Ławka od-społeczna

opublikowane: 23 sty 2012, 09:10 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 11 maj 2013, 16:19 ]
Rozdział 1.
Kuźnicza jako bodziec

W styczniu 2012 roku we Wrocławiu przebiega  (ławki jeszcze nie stoją) remont ulicy Kuźniczej. Z drogi dostępnej dla ruchu kołowego stanie się ona wkrótce deptakiem - formalnie pozostanie drogą (pasem drogowym), ale z ograniczeniem ruchu kołowego. W dokumentacji projektowej stała się nim już dawno, a to za sprawą pomysłu dwóch firm - projektantów dróg i mostów oraz projektantów architektury.

Szykuje się niestety kolejny od-społeczny deptak.

Przybliżmy zatem pokrótce kwestię ławki OD- i DO-SPOŁECZNEJ. Tematem tym zajął się dawno temu antropolog kultury, Edward Hall, którego badania i tezy są ściśle związane z kształtowaniem przestrzeni, więc powinny być wykładane na kierunkach architektonicznych. Czy projektanci Kuźniczej otarli się choć o nie? Nie wiadomo. Wiadomy jest jednak skutek ich działalności projektowej: we Wrocławiu na Kuźniczej staną ławki od-społeczne, kolejny raz z resztą realizowane w ramach różnych wrocławskich projektów. Nic dziwnego, bo Katalog Mebli Miejskich, służący za wzór dla projektantów, wyraźnie promuje ten typ ławek, już dawno zarzucony w wielu ośrodkach administracyjnych i projektowych za granicą.

Otóż jeśli chcemy dawać przechodniom szansę na wzajemne interakcje, okoliczności sprzyjające do choćby pobieżnej i tzw. drętwej wymiany zdań (która ma swoją ważką rolę w kulturze), ewentualnie do głębszej rozmowy i tym samym szansy na budowanie pozytywnych relacji społecznych, to musimy doprowadzić do równowagi pomiędzy ustawieniami od-społecznymi i do-społecznymi. Musimy od dziś STAWIAĆ ŁAWKI DO-SPOŁECZNE i do-społecznie oraz z uporem maniaka i konsekwencją urzędnika (?:) UNIKAĆ ŁAWEK OD-SPOŁECZNYCH i ustawień od-społecznych. Tylko wtedy uda się nam we Wrocławiu dojść do równowagi w ustawieniach i typach ławek, a tym samym do demokratycznego stanu przestrzeni publicznej w tym względzie.

Zdjęcie obok prezentuje ławkę od-społeczną, a w zasadzie ich od-społeczne ustawienie. Takie ławki lokalizuje się rzecz jasna nie tylko we Wrocławiu, zdjęcie prezentuje ustawienie z Gandawy. Miny i pozycje obu panów wiele mówią, prawda? Oczywiście nie można zakładać, że gdyby ławki były odwrócone do siebie (do-społecznie), nawiązaliby oni ożywiony dialog i zadzierzgnęli długotrwałą przyjaźń, ale nie dowiemy się tego dopóty, dopóki ktoś tych ławek tak nie postawi. Inaczej mówiąc, tracimy tę szansę. I o to chodzi w ławkach DO-SPOŁECZNYCH - o szansę. Swego czasu popularne były ławki okrężne, będące zamkniętą obręczą, najczęściej lokalizowane wokół niewielkich, miejskich (deptakowych) drzewek (fot. po prawej, Antwerpia).
Miały one stanowić rozwiązanie uniwersalne - teoretycznie można na nich siedzieć w obie strony. Owszem, ale ludzie mają konkretne skłonności, które niejeden psycholog, behawiorysta, socjolog i antropolog już przebadał: nie siedzą do siebie, jeśli przed nosem mają pień lub inną dominantę. Ludzie chcą bowiem widzieć na pierwszym planie twarze potencjalnych rozmówców, a w takich okrężnych ławkach widzą nie-ludzką przeszkodę. Co więcej, brak przerw w siedziskach takich ławek są skuteczną barierą zniechęcającą siadających do przyjęcia innej pozycji, niż ta kojarzona intuicyjnie: siadam tak, jak mi najłatwiej, czyli plecami do drzewa i bokiem do siedzącego obok. Dlaczego zatem nie są to ławki do-społeczne, skoro z obcym człowiekiem siedzimy ramię w ramię? Sedno tkwi właśnie w tej przestrzennej relacji - w proksemice, jak nazwał "te sprawy" Edward Hall.

Otóż w wielu miastach zrezygnowano już z takich ławek, ponieważ zauważono, że nie budują one pozytywnych ulicznych relacji społecznych. Hall przebadał efektywność siedzenia zwracając uwagę na pozycje potencjalnych rozmówców. Z jego badań trzeba wysnuć wnioski o potencjalnie możliwych interakcjach między ludźmi siadającymi na ławkach ustawionych w różny sposób.

Wnioski te przedstawia rysunek po lewej, ale to samo możecie zaobserwować wszak w przestrzeni publicznej. Najmniej szansy na rozmowę daje ustawienie (B) - z wiadomych względów. Siadamy tak wtedy, gdy nie można siąść w ustawieniu (A). W ustawieniu (B) plecy są zbyt blisko, zbyt mocno czujemy niezachowanie "bezpiecznej" cielesnej odległości. Ponadto trudno przecież rozmawiać siedząc do siebie plecami. Nieco lepsze jest ustawienie (A), jednak jest ono obciążone wieloma uwarunkowaniami. Nam wszystkim zdarza się z konieczności usiąść na od-społecznej kombinacji dwóch ławek, z których jedna jest zajęta przez jednego obcego. Jeśli mamy miejsce, zachowujemy dystans i siadamy, jak w (A). Podobną sytuację przedstawia zdjęcie po prawej - to ulica Świdnicka we Wrocławiu.

Uwaga: tutaj siedzący mają konkretne role: pan z lewej, to uliczny akordeonista, siedzi tu długo, dlatego schował się w cieniu. Pan z prawej to przechodzień lub tutejszy mieszkaniec, rozróżnienie wymaga dłuższych badań. Siadł jednak w słońcu, co może sugerować, iż nie zabawi tutaj długo. Przyszedł by posłuchać akordeonisty albo usiadł na chwilę by odpocząć - wybrał drugi kraniec ławki bo 1) jest skąpany w słońcu albo 2)  jest dalej od obcego (inne ławki były zajęte) albo 3) siedzenie zbyt blisko akordeonisty mogło być uciążliwe albo 4)  siadając nieco dalej od akordeonisty, ale na tej samej ławce, ma większą szansę na rozmowę, od której być może nie stroni.

Równie małe szanse na rozpoczęcie rozmowy zachodzą w ustawieniu (C) - wbrew pozorom! Jeżeli siedzisko, a tym samym ustawienie (C), ma alternatywę w postaci (D) i (E), wówczas rozmowa najszybciej rozwinie się w ustawieniu (E), wolniej w (C) i (D). Ustawienie (C) zbyt łamie bezpieczny dystans - obce osoby są zbyt blisko siebie, ramię w ramię, dlatego trudniej przychodzi im dialog. Ustawienie (D) jest zbyt konfrontacyjne, obarczone dystansem i ewentualnie stołem pomiędzy siedziskami. Ustawienie (E) jest najlepsze - w takiej pozycji ludzie najczęściej zaczynają i kontynuują ze sobą rozmowę.

