Ławka: mała rzecz, a nie cieszy. Brud i zagarnięcie.

opublikowane: 5 kwi 2012, 10:57 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 5 kwi 2012, 11:49 ]
Jednak czasem ta mała rzecz potrafi ucieszyć. Zaskakująco ma to związek ze zdjęciem po lewej stronie. Ale po kolei...

W ramach działań eMSA na rzecz dobrej przestrzeni publicznej oraz moich spotkań nt. wprowadzenia większej liczby ławek do-społecznych we Wrocławiu (o czym następnym razem w liście), nie było sposobu pominąć tematu ławek, które fizycznie istnieją w przestrzeni publicznej naszego miasta, ale które z różnych powodów są niedostępne. Pierwszy powód to brud. Drugi to "zagarnięcie".

Brud
Zgłosiliśmy pani Beacie Urbanowicz z Wydziału Architektury Urzędu Miejskiego przypadek okrężnych ław na ul. Świdnickiej, zanieczyszczonych przez wróble urzędujące wśród gałęzi. Pani Beata zareagowała natychmiastowo, zgłosiła sprawę do ZDiUM, więc ławka ma być umyta najpóźniej jutro (oficjalnie do 7. kwietnia). Trzymamy kciuki, by to się udało i dziękujemy za tak szybką reakcję. Ławki na Świdnickiej można odzyskać dla nas, przechodniów i mieszkańców - po ich umyciu trzeba podjąć kroki związane z obecnością ptaków w koronach zasadzonych tam drzew. Ptaki to nasi sąsiedzi, nie powinniśmy występować przeciwko nim, spełniają ważną rolę w miejskim ekosystemie. Zatem następnym krokiem ku dobrej wrocławskiej przestrzeni publicznej będzie lokowanie ławek wokół drzewek przy określonych warunkach, aby ten problem zanieczyszczania ław nie powtarzał się sukcesywnie, np. na Rynku, gdzie są podobne rozwiązania. Po umyciu ław na Świdnickiej podejmiemy kroki, by zachęcić wróble do współpracy z nami i zapewnić czyste siedziska i oparcia. Są na to proste sposoby.

Zagarnięcie
Drugi ww. powód istnienia-nie-istnienia ławek to "zagarnięcie" ich przez niby-publiczne ogródki gastronomiczne. Dla przypomnienia: przestrzeń publiczna włączona w ogródek gastronomiczny staje się przestrzenią prywatną lub półprywatną, w zależności, czy rozpatrujemy to prawnie czy zwyczajowo. Jest bowiem coś takiego, jak prawo zwyczajowe, mimo że wielu usiłuje temu zaprzeczyć.

Ten problem niestety jest trudniejszy, niż ten z ptakami. Występuje np. na Rynku od strony wschodniej, koło Ośrodka Kultury i Sztuki, mniej więcej na wylocie pięknej małej uliczki ul. Kurzy Targ (która de facto czeka na swoją rewitalizację) - pokazuje to miejsce zdjęcie po lewej (kliknij, by powiększyć - fot. dzięki Google Street View). Wokół tamtejszych trzech latarni stoją tam trzy granitowe ławy okrężne, które w czasie sezonu ogródkowego są zagarniane przez tamtejsze ogródki. Świetnie że ogródki powstają, szczególnie te, bo one nie zajmują gładkich płyt chodników, jak pozostałe na Rynku. Jednak o ile tamte zabierają nam gładki chodnik, o tyle te zabierają nam ławki.

Dlaczego? Można się domyślić - ktoś gdzieś zezwala na taką lokalizację ogródków, które praktycznie (teoretycznie nie?) zawłaszczają trzy publiczne ławki, których na Rynku jest wciąż za mało! Być może brakuje stanowiska w Urzędzie Miejskim, osoby, która trzyma pieczę nad dobrym stanem i sensownej (jednak jak zwykle generującej spory) aktywizacją przestrzeni publicznej naszego miasta. Brakuje też takiej komisji w Radzie Miejskiej.

