Likwidacja grobów

opublikowane: 1 lis 2013, 18:09 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 4 lis 2013, 05:53 ]
Abyście wiedzieli o czym mowa, spójrzcie okiem na groby. Nie macie ich pewnie za oknem, więc służymy pomocą - są tutaj. Na nieomal wszystkich - fascynujące plastikowe kwiaty. Grób to kolejny tekst kultury, który nas fascynuje w formie zbiorowej, jako forma przestrzeni publicznej. Dlaczego na polskich cmentarzach nikt nie robi pikników lub drzemki, a na niektórych zachodnich - owszem? O tym innym razem. Dziś natomiast: o fatalnym procederze administracji publicznej, tj. o likwidowaniu grobów.

Proceder opisany w artykule w Gazecie Wrocławskiej wzbudził moje oburzenie. Mowa tu o tym, że administracyjnie likwidowane będą groby nieopłacone. Wszystko zgodnie z prawem: Ustawą o o cmentarzach i chowaniu zmarłych.

Nie jestem prawnikiem, nie znam się jakoś szczególnie na prawie funeralnym, ale tak się zastanawiam, jakiego znaczenia nabiera hasło "spoczywaj w pokoju", skoro niektórzy nie mogą zaznać tego szczęścia z powodów finansowych, w dodatku związanych z tymi, co żyją? Jeśli tak jest, jak podaje się w artykule, to polskie prawo pochówkowe jest naprawdę bardzo niekonsekwentne i oburzające, a ja zdecydowanie się temu sprzeciwiam i sądzę, że powinno być pilnie zmienione.

PRAHISTORIA

Z jednej strony przepisy funeralne podtrzymują kulturę, tradycję, ideę przestrzennych śladów wszystkich mieszkańców i grzebania ich na jednym terenie zwanym cmentarzem zlokalizowanym z daleka od domostw. Dla teraźniejszych pokoleń jest to higieniczne (prochy są bardziej higieniczne, można je również grzebać tylko na cmentarzach, tylko w urnach), rozkład zwłok i przesiąkanie np. kadaweryny do wód podziemnych lub wyziewy fosforowodoru mają miejsce z dala od gospodarstw domowych (w tym punktów ujęcia wody). Wiadomo jednak, że nie zawsze tak jest. W kontekście wiedzy o poprzednich generacjach - np. w oparciu o to, co znajduje się w grobach, prócz szczątków, które też są cennym źródłem informacji o przeszłości - dla przyszłych generacji jest to tak samo dobre jak dla nas teraz tradycje funeralne naszych przodków. Gdyby przykładowo w 600. roku p.n.e. mieszkańcy osady w Biskupinie mogli ot tak, wedle indywidualnego uznania, rozrzucać prochy nad górami lub wrzucać je do rzek (do morza mieli wprawdzie bliżej, niż my we Wrocławiu, ale wciąż daleko), my współcześnie nie dowiedzielibyśmy się dziś tak wiele o kulturze łużyckiej, o całym kręgu tzw. kultur pól popielnicowych. Tamte czasy nie należały do bezpiecznych, zagrożenie ze strony koczowników było wysokie, wewnątrzplemienne walki pomiędzy odrębnymi grodami - również częste, więc wszelkie praktyki kulturowe odbywały się w obrębie osady, nikomu by nie przyszło do głowy narażać prochy przodków na wrogów - osada była orbis interior i to był świat dla mieszkańców grodu.