Zdjęcie po lewej przedstawia również ulicę Świdnicką we Wrocławiu. Ta ulica to królowa od-społecznych ławek. Skutecznie dość stawia się je na niej, a jednocześnie urzędnicy dziwią się, że ulica umiera...
Jest to częsta w średniowiecznych, polskich miastach ławka okrężna wzbogacona w oparcie. Dla seniorów to doskonałe rozwiązanie, z resztą wszyscy lubimy siedząc opierać plecy. Ta ławka jest jednak jeszcze bardziej OD-SPOŁECZNA od okrężnej ławki bez oparcia, którą przedstawia zdjęcie z Gandawy (początek). Podobne ławki okrężne bez oparcia znajdują się na wrocławskim Rynku i ich od-społeczność daje się we znaki przy każdej publicznej imprezie rynkowej. Po prostu nie da się na nich siedzieć i poznawać nowych ludzi. Jasne, jeśli ktoś na siłę chce, to zdoła, ale tutaj chodzi o szanse - intuicyjne zachowania, kształtowanie zachowań ludzkich w mieście uznanym za mało pro-społeczne, za skażone niskim kapitałem społecznym.

Zdjęcie po prawej prezentuje taką sytuację na wrocławskim rynku: każdy obcy siedzi oddzielnie zachowując stosowny dystans. Nie patrzą na siebie, lecz na otoczenie, na akcję na Rynku. Nie ma szansy na obejrzenie siebie nawzajem, zmierzenie wzrokiem, oszacowanie, czy warto pogadać, czy nie, zapoznanie, wymianę refleksji, choćby uwag o pogodzie, nie wspominając o narzekaniu na lokalne lub państwowe władze. Każdy sobie rzepkę skrobie. I tak właśnie dzieje się we Wrocławiu - od-społecznie, odpłatnie, medialnie. Mogłoby być inaczej, gdyby po prostu inaczej stawiać ławki wykorzystując wiedzę i doświadczenie i lokalnych, i zagranicznych specjalistów, lub choćby obserwując, jak to robią w innych krajach, szacując szanse, okoliczności, potencjał zdarzeń...

Rynek wrocławski obfituje w od-społeczne siedziska. Po lewej widoczne są te na Placu Gołębim, na przeciwko okien Prezydenta naszego miasta. Istnieją projektowe możliwości stworzenia do-społecznych ławek wokół latarni, w to chyba nikt nie wątpi. Praktyka miejska dowodzi, że czasem lepiej jest urządzić mniej miejsc do siedzenia, ale lepszych jakościowo, w przeciwnym wypadku będą po prostu puste, tak jak te wokół latarni. Mało kto na nich siada, bo nawet gdy przyjdziemy tam w towarzystwie, nie ma jak porozmawiać, ponieważ na okręgu o małym promieniu krzywizna łuku jest na tyle ostra, że trzeba siedzieć do siebie półgębkiem, a tym samym nie można się w tym czasie opierać. Absurdalne, naprawdę... Jednocześnie tak szalenie proste!


Można zatem JAKOŚ radzić sobie w tej od-społecznej dżungli i siadać półgębkiem, półdupkiem, "przytuleni" plecami itd. Można, jak ci chłopcy po prawej (w pobliżu Ronda Reagana we Wrocławiu), zjeść gyrosa na murku, plecami do ludzi, do świata - wbrew temu, co zdiagnozował Jan Gehl, że ludzie CHCĄ siedzieć tak, aby obserwować innych ludzi, co więcej, że TO im właśnie służy. Im i miastu. Ci panowie uprawiają CITYING, ale z konieczności (jednak na pewno świadomie) realizują hasło widoczne na słupie ogłoszeniowym koło nich: "Biegaj tyłem!". Otóż to: "Siedź tyłem!" - wydaje się, że to hasło przyświeca projektantom wrocławskich realizacji (o innych miastach na razie się nie wypowiadam, bo i po co). Wrocław mógłby wprowadzić precedensową pro- i do-społeczną politykę modernizacji i remontów przestrzeni publicznej, tj. wprowadzenia stosownych wytycznych i prawnych wymogów realizowania siedzisk miejskich. Zacząć trzeba by było od weryfikacji Katalogu Mebli Miejskich...

No dobrze, marzenia... Zostawmy je na razie na boku. Wracając do tego, jak sobie radzić w od-społecznym mieście: można wzorem kierowców autokarów przy Panoramie Racławickiej korzystać z tzw. małej architektury, czyli również uprawiać CITYING. Będąc na miejscu dyrekcji Panoramy (czyli Muzeum Narodowego) uznałabym kierowców za mikrogrupę sprzymierzeńców, wszak przywożą klientów do szacownych placówek kultury. Oczywiście - mają swoje termosy, swoje murki, swoje kanapki, więc po co im dogadzać? A jednak, to są właśnie mikrostrategie kształtowania dobrej przestrzeni publicznej wykorzystujące formowanie się mikrospołeczności. To są mikroatrakcje miasta, które chce pretendować do roli stolicy kulturalnej lub "miasta dla ludzi". Wrocław - Meeting Place...?

Można też radzić sobie inaczej i brać dobry przykład z mniejszości etnicznych - we Wrocławiu np. z Romów (zdjęcie po prawej), ludzi szalenie do-społecznych, szczególnie w swej społeczności, ale trudno im się dziwić... Romowie, jak również wiele innych grup etnicznych pochodzących z bardziej tradycyjnych krajów (ogólnie mówiąc), szczególnie tych o ciepłym klimacie, spędzają wiele czasu na otwartym powietrzu oraz w gronie rodzinnym, podzielonym płciowo i hierarchicznie. Te dwie kwestie czynią ich mistrzami w korzystaniu z przestrzeni publicznej - ich obecność we Wrocławiu jest darmową lekcją do-społecznego kształtowania przestrzeni publicznej miasta. Zdjęcie obok przedstawia zderzenie SITTING z CITYING - fatalnie zaprojektowana, ale jakże historyczna i atrakcyjna rzeźbiarsko, od-społeczna okrężna ławka (czyli SITTING) została przez ludzi zignorowana. Wykorzystano z niej jedynie wycinek - ten, który kieruje się ku murkowi oporowemu, który został potraktowany jak ławka (czyli CITYING).