W przypadku tych ław można szacować, że w ten sposób my, przechodnie, tracimy ok. 30 publicznych miejsc siedzących - miejsc odspołecznych, ale lepsze takie niż żadne, tym bardziej że są bezpłatne. W sytuacji zagarnięcia ich przez ogródki stają się płatnymi, a nie widzę powodu, dla którego restauratorzy i władze miasta, w jakiejś dziwnej komitywie, zapominając o przechodniach nie-klientach, miałyby prawo zmuszać nas do płacenia za sok wypity na tych ławkach. Jako że na pewno nie ma to miejsca, możemy być zatem pewni, że wchodząc w strefę tych ogródków i korzystając z tych konkretnych ław nie będziemy wyproszeni, jeśli zaczniemy pić nasz prywatny sok. Zacznijmy więc z nich korzystać, dopóki sytuacja sie nie zmieni. Nasze obserwacje dowodzą, żeklienci siadają na nich stosunkowo rzadko, bo nie mają oparć w kontraście do zachęcających firmowych foteli. Zatem ta inwestycja została unicestwiona całkowicie na siedem pełnych miesięcy w roku - mało kto na nich siada, a to nasze, publiczne pieniądze zostały na nie wydane.

Warto też przypomnieć, że nasi wrocławscy Romowie, którzy tutaj przesiadywali poza sezonem ogródkowym (zdjęcie po lewej: 24 IV 2009, fot. Anna Rumińska), nie mogą już tego robić, gdy ogródki są rozstawione. A niby dlaczego tak jest? Wszak szczególnie w okresie letnim krążą po Rynku i przygrywają nam do obiadów i szarlotek, dodają swego kolorytu do audiosfery naszego miasta, będąc jego równoprawnymi mieszkańcami - należy im się miejsce do wypoczynku. Próbowali niedawno przenieść się w Przejście Garncarskie zajmując fotel w ogródku Tajnych Kompletów, ale to też się nie powiodło, nic dziwnego. Zajmują więc ukryte zakątki na zapleczu zabudowy bloku śródrynkowego - to dość jawne, lecz ciche odsunięcie i jestem temu przeciwna. Uważam, że ci muzykanci powinni mieć prawo przebywania w otwartej przestrzeni publicznej Rynku.

Będę zatem wnioskować do ZDiUM i innych jednostek Urzędu Miejskiego oraz Rady Miejskiej, by przeanalizowano dwa rozwiązania tego problemu: 1) korektę wniosków restauratorów i namówienie ich na zaprojektowanie tych ogródków tak, aby publiczne ławy były nadal uwolnione dla przechodniów. Będzie to trudne, bo lokalizacja tych ław utrudnia ekonomiczne ustawienie ogródków - ktoś kiedyś nie przewidział faktu, że tutaj powstaną ogródki, ale teraz mamy orzech do zgryzienia. Zatem może lepszym rozwiązaniem byłaby opcja 2) demontaż tych ław i przeniesienie ich w inne miejsce, a tu, koło OKiS wykorzystanie murka oporowego i dostawienie do niego punktowych taboretów lub ław - dla funkcji siedzenia i niskiego stołu, czyli dospołecznie. Z tego samego powodu ogródki powinny być odsunięte od tego murka, aby publiczne i bezpłatne miejsca siedzące były dostępne przez okrągły rok. Wówczas ogródki będą mieć więcej swobody, ławy nie będą zawłaszczane.

Co do badań przestrzeni publicznej Wrocławia, w tym badań ławkowych, które trwają od kilku lat i rozwijają się coraz bardziej, szczególnie dziękuję naszemu zespołowi eMSA - w wypadku Świdnickiej Paulinie Nieckarz, studentce Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Wrocławskiego, która przyłączyła się do moich badań Starego Miasta, a także innym studentom z różnych uczelni i wydziałów, którzy są zaangażowani w badania ławkowe, np.: Joanna Tomaszewska, Urszula Warzecha, Małgorzata Pietras.

Opracowanie:
Anna Rumińska
architektka
antropolożka kultury
placemakerka

Zdjęcie ławki na Świdnickiej: Paulina Nieckarz / Archiwum eMSA Inicjatywa Edukacyjna