Ta zasada przetrzymywania szczątków w obrębie własnej jednostki osadniczej trwa do dziś w postaci cmentarzy w miastach lub wsiach. Dzięki regule grzebania szczątków na cmentarzach, nasi potomkowie będą mieli nadal ułatwione zadanie badawcze, mając ślady po nas zgromadzone w jednoznacznych i terytorialnie wyznaczonych strefach w przestrzeni publicznej. To bardzo wiele mówi o danej społeczności, o kulturze, tym bardziej, że prócz urn i grobów oraz szczątków i prochów, są też w/na grobie inne 'rzeczy'. Jednak z obowiązujących przepisów wynika, że nie wszyscy będą mieć to szczęście pozostawić swój ślad, jak widać w artykule i ponoć tych fatalnych, absurdalnych, antykulturowych przepisach. Niektórzy zostaną przeniesieni do grobów zbiorowych bez wyróżnienia. Nawet nie do urn po wtórnym pochówku (kremacji) z pozostawieniem danych personalnych (imię, nazwisko, data urodzin i śmierci). Faktem jest też, że nie wszyscy chcą pozostawać w tej wspólnocie pochówkowo-terytorialnej, co według decydentów zaburza jedność wspólnoty, zagraża jej przyszłej tożsamości i zmniejsza opłaty (wpływy do wspólnotowej kasy!) z tym związane, dlatego zgoda na zmianę reguły jest tak trudna.

Rozumiem i popieram te argumenty, jednak tylko wtedy, gdy faktycznie podyktowane są względami kulturowymi, ale... przecież kultura ulega zmianie. Z perspektywy czasu nasza teraźniejszość z pewnością zapisze się jako stopniowa przemiana kultury pochówku: od grzebalnej wrócimy być może do urnowej (podobnej do popielnicowej), a potem przejdziemy do pochówku powietrznego? Nie sądzę, to zawsze będzie znikoma mniejszość, bo kultura cmentarna jest w Polsce bardzo rozwinięta i nie zdaje się zanikać, a wprost przeciwni, rozkwita. Pochówek powietrzny jest obecnie całkowicie obcy naszej kulturze, co oczywiście może się kiedyś zmienić. Prochy rozwiewane przez wiatr, szczątki zjadane przez dzikie zwierzęta, zmarły nie posiada swego terytorialnego miejsca spoczynku - to sytuacja trudna do zaakceptowania w Polsce. Takie przypadki znane są także z przeszłości - szczątki Wikingów dopalały się na płonących łodziach żeglujących w przestwór oceanu. Pochówki powietrzne znane są ze współczesnych filmów. Pewnego rodzaju pośrednim rozwiązaniem są tzw. łąki pamięci, którym jednak decydenci wciąż się sprzeciwiają, a prace nad zmianą Ustawy są wstrzymane po tym, jak Ministrem Zdrowia został p.Arłukowicz. Uwaga: według naszego prawa zmarłego można pochować w sakofagu i zatopić w morzu. Czy są wskazane strefy / morskie cmentarze? Nie wiem.

ZAKAZYWANIE ZMIAN

Z drugiej strony zabrania się wciąż trzymania urn w domach, co - jeśli by już koniecznie rozpatrywać tę kwestię ekonomicznie - byłoby tańsze dla wielu ludzi oraz pozostawiłoby cenny grunt innym inwestycjom, niż cmentarne. Niejeden deweloper rzuci się na ten pomysł, niejedna gmina zarobi, więc o to chodzi, by zmniejszać cmentarze kosztem tych, co nie płacą za groby? Zabrania się też rozsypywania prochów do morza, rzek czy w górach, co byłoby dla gminy najtańsze, a dla wielu ludzi najwspanialsze, bo grzebanie szczątków jest dyskusyjne dla wielu. Urzędnicy czasem to argumentują dość bezsensownie, że to niehigieniczne. To wynika niestety z naszego polskiego podejścia do tzw. śmieci - fatalne jest to, że wielu ludzi utożsamia niestety prochy ze zwykłym popiołem, a przecież popiołem myje się czasem garnki, ale na pewno nie trzyma w domu, to oznacza brud, kurz itd. Decydenci nie umieją uznać prochów za coś innego, niż tylko popiół? To się wszystko sensu nie trzyma. Tak, tradycje kremacji są w dzisiejszej Polsce ambiwalentne: bardzo odległe (te dawne przedchrześcijańskie) i jednocześnie bardzo krótkie (te współczesne). Dlatego właśnie Kościół katolicki tak jest im nieprzychylny, bo odwołują się do czasów zwanych przez chrześcijaństwo pogańskimi, które w istocie stanowią nasze zapomniane i zatracone słowiańskie dziedzictwo. W 2011 katoliccy decydenci (=episkopat) ostrzegał, że kremacja może utrudnić zmartwychwstanie, więc namawiali do pochówku grzebalnego. Ponoć "Obraz kremacji kłóci się z silnie zakorzenionym w naszej kulturze wyobrażeniem o pochówku" (źródło), dlatego wciąż tak niewiele osób wybiera tę formę pochówku. Jednak ta grupa rośnie.