Jak przedstawia powyższe zdjęcie i szkic po lewej, ludzie usiedli po prostu na tych fragmentach obu "urządzeń terenowych", które dają im szansę rozmowy, kontaktu wzrokowego i poczucia bycia razem, tu i teraz. To zachowanie ludzi w przestrzeni publicznej jest dobitnym dowodem na wadliwość i murka, i okrężnej ławki. W ten sposób grupa ludzi sobie znanych z konieczności dzieli się na dwie podgrupy - bez możliwości bycia w jednej, większej grupie. Czasami, w innych przypadkach, czyni się takie manipulacje, by podzielić potencjalnie duże grupy ludzkie, ale tutaj nie ma to absolutnie uzasadnienia, szkodzi jedynie integracji społecznej - nie ma znaczenia, czy to mniejszość, czy większość, ważne są zachowania, a przede wszystkim relacje ludzkie i szanse na ich ciągłe polepszanie.

We Wrocławiu jest wiele miejsc, w których nie ma szans na powyżej opisane zachowania, na łagodzenie skutków źle zaprojektowanych lub ustawionych ławek, lub po prostu ich braku. Koło domu towarowego Renoma ustawione są kamienne bloki - domyślam się, że zostały zaprojektowane do siedzenia, a nawet jedzenia - są stołotaboretem. Czy siadają tutaj tłumy, a miejsce stało się nowoczesnym, pełnym gwaru miejskim zaułkiem? Bynajmniej. A mogło być, niestety straciliśmy kolejny skwer, może nawet plac. Jedną z przyczyn obecnej martwoty tego straconego dla miasta miejsca jest wadliwy projekt i usytuowanie siedzisk, a także fasad przyziemia, które są tutaj martwe, nie karmią przestrzeni, a ta nie karmi wnętrz.


Rozdział 2.
Ławki na deptaku-galerii

Ulica Szewska (po lewej - fragment z city-lightami między Kiełbaśniczą a Nożowniczą) jest również złym przykładem SITTING, podczas gdy CITYING niestety tutaj nie zachodzi z powodu braku wszelakich "wypustek" pozwalających choćby przycupnąć. Niektórzy próbują kucać na metalowych barierkach nie istniejącego trawnika. Inni wykorzystują city-lighty (po lewej i poniżej po prawej), które są zaprojektowane i ustawione wbrew logice oraz regułom ruchu i percepcji. Na ulicy, chodniku, deptaku - pasie ruchu liniowego - działa również reguła billboardu i autostrady: city-lighty powinny stać poprzecznie do osi ruchu, aby treść wywieszonych w nich plakatów była lepiej postrzegana przez mijających - zarówno pieszych, jak i rowerzystów i pasażerów tramwajów. Gazony stanowiące podstawę city-lightów są gazonami tylko z założenia, ponieważ otwierane w poziomie skrzydła ram koszą po drodze wszelką roślinność wyższą niż 5cm, dlatego w tych gazonach rzadko kiedy coś rośnie.

Sposób użytkowania city-lightów przez przechodniów i uczestników tutejszych eventów (zdjęcie po prawej) stanowi bezpłatne szkolenie potrzeb użytkowych i tym samym ryzyka lub niewłaściwego zaprojektowania tych urządzeń. To nie przypadek, że ta pani (zdjęcie po prawej) usiadła właśnie tutaj, warto to przemyśleć. Gazony są obecnie publicznymi popielniczkami, od niemal roku nie są już citylightami, ponieważ nie są podświetlone z powodu braku zasilania - przestały być dawno przestały pełnić swoją funkcję, z resztą - j.w. - nie mogły od początku, chyba że autor projektu miał tu na myśli silnie przystrzyżony trawnik lub inną "zieleń". Stały się stendami plakatowymi z czymś, co kiedyś było gazonami na rośliny. Umiejscowienie ich na ul. Szewskiej w tym właśnie miejscu było zapewne podyktowane m.in. koncepcją dla rozwoju ulicy Szewskiej wyznaczoną przez wrocławski magistrat (tutaj więcej o tej koncepcji). Ulica miała być ekskluzywna i kulturalna, więc powstała tu Galeria Szewska Pasja - ciąg citylightów prezentujących wrocławską sztukę plakatu. Obecnie niewiele pozostało z tego pomysłu, na szczęście w stendach nadal pojawiają się coraz to nowe plakaty. Ich widoczność jest jednak bardzo niska, zainteresowanie przechodniów - również, m.in. z powodu ich wadliwego ustawienia oraz wymuszonej tutaj pseudo-ścieżki rowerowej zawężającej potencjalny plac, jaki mógłby w tym miejscu powstać. Obecnie ta część Szewskiej jest tylko ciągiem 3 chodników, jednej pseudo-ścieżki rowerowej (pas żółtawej kostki granitowej nie ma formalnego statusu ścieżki rowerowej), pasa martwego pseudo-zieleńca (a raczej klepiska) oraz pasa jezdni, czyli torowiska zamkniętego dla ogólnego dostępu aut (tylko pojazdy uprzewilejowane). Co więcej, Szewska jest objęta strefą zamieszkania, co oznacza, że pieszy ma tutaj pierwszeństwo przed każdym pojazdem, również rowerami. Ten przepis i przywilej pieszych jest ednak stale łamany. Reasumując: korekty przestrzenne na Szewskiej, również te dotyczące miejsc do siedzenia (m.in. ławek), są tutaj konieczne i pilne.

Układ tego miejsca jest od początku mało nieprzemyślany w kontekście przestrzeni publicznej. Plakatów miejskich nie oglądają klienci siedzący w kawiarniach - a tak są one ustawione obecnie, jakby dla oczu klientów w kilku tutejszych lokalach, pijących kawę do sałatki, jedzących muffiny lub liżących lizaki. Jednak ci klienci ich nie postrzegają w sposób, w jaki zostały zaprojektowane - tekst jest czytelny tylko z bliska, a nie z odległości ok.10-15 metrów. Na zdjęciach po lewej (I z lewej: Mediolan - aut. Kamila, drugie: Walencja) widoczny jest najbardziej typowy i wielokrotnie sprawdzony sposób ustawiania plakatów miejskich. Dzięki temu, że oglądający zagłębiają się w mini-wnętrza między stendami i nie tamują ruchu innych pieszych. Na tej samej zasadzie ustawia się stendy reklamowe restauracji, pubów, instytucji kultury i dowolnych innych lokali, których właścicielom zależy na zwróceniu uwagi przechodnia. Nie bez przyczyny nazywane one są potykaczami - stoją prostopadle do osi ruchu.

Gdyby więc na Szewskiej założyć, że city-lighty służą ekspozycji sztuki i treści literackich (był taki pomysł swego czasu), to tym bardziej trzeba je odwrócić o 90 stopni - zmieszczą się w tym ustawieniu na pasie drobnej kostki granitowej między żółtym pasem średniej kostki (domniemaną ścieżką rowerową) a chodnikiem. Trzeba je też zbliżyć je do siebie, by wytworzyć mini-wnętrza, zamienić gazony w stoły oraz ustawić wokół nich wolne krzesła lub dodatkowe taborety z materiału, z którego wykonane są gazony. Ten prosty i mało kosztowny zabieg dałby nam więcej miejsc do siedzenia, lepszą percepcję plakatów (z bliska i z daleka), dodatkowo stoliki oraz wytworzyłby mikro-wnętrza o dobrej skali. Szewska bowiem pilnie potrzebuje zmiany tutejszej anty-aranżacji, jako deptak całkowicie pozbawiony ogólnej koncepcji użytkowania i ekspozycji, pełny przypadkowych, niespójnych urządzeń, do których usiłują dopasować się tubylcy - mieszkańcy, przedsiębiorcy, studenci i przechodnie, w tym ci regularni.

