodliwa dla społeczności lokalnych i przechodniów. Wszystkie kolejne skwery, które na ich nieszczęście są zlokalizowane przy budynkach projektowanych przez Pracownię Projektową Maćków, są aspołeczne i martwe, czasami nawet antyspołeczne. Analiza szczegółowa - tutaj, tutaj, tutaj. Początek analizy i krytyki Placu Nowy Targ autorstwa pracowni projektowej Roman Rutkowski Architects - tutaj, tutaj. C.D.N.

Dedykuję tę książkę również innemu wrocławskiemu architektowi, Tomaszowi Myczkowskiemu, projektantowi coraz liczniejszych miejsc lub nawierzchni, wysoko ocenianych przez architektów i konserwatorów zabytków (pod względem estetycznym i konserwatorskim), a nisko przez mieszkańców, osoby piesze, na wózkach (pod względem użytkowym i społecznym). Myczkowskie jest np. autorem szeroko dyskutowanej posadzki w Rynku - potwierdzam krytyków, to bardzo aspołeczny projektu, podobnie jak pomysł szpilkostrady, który będzie prawdopodobnie rozwijał do formy projektu realizatorskiego, jako autor rynkowej nawierzchni. Za kilka swoich realizacji Myczkowski dostaje więc ode mnie dużą zimowo-przesileniową (niektórzy nazwą ją bożonarodzeniową) rózgę. Za ustawienie siedzisk na skwerze na rogu Św. Antoniego i Kazimierza Wielkiego - czekoladowe serce z dużą rózgą, bo nie ma tam oparć, ale są schodki utrudniające lub uniemożliwiające dostęp, a nie wszystkie siedziska mają drewniane ruszty, niektóre pozostały kamienne - to wszystko zabiegi estetyczne przedkładające wyżej wrażenia wizualne niż potrzeby użytkowników, a także dyskryminujące niektórych użytkowników, czyli osoby starsze. Szkoda, że ryneczek na Psim Polu ma jednak dalej do rozwiązań dospołecznych, niż tych niewygodnych. Dedykuję tę książkę również innym projektantom, tworzącym aspołeczne projekty i przestrzenie, a także wrocławskim studentom architektury, z wiadomych względów - nie mają oni zbyt wiele tej wiedzy na tutejszej uczelni. Na koniec dedykuje ją wszystkim mieszkańcom, aktywistom i innym - niż architektoniczni - profesjonalistom.

Wyjaśnię, skąd ta szeroka dedykacja: wiedza nt. pro-społecznej przestrzeni i architektury jest w tej książce zawarta w zwięzłej formie i ułożona według systemu drukarskich hyperlinków - odnośników do kolejnych rozdziałów. Aby zrozumieć tę książkę i nabyć wiedzę z jej treści, trzeba ją czytać ze zrozumieniem, na pewno nie tylko w korkach, na pewno non stop kartkować wte i wewte. Trzeba to robić z refleksją i bez pośpiechu, a gwarantuję, że odwdzięczy się ogromną przyjemnością i nową wiedzą.

Fred Kent już 4 lata temu (gdy we Wrocławiu kończyliśmy ww. współpracę w ramach SARP), konkretnie w 2009 roku, spytał publicznie Franka Gehry'ego w trakcie Aspen Ideas Festival, dlaczego tak jest, że ikoniczna    architektura tak często nie potrafi tworzyć miejsc przyjaznych dla ludzi, mieszkańców, społeczności lokalnych. Gehry go wówczas ostro i impertynencko zaatakował. Dobitnie opisał to zdarzenie James Fallows, dziennikarz polityczny.

Kilka dni temu pytanie w podobnym duchu, acz nie skierowane do konkretnego adresata, zadał Jan Gehl podczas dorocznego sympozjum badawczego RIBA. Podkreślił, że architekci powinni mniej koncentrować się na swoich odjechanych budynkach, a więcej na jakości życia ludzi, którzy mieszkają i pracują w miastach.

---
Niniejszy tekst dedykuję wrocławskim "gwiazdom", naszym lokalnym średniomiasteczkowym (wszak taki jest Wrocław na tle świata) "starchitektom", którzy pragną rozgraniczać otaczającą rzeczywistość oraz swoją pracę pomiędzy "władzę architekta" i "życie" - jak wyraził się (jakże buńczucznie) projektant Rutkowski w listopadowym czasopiśmie Architektura Murator - opublikowano tam jego wypowiedź (w zasadzie szalenie arogancką obronę) w kontekście analizy przebudowanego niedawno według jego projektu Placu Nowy Targ we Wrocławiu, a w tym samym kontekście - m.in. mój komentarz krytyczny nt. tej realizacji autorstwa Rutkowskiego.

Architekci-władcze-gwiazdy: nie macie prawa zabierać nam przestrzeni i zawłaszczać ją sobie w postaci zdjęć waszych realizacji, wygrywających konkursy i jednocześnie pozbawionych życia i pro-społecznego charakteru. Wasza asocjalizacja - zobojętnienie na konieczność czynienia przestrzeni publicznej pro-społeczną - jest bardzo szkodliwa dla wszystkich, również dla was.

Anna Rumińska
architektka
antropolożka kultury
placemakerka

PS. By przeczytać inne publikacje, poszukaj po lewej stronie zakładki "ruminoteka"