S
koro więc na Szewskiej nie ma praktycznie gdzie usiąść w grupie, pozostaje chodnik, ziemia - jak na zdjęciu po lewej. Jednak nie każdy tak usiądzie. Studenci często siadają stosunkowo nisko - wiąże się to z łamaniem hierarchii przestrzennej i formalizmu. Seniorzy tak nie usiądą - co więcej, publiczna ławka to dla seniora, podążającego do przychodni, synonim przystanku, wypoczynku, przerwy w męczącym chodzie. Właścicielka pewnej apteki na Biskupinie opowiadała w Partnerstwie Lokalnym 8 SCEN, że zlikwidowanie kilku ławek wzdłuż chodnika na drodze przychodnia / apteka / dom spowodowało drastyczne ograniczenie możliwości korzystania z tych publicznych miejsc przez kilkoro seniorów - po prostu nie mają oni już gdzie wypocząć, nabrać oddechu w czasie wycieczki do przychodni, do apteki i z powrotem do domu.

Ławki ustawione są na Szewskiej wzdłużnie w strefie ruchu i pozbawione są stołów. Jest to tym bardziej nieszczęśliwe, że osiedle Starego Miasta obfituje w seniorów z jednoczesnym deficytem dzieci. Lokalna szkoła podstawowa nr 63 na ul. Menniczej otwarcie mówi, że dzieci z rejonu jest u nich bardzo niewiele. Natomiast najczęstszymi bywalcami tutejszych ławek są lokalni seniorzy, mieszkańcy najbliższych okolic. Zdjęcie po prawej przedstawia typową sytuację w lecie na Szewskiej - to nasi tubylcy, mieszkańcy dobrze znani tutejszej społeczności studenckiej i paru właścicielom lokali gastronomicznych. Panie zawsze przychodzą w lecie z butelkami wody. Oczywiste wydaje się, że przydałby się im stolik - możemy sobie wyobrazić, o ile chętniej bywano by tutaj.


Bywało, że Szewska funkcjonowała właśnie tak - rozplatała swoje możliwości. Wówczas ci sami sąsiedzi (na I planie jeden z nich, znajomy pan), mieszkańcy okolicznych domów, z zadowoleniem korzystali z jednodniowej atrakcji tęskniąc, jak wspominali w rozmowach ze mną, za tym, aby częściej na ulicy coś się działo. Jednym z najprostszych sposobów sprowokowania dziania się, jest właściwy dobór i ustawienie mebli miejskich, głównie tych służących do siedzenia, rozmawiania i jedzenia, bo te trzy czynności determinują dobrą przestrzeń publiczną i decydują o rozwoju integracji społecznej i kapitału ludzkiego.





Rozdział 3.
Ławki nie zawsze - czasem wolne krzesła

W niektórych miastach zagranicznych stosowane są "dzienne strategie" ratowania sytuacji - braku stałych siedzisk. Z jednej strony są to faktycznie działania ratownicze, interwencyjne, gdy brakuje pieniędzy na trwałe ławki. Z drugiej strony jest to coś całkowicie przeciwnego: łamanie trwałości i braku elastyczności na rzecz jej rozwoju, podania przechodniom możliwości samodzielnego - indywidualnego lub grupowego - kształtowania przestrzeni publicznej w kontekście siedzisk i spędzania wolnego czasu lub przerwy w pracy lub po prostu spędzania czasu, bo ma się go dużo, np. będąc bezrobotnym (nadal mając wszak prawo do bycia w mieście).

Przykładem takich strategii jest system wolnych krzeseł (zdjęcie po prawej - Rawenna). Takie przedsięwzięcia wydają się póki co we Wrocławiu nierealne z powodu potencjalnych kradzieży i wandalizmu. Temat rzeka, jak przeciwdziałać tym patologiom w kontekście przestrzeni publicznej, jednak są na to sprawdzone już sposoby. Są też mechanizmy, które rządzą tymi patologiami i niejeden specjalista potrafi je wyliczyć, wyjaśnić i podać prawdopodobieństwo ich zajścia w określonej przestrzeni i populacji. Jednak kiedyś trzeba zacząć. Podobnie było całkiem niedawno z książkami - czy komuś przyszłoby do głowy udostępnianie książek do czytania w księgarniach? Przecież domniemanie jest oczywiste; od razu będą kraść! A jednak nie jest tak źle, mimo że w wielu księgarniach nie ma bramek ochronnych.

Skala przedsięwzięcia w przypadku swobodnych krzeseł jest oczywiście większa, tym samym ryzyko, ale nie ma wyjścia, jest to współczesny trend, więc trzeba mu się przyjrzeć i rozważyć możliwość rozwijania go we Wrocławiu. Są sposoby na to, aby mebel uczynić odpowiednio ciężkim lub zapewnić stosowny nadzór lokalnego podmiotu. W takich sytuacjach z pomocą przychodzi mała gastronomia. Jeśli splotowo (partnersko) zwiąże się mały biznes z ofertą gminną wolnych krzeseł, to może z tego wyjść całkiem przyjemny deal. Zdjęcie po lewej przedstawia krzesła ustawione na terenie półpublicznym Kunsthal w Rotterdamie, zaprojektowane przez artystę Richarda Huttena.

Jak zatem wyglądają ławki do-społeczne? W kontraście do ww. złych przykładów stosunkowo łatwo to wywnioskować w oparciu o powyższe szkice. Do-społeczne ławki mówiąc najprościej to te, na których siedząc widzimy towarzystwo i możemy z nim porozmawiać - z zastrzeżeniem ww. różnic. Zdjęcie po lewej przedstawia berlińskie ławki ustawione na trawniku. W warunkach wrocławskich byłyby one z pewnością ustawione obok siebie, wzorem parków krajobrazowych i zasady patrzenia na otoczenie, a nie na ławkowego towarzysza.

Jeśli pomiędzy siedziskami ustawimy stół, np. z planszą szachową, wówczas powiększamy szanse interakcji społecznej - na stole szachowym można nie tylko grać, ale postawić napój i zjeść wygodnie posiłek, choćby przyniesiony z domu. Nie tylko w krajach arabskich zwyczaj spożywania posiłków w przestrzeni publicznej jest wyjątkowo lubiany i rytualnie wręcz realizowany. My, ludzie, po prostu lubimy jeść w towarzystwie. Zdarza się każdemu z nas szukać izolacji i samotności, ale zawsze chcemy mieć SZANSĘ spożycia kanapki gapiąc się na innych przechodniów. Jeśli jedząc można dodatkowo pograć w planszówki, bierki lub karty, albo coś narysować... tym lepiej!



Na koniec prezentujemy kilka przykładów ustawień i ławek DO-SPOŁECZNYCH, z nadzieją, że podobne ustawienia zastosowane będą we Wrocławiu:







Winna jestem również widok z Kuźniczej - wizualizacje, które sprowokowały niniejszy tekst - można je obejrzeć tutaj.
Przykładem niechaj będzie zdjęcie po lewej przedstawiające skrajnie od-społeczne ławki dla Kuźniczej, zdjęcie zapożyczone ze strony wroclaw.gazeta.pl, a konkretnie z artykułu nt. modernizacji Kuźniczej. Modernizacja techniczna jest to na pewno, ale czy społeczno-kulturowa? Bynajmniej...

I jeszcze jeden wątek, niechaj będzie tu tylko przyczynkiem szerszej kwestii:
Ciekawe, czy Kuźnicza zostanie też objęta STREFĄ ZAMIESZKANIA, co dałoby na niej pierwszeństwo pieszym przed rowerami i innymi pojazdami. Czy może jednak wrocławskie lobby rowerowe zwycięży i przez Kuźniczą pociągnie tranzyt rowerowy, tak jak usiłowano to (bezskutecznie, ze złym skutkiem dla obu grup) zrobić na sąsiedniej ulicy Szewskiej - tam "pas rowerowy" przyjął formę pasa żółtawej kostki, jednak nie jest on ścieżką rowerową. Szewska jest objęta STREFĄ ZAMIESZKANIA, o czym mało który rowerzysta wie, wymuszając permanentnie pierwszeństwo przed pieszymi. Nie wspominając o tramwajach..., ale na Kuźniczej problemu tramwajów nie będzie, za to rowerów? Kto wie, czas pokaże...


Rozdział 4.
Ławki we Wrocławiu - wstępna analiza

    


c.d.n.

Rozdział 5.
Ławka - istota prostolinijna czy załamana?

Wracamy do ławki omówionej powyżej, zlokalizowanej przy ul. Szewskiej. Ławka prostoliniowa, by nie powiedzieć prostolinijna...:) czyli ławka typy "I" (i). Mówiąc ławka wyobrażamy sobie dwie deski na metalowych nogach - to tzw. siedzisko. Bywa ono wzbogacone dwiema kolejnymi deskami na metalowych pałąkach - to oparcie. Razem tworzy to ławkę. Maksimum 4 osoby mogą na niej usiąść jedna obok drugiej, co widać na zdjęciu po lewej. Te dwie ławki "I" ustawione wzdłużnie pokazują doskonale aspołeczny charakter tej sytuacji oraz utratę szansy na fajną rozmowę. Zapewniam, ci państwo nie są wrogami, rozmawiają przy różnych okazjach, są tubylcami - gospodarzami ulicy niejako... Ot usiadły cztery panie, to pan już się nie zmieścił, mimo że obie strony by tego pragnęły. Ławka "I" jest jak fatum, mocno archaiczna i przeznaczona do niektórych tylko ustawień. Zmiana paradygmatu ławkowego wydaje się więc konieczna - podobnie jak mówiąc rower nie mamy na myśli bicykla z jednym kołem wielkim,  a drugim małym, a pojazd o dwóch kołach tej samej wielkości. Być może ten rowerowy derywat też się w przyszłości zmieni.

O wiele lepszą jest ławka typu "L" - taka zmiana powinna mieć miejsce na Kuźniczej, gdzie planowane ławki-plecówki powinny być zamienione na Elki - mogą być ostatecznie również metalowe, ale o wiele lepsze i częściej obsiadywane są ławki drewniane z oczywistych względów związanych z taktylnością (dotykiem). Zdjęcie po prawej przedstawia przykładową Elkę drewnianą z dodatkowymi trzema donicami na zieleń miejską. To bardzo dobre połączenie dwóch bytów: ławki i rośliny, o czym nieco później. Jak wspomniałam powyżej, badania wskazują, że relacja na linii "L", czyli przekątnej, generuje najwięcej szans na rozmowę i nowe kontakty, czyli WZROST kapitału społecznego. To źle? To jakaś wada? Jeśli ktoś nie chce, nie rozmawia lub siedzi w domu i kwita.



Układ "L" jest ogólnie uznawany za korzystny. Z tego samego powodu większość ludzi preferuje - w miarę możliwości finansowych - kanapy i sofy na obrysie "L". Pamiętamy też ławy narożne w stylu rustykalnym robiące furorę w domkach jednorodzinnych jakieś 30 lat temu. Dziś niejedna taka ława zrobiłaby furorę na niejednym deptaku lub placu. O ile w przypadku siedzisk wnętrzowych długość drugiego ramienia może być krótsza, o tyle w ławkach miejskich ramiona powinny być mniej więcej równe - taki układ jest najlepszy, bo generuje szansę równorzędnego zajmowania miejsc po przekątnej. Równie przyjemne są biurka w "L" - częste w porządnych biurach, rzadkie w przeciętnych lub słabych.

Nasza wrocławska przestrzeń publiczna jest właśnie takim słabym biurem - ani tu popracować, ani pomieszkać, ot, można przysiąść, ale nie na długo, lepiej pójść dalej. Tym samym nie zostać, nie wypatrzeć, nie kupić, nie zjeść, nie wypić, nie porozmawiać, nie zapoznać... Brak do-społecznych rozwiązań przekłada się bezpośrednio nie tylko na relacje społeczne, ale także na przychody przedsiębiorców, właścicieli lokali przyległych do chodników, deptaków, placów. Wnętrza tych lokali są integralną częścią przestrzeni dróg - chodników i deptaków, placów i skwerów. To te lokale karmią przestrzeń publiczną i odwrotnie. Fred Kent w San Diego zwrócił też uwagę na to, że lokalizacja np. banku tuż obok sklepów powoduje, że przechodnie widząc bank zaczynają iść szybciej, niż wzdłuż nieprzerwanego ciągu fasad sklepowych. Dopiero po minięciu 2-3 typowych witryn tempo mijania wraca do normalnego - "sklepowego". Ich udział w aktywizacji przestrzeni jest fundamentalny i jednocześnie całkowicie pomijany we Wrocławiu. Na takim zbiorczym działaniu polega właśnie antropologiczny placemaking realizowany techniką typu SPLOT (np. Splot Szewska lub Splot Arkady KDM - szukaj na tej stronie) - oznacza to wykorzystanie lokalnego potencjału: splatamy działania, rozplatamy aktywności.

We Wrocławiu sporadyczne ławki Elki są np. wykonane wzdłuż pasażu Grunwaldzkiego - osi Grunwaldzkiej wzdłuż budynków Uniwersytetu Przyrodniczego i akademików Uniwersytetu Wrocławskiego (Parawanowiec, Słowianka). Elki sa tutaj bardzo rzadko rozmieszczone i ewidentnie ich brakuje, ponieważ obszar akademicki generuje kilkuosobowe grupy młodzieży, a te właśnie nie mają teraz gdzie usiąść. Co więcej w pobliżu głównego wejścia do Uniwersytetu Przyrodniczego nie ma ani jednej ławki wobec czego studenci i goście są zmuszenia stać. Zdjęcia po lewej pokazują obie sytuacje. W czasie zjazdu Świadków Jechowy pasaż ten bywał animowany w sposób oddolny: ludzie, mieszkający tymczasowo w pustym podczas wakacji akademiku, schodzili na ławki i przynosili ze sobą krzesełka. Na całej długości tego pasażu (który dla tutejszych radnych jest faktycznym "Pasażem Grunwaldzkim") znajduje się jedno bardzo interesujące i lubiane skupisko siedzisk - ławki ustawione są w U. To właśnie tutaj najczęściej siedzi młodzież w grupach animując jednocześnie przestrzeń i wprowadzając weń życie (zdjęcie wkrótce).

Konfiguracja "L" jest popularna nie tylko w meblach, ale i w układach tzw. ciągu technologicznego kuchni oraz we wnętrzach i architekturze. Po prostu lubimy L, bo L wytwarza pole wewnętrzne - zagarnia do siebie część przestrzeni, a nie odpycha jak kątownik. L w zasadzie jest wielofunkcyjne i elastyczne - z jednej strony wklęsłe, z drugiej wypukłe, to właśnie powoduje, że z L trzeba uważać. We wnętrzach jest to oczywiste i intuicyjne, ale poza budynkami staje się mniej oczywiste i bardziej ryzykowne. Kuchnie projektuje się obecnie w oparciu o modernistyczny model tzw. kuchni frakfurckiej, którego efektem jest funkcjonalistyczne myślenie o przyrządzaniu posiłków. O ile dawniej przygotowywano je po prostu na stole, o tyle teraz robi się to z boku, a serwuje na stole. Czasami stół zamienia się w tzw. wyspę, na której stoi np. słynna kuchenka Nigelli Lawson i zlewozmywak - dwa najczęściej używane sprzęty kuchenne. Wszystkie te konfiguracje dowodzą wręcz uwielbienia, jakim ludzie obdarzają układ "L" z "czymś w środku, co zamyka przestrzeń od zewnątrz. Dokładnie takie same zasady obowiązują w przestrzeni publicznej, wszak tam również są ci sami ludzie z tymi samymi upodobaniami. Obecność stolika pozwala domknąć mikro-wnętrze Elki.


Wielu architektów, m.in. Herman Herzberger (już w 1960 r.) lub James A. Dyck (w 1994 r.), realizuje w projektowanych przez siebie szkołach klasy "L" (np. w przedszkolach lub szkołach Montessori), dzięki czemu placówki te uzyskują bardzo dobre efekty dydaktyczne i integracyjne. Mówi się, że klasa szkolna jest symbolem filozofii nauczania - święte słowa... Podobnie ławki są symbolem filozofii przestrzeni publicznej danego miasta, a w zasadzie jego urzędników i radnych.






Równie fascynująco "L" rządzi architekturą. "L" tworzy zaciszne zaułki, kąty, w których nie hula wiatr. Metaforycznym wiatrem w przestrzeni publicznej miasta są relacje z obcymi, od których układ "L" izoluje bardzo subtelnie, na tyle elastycznie, że w każdej chwili może być przełamany. Trwalszym rozwiązaniem są domy "L", gdzie L kreuje półdziedziniec w stylu patio. To nie jest jeszcze atrium, które jest odizolowane od otoczenia murem. Jednym z najpiękniejszych przykładów wykorzystania idei litery L w architekturze mieszkalnej jest dom w Muuratsalo arch. Alvaara Aalto (kliknij na zdjęcie po lewej bo przeczytać i obejrzeć więcej). Domy w układzie "L" świetnie łączy się w zespoły urbanistyczne, to rozwiązanie robiło furorę w latach 70., również we Wrocławiu, ale także w Warszawie na Sadybie. Echem tego stylu projektowania i zagospodarowania terenu, swoją drogą intensywnego i pro-społecznego, acz niewolnego od wad, jest też przykładowy DOM+ wg proj. architekta Tomasza Głowackiego, zrealizowany pod Wrocławiem.

Wracając tymczasem do ławek... L to wdzięczna litera, nie tylko w przestrzeni, ale również w typografii i zabytkowych inicjałach. W przestrzeni publicznej trzeba jednak promować jej wklęsłość, aby nie zamienić jej w wypukły, od-społeczny kątownik. Szczególnie trzeba uważać na to przy aranżacji ławek w rogach placów ortogonalnych, a także na pojedynczych narożnikach lub skrzyżowaniach. Przykładem ustawienia niewystarczającego jest we Wrocławiu "skwer z koniem" przy ul. Szewskiej, a w Polanicy Zdr. np. skrzyżowanie głównego deptaka zdrojowego. W przypadku "skweru z koniem" urządzono tutaj układ nawierzchni i terenów zieleni (trawnika z nielicznymi żywopłotami i roślinami okrywowych) dziwnie nawiązujący do założeń barokowych, mimo że architektura wokół skweru jest stricte modernistyczna, pochodzi z czasów powojennych i mogłaby być stylistycznym generatorem doskonałej aranżacji tego skweru. W środkowej części skweru urządzono wewnętrzne mini-pole, a wokół niego na czworokącie ustawiono ławki w każdym z czterech narożników owego pola - po jednej ławce "I". Za ławką rosną rośliny. Ten skwer zasłużył już na album. Jest on często odwiedzany przez lokalne seniorki albo świeci pustkami. W żadnej z tych sytuacji nie spełnia potrzeb. Seniorki nie mieszczą się w grupie na pojedynczych ławkach typu "I". Gdy jest pusto, każdą ławkę zajmuje jedna osoba. Dodajmy do tego fakt, że postawiona tam rzeźba tworzy duży dyskomfort spoglądania na to, co na przeciwko i po przekątnej - ludzi i otoczenie - ponieważ posiada wysoki postument tworzący bramę, coś w rodzaju okna. Człowiek patrząc przez to okno na innych czuje się, jakby ich podglądał... To są niby drobiazgi, ale właśnie na takich niuansach buduje się dobrą przestrzeń publiczną. Korekta może być tu prosta: cofnąć ławki "I" wgłąb narożnikowych trawników (eliminując niskie kępy zieleni) i dodać po jednej ławce "I" ale w układzie "L". Dobrze byłoby dodać też stoliki - nie tylko dla seniorek byłby to lokalny klub pod chmurką.

Natomiast Polanica Zdr. zagospodarowuje narożniki - strategiczne miejsca w przestrzeni. Na dwóch pierwszych zdjęciach po lewej widać ciekawą sytuację. Najpierw usiadł pierwszy pan, potem drugi, po czym pierwszy zaczął z drugim rozmawiać. Każdy z nich zajął oddzielną ławkę, z tego powodu nikt już tutaj nie usiądzie, a oni rzetelnie nie porozmawiają. I o to im zapewne chodzi w kontekście świadomych zachowań, by zagadnąć, ale nie bratać się zanadto. Jednak ogólnie chodzi o lepsze i trwalsze relacje.





Ławki na zdjęciach powyżej ustawione są w kątownik, a nie w "L" - utworzono narożnik wypukły, a nie wklęsły, w odróżnieniu od miejsca pokazanego na zdjęciu po prawej - to miejsce również w Polanicy Zdr., nieco dalej, przy Pijalni. Takie ustawienie stwarza możliwość siadania małej grupie osób zaznajomionych lub obcych, tym samym większą szansę na rozmowę, integrację, miłe spędzenie czasu w przestrzeni publicznej Parku Zdrojowego. Na tej prostej zasadzie aranżacji wklęsłych lub wypukłych narożników opiera się pro-społeczność przestrzeni publicznej.


Rozdział 6.
Ławka to nie auto

Od-społeczna ławka 4-osobowa w mieście to jak auto 4-osobowe na drodze: zajmuje miejsce, ale nie jest zajmowane przez zaplanowaną liczbę osób. W autach Ławki 3-4-osobowe zajmowane są często przez solistów. Podobnie na jezdniach: autami 4-5-osobowymi jeżdżą często tylko kierowcy - wystarczy zrobić badania korków ulicznych siedząc choćby w tramwaju i eksplorując całe miasto w godzinach szczytu. Auta lepiej jest zastąpić rowerami i skuterami - motoryzacja nie wypromowała niestety 2-os.obudowanych skuterów, które mogłyby być ratunkiem na korki w wielu miastach.

Włochy (zdjęcie po prawej - Bolonia) słyną ze skuterów, Polska ma również taką tradycję - kultowe jednoślady, np. Junak lub Osa. Wrocław stawiał niedawno na skutery (ekologiczne, dla Straży Miejskiej, popierane przez Prezydenta), ale obecnie jednak stawia na auta i rowery, nie wiedzieć czemu tylko na te dwa pojazdy, ale dobrze, że przynajmniej na rowery prócz aut. Sęk w tym, że lansowy obudowany ekologiczny skuter (jak np. SunRed na zdjęciu po lewej) o wiele bardziej przypadłby do gustu wrocławskiej klasie średniej, niż lansowy rower, bo ten pierwszy nie generuje konieczności wysiłku fizycznego, a tego właśnie unikają ci, którzy wybierają auto przed rowerem. Podobnie ławki - ławkowych solo-kierowców mamy sporo.

W obu przypadkach elastyczność jest wymogiem równie ważnym: ludzie chcą siedzieć i jeździć samotnie lub w grupach. O ile na jezdniach mogą wybrać pomiędzy autem a rowerem/skuterem, o tyle wśród ławek wrocławskich wyboru większego nie mają. Mogą siadać przede wszystkim na ławkach 4-osobowych, bo system wolnych krzeseł nie jest we Wrocławiu stosowany, a ławki ustawione w "L" lub w łuk są rzadkie. Te okrężne (koliste) są z kolei zbyt dosłowne, bo zamykają koło jak krąg wsparcia i determinują ich użytkowanie wyłącznie przez zgrane, spójne grupy, a nie przypadkowych towarzyszy ławkowych.

Stwierdzenie, że we Wrocławiu (jak i w innych polskich miastach) jest w ogóle za mało ławek, to truizm. Wiadomo, że nie mamy gdzie siadać, wiadomo że musimy wybierać między murkiem a kawiarnią. Tak długo, jak pozarządowcy, naukowcy, radni, urzędnicy i media nie zaczną promować (najlepiej nie wprost) grupowego spędzania czasu na ławkach i nie zaczną promować zachowań prowokujących zawieranie znajomości na ławkach, dopóty będziemy mieć ławki zajmowane przez solistów. Diagnoza społeczna nt. mieszkańców Wrocławia przeprowadzona przez socjologów na zlecenie MOPS wskazuje, że autorzy ankiet nie zadali nawet takiego pytania ankietując informatorów nt. sposobów spędzania czasu wolnego. W ankiecie nie ma sugestii "spędzam czas w przestrzeni publicznej siedząc na ławce" - nie ma też takich odpowiedzi, więc powinniśmy się uczyć o tym mówić, wszak wiele osób tak właśnie spędza czas wolny i to jest bardzo dobry i tradycyjny model bywania, nie tylko w mieście. Wieś jest pod tym względem wzorcem.

Z tym problemem boryka się nie tylko Wrocław. Fred Kent z Project for Public Spaces opowiadał w 2006 roku w San Diego o podobnych sytuacjach na całym świecie podając przykładowe zdjęcia z Paryża i sugerując to, co sugerowało wcześniej kilku pro-społecznych architektów: zamiana 3 ławek "I" 4-osobowych ustawionych wzdłużnie w jedną bardzo długą ławkę 20-30-osobową powoduje, że siadają na niej nie 3 osoby (jak przy 3 ławkach), lecz kilkanaście. Inaczej mówiąc długość ławki ośmiela przechodniów do siadania na niej, ponieważ jej rozmiar eliminuje aspołeczne (W sensie przestrzeni publicznej) skojarzenie jej jako "mojego miejsca" tuż po jej zajęciu. Efekt jest równoznaczny z osiągnięciem celu aktywizacji placemakingu: zatrzymać więcej ludzi w przestrzeni publicznej i doprowadzić do dobrych pro-społecznych zachowań.

Na ławkach 4-os. siedzą często pojedyncze osoby - właśnie ten stan warto modelować, zmieniać, zachęcać ludzi do siadania wspólnie. Z jednej strony może to oznaczać, że mieszkańcy mają takie preferencje: siedzieć samotnie i nie integrować się, jak przypuszcza Beata Urbanowicz. Jednak moje badania terenowe dowodzą, że to nie świadome preferencje o tym decydują, a podświadomość, decyzje nieuświadomione, a także pewnego rodzaju społeczna nieśmiałość. Jeśli widzimy ławkę zajętą przez obcą osobę, siadamy na innej, ale to nie znaczy, że gdybyśmy mieli okazję usiąść obok po przekątnej lub nawet na przeciwko i popatrzeć sobie choćby przypadkowo w oczy, to byśmy z tej okazji nie skorzystali... Nie jeden placemaker, architekt i pro-społeczny urbanista stwierdził, że przedziały kolejowe są właśnie okazją do rozmowy. Krótkie badanie moich znajomych architektów wskazuje, jakie decyzje podejmują rezerwując miejsce w pociągu, gdy jadą sami: rezerwują wagon bez przedziałów. Jednak mają wybór. Przechodnie we Wrocławiu praktycznie są go pozbawieni, mają do dyspozycji tylko wagony bez przedziałów. Podświadomie i spontanicznie sporo osób unika towarzystwa obcych, ale te same osoby często deklarują gotowość do siadania integracyjnego, czyli obok lub na przeciwko obcego.

Warto zatem zrobić dwie rzeczy:

1 - modelować zachowania pro-społeczne w przestrzeni publicznej, tak jak modeluje się w naszym państwie zachowania promujące życie w trzeźwości, a także inne dobre wzorce; skoro magistraty zasypują nasze miasta ławkami od-społecznymi lub w ogóle je eliminują argumentując to wolą mieszkańców (ryzyko libacji, śpiących bezdomnych lub zaczepek żebraczych), to analogicznie wypadałoby, aby te same magistraty były równie tolerancyjne w kwestiach spożycia alkoholu - niejeden mieszkaniec prowadzi sklep, niejeden chciałby móc pić alkohol pod chmurką; widzę tu brak konsekwencji - zachowania pozytywne się eliminuje, podobnie jak negatywne, a to nie ma najmniejszego sensu, więc czas pozytywnie wpływać na pozytywne zachowania ludzi w przestrzeni publicznej; jeśli magistraty twierdzą, że ludzie wolą się NIE INTEGROWAĆ (na jakiej podstawie? kilku anonimowych wpisów na forach internetowych?), to w takim razie, aby maksymalnie wykorzystać przestrzeń i nie wydawać zbędnych pieniędzy publicznych, powinny instalować ławki 1-osobowe, jak te powyżej w Helsinkach? będzie o wiele taniej, ale o wiele bardziej obco, więc lepiej jednak...

2 - ...doprowadzić pilnie do równowagi i elastyczności, analogicznie do różnych typów wagonów kolejowych, rozmaitych pojazdów na drogach, czy różnorodności prasy w kioskach; innym słowem lokalizować w mieście RÓWNOMIERNĄ ilość siedzisk: a) 1-osobowe siedziska (wolne krzesła, trwałe bloki lub nawet ławki 1-osobowe) dla solistów, introwertyków i przemęczonych, b) ławki od-społeczne ale intymne dla par (2-osobowe), c) ławki do-społeczne dla grup i ekstrawertyków gotowych do zapoznania obcego. Każde z tych urządzeń może przybierać rozmaite formy, jednak elastyczność jest tutaj niezbędna - jak w wielu innych dziedzinach codziennego życia; mam tylko nadzieję, że nigdy we Wrocławiu nie pojawią się - "dla równowagi" - ławki typu bum-proof, stosowane w innych miastach Europy i Ameryki Północnej po to, by mniejszości bezdomnych uniemożliwić spanie, a tym samym uprzykrzyć też życie większości; wolę już elastyczność innego typu, jak choćby ta na zdjęciu po prawej. Gdyby jeszcze szyny wygiąć w łuk, byłoby idealnie, do-społecznie i bardzo elastycznie...:) Takie rozwiązanie najwierniej realizuje zasady uniwersalnego dizajnu (projektowania uniwersalnego), czyli uwzględnienia różnorodnych potrzeb w projektowaniu przestrzeni.


Rozdział 7.
Ławka jako urządzenie zdrowotne


Kliknij na zdjęcia lub tutaj, by obejrzeć więcej - seniorzy w przestrzeni publicznej miasta.
Czy wiecie, jakie znaczenie ma ławka na chodniku? Ławka to gadżet, tak? Bynajmniej. Otóż niektórzy sądzą, że ma znaczenie przede wszystkim rekreacyjne: siadamy, spoglądamy z lubością na przechodniów, zerkamy w niebo, słuchamy śpiewu ptaszków, szumu fontanny, gaworzenia (lub wrzasku) dzieciaczków... Przy okazji oczywiście podziwiamy fasady i deptaki wyremontowane za publiczne pieniądze ciesząc się z umiejętności menedżerskich miejskich władz. Inne funkcje ławki na razie pominiemy (przede wszystkim tę socjalizującą...).

W wyniku przekonania o wiodącej rekreacyjnej funkcji ławki w miejscach dotychczas niewyremontowanych nie ma sensu stawiać ławek - zrobi się to po lub lepiej, "w ramach rewitalizacji". Fakt, że ktoś ich potrzebuje, ma zerowe znaczenie dla takiego planowania inwestycji miejskich. Tym czasem dziesiątki albo i setki osób borykają się z problemami o wiele poważniejszymi, niż radość z natury i społeczeństwa lub podziwianie rezultatów polsko-unijnych remontów. Ławka to dla wielu osób nie urządzenie rekreacyjne, lecz URZĄDZENIE LECZNICZE. W zasadzie magistraty powinny naszym zdaniem mieć OBOWIĄZEK stawiania stosownej liczby ławek w przestrzeni publicznej. W zasadzie nie musimy tego tłumaczyć, prawda?

W pewnych krajach (oczywiście nie tak mądrych, jak nasz) ustala się, jakie powinny być odległości między ławkami w pasie drogowym, aby seniorzy i rodziny z dziećmi mogli z nich skorzystać w krytycznych sytuacjach, a nie tylko tych "rekreacyjnych". Ustala się kryterium: X ławek przypadających na akr. Niejeden urbanista, architekt lub projektant drogowy zagraniczny (z których niektórzy nawet konsultowali nasz magistrat w sprawach dotyczących przestrzeni publicznej we Wrocławiu) również posługuje się tym kryterium.

Czy wiecie, co na ten temat mówią polskie podręczniki architektów, urbanistów i drogowców, normy budowlane i pokrewne, poradniki projektowania przestrzeni zbudowanej, a przede wszystkim przepisy regulujące zagospodarowanie pasa drogowego? Fascynujące lektury, naprawdę. Można mieć wrażenie, że mieszkamy w miastach zarządzanych przez roboty pozbawione humanitarnego rozsądku. Efekty widać na ulicach.

ŁAWKI - TEMAT BOLESNY. DOSŁOWNIE.

Ciągle ich za mało również na naszym obszarze. To jest społeczny problem, znany wielu krajom na świecie. Znana jest nam historia pewnej staruszki, która dość nagle przestała regularnie odwiedzać przychodnię na Sępolnie, ponieważ na drodze do niej zlikwidowano ławki i pani nie miała po prostu gdzie przysiąść. Może to i przesada, może jednak pani miała prawo tak myśleć i czuć, bo nagle coś się w jej świecie zmieniło. Starsi ludzie tak często funkcjonują, każdy z nas będzie kiedyś starszy... Ważne jest, byśmy myśleli o ławkach w kontekście potrzeb ludzkich - nie tylko seniorów, ale i rodziców z dziećmi, czasami trzeba przysiąść i odpocząć, nakarmić, uśpić. Sądzimy, że wokół Pergoli na terenie Hali Stulecia przydałyby się ławki z oparciami - urządzenia lecznicze dla wielu mieszkańców. Byłoby nam wygodniej. Ech, marzenia... Wiemy, że ten pomysł nie zdobędzie przychylności służb konserwatorskich. Ubolewamy, że zasady konserwatorskie są ważniejsze, niż bieżące potrzeby ludzi. Dotyka to niestety również ławek!

rozdział w opracowaniu - c.d.n.


Rozdział 8.
Społeczność lokalna jako generator bezpiecznej przestrzeni

rozdział w opracowaniu - c.d.n.



---------------
Opracowanie:
Anna Rumińska
architektka
antropolożka kultury
placemaker

zdjęcia:
Anna Rumińska
Ewa Sromek
Internet

szkice:
Anna Rumińska