Natomiast zarządcy cmentarzy komunalnych oraz władze wielu miast preferują kolumbaria (naziemne nagrobki z urnami) ze względu na brak powierzchni cmentarnej i nikłe szanse na zdobycie nowego gruntu pod rozbudowy cmentarzy. Zatem likwidacja grobów grzebalnych przyczynia się zwiększeniu powierzchni cmentarnej dla nowo umierających, ale... niestety po ekshumacji szczątki umieszcza się w zbiorowym grobie, a nie w nowych urnach i potem w kolumbariach. Ich wysoki koszt budowy powoduje, że gminy nie chcą tego robić, a powinny, bo takie kolumbaria mogłoby być skromniejsze pod względem budowlanym i estetycznym, niż te pozostające pod stałą opieką, tym samym stale opłacone. Ciekawostką niechaj będzie fakt, że zaproponowane swego czasu przez SLD zmiany w prawie funeralnym przewidywały wprowadzenie możliwości stawiania urny w domach, ale... inspektor sanitarny miałby sprawdzać, czy iejsce na urnę jest... odpowiednio godne, innym słowem dano do zrozumienia nam, obywatelom, że nie jesteśmy władni w podjęciu słusznej decyzji w tej sprawie - kolejne kuriozum, wszak nie można inspektorowi sanitarnemu przypisać troski o zagrożenie epidemiologiczne, skoro Jan Orgelbrand, zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego stwierdził wysoki stopień bezpieczeństwa ludzkich prochów.

LIKWIDACJA GROBÓW vs TYPY POCHÓWKU

Z trzeciej strony zatem likwiduje się te groby, które nie są utrzymywane przez żyjących członków rodziny lub innych, tak jakby aksjomatem było, że każdy ma troskliwą i wierną rodzinę, albo że w ogóle ją ma. Brakuje miejsca - nie tylko we Wrocławiu, ale też w Warszawie, Krapkowicach, wielu innych miastach i państwach. W Australii grzebie się ludzi pionowo w biodegradalnych torbach - by zaoszczędzić miejsce i lasy (brak trumien) - to w jęz.ang. upright lub vertical burial. Biolog Susanne Wiigh-Mäsak promuje pochówek ekologiczny i całkowitą rezygnację z przechowywania szczątków - dla ludzi ważniejsze jest bowiem MIEJSCE PAMIĘCI. Szwecja przyjęła już ten nowatorski typ pochówku, który zaznaczy się w historii ludzkości, jako ważna zmiana obyczajowa (kosztuje to 290 Euro). A co w przypadku, gdy ktoś chce oddać swe ciało na przeszczepienia lub do celów badawczych wyższej uczelni? Po takim człowieku zostają tylko częściowe szczątki, ale może się zdarzyć, że nie pozostanie nic, wszystko się przyda. Czy wówczas rodzina (jeśli istnieje) ma grzebać pustą trumnę? To faktycznie nie ma sensu.

Brak miejsca na poziome mogiły - tak, to ważny powód, ale nie ku temu, by likwidować groby. Bardziej stosownym wyjściem byłaby jednocześnie 1) ekshumacja, ewentualna kremacja (jest nieekologiczna, więc warto szukać innego wyjścia) i budowa skromnych kolumbariów (koszt może być tylko nieco wyższy od kosztu likwidacji grobów) 2) pilna zmiana ustawy i wprowadzenie możliwości nowych form pochówku - powietrznego,  domowego, pionowego, ekologicznego. Groźba likwidacji grobów za brak opłat to zwykła dyskryminacja ludzi samotnych (nieżyjących) lub o niższych dochodach (żyjących i nie). Ponoć samo imię i nazwisko, to nie dane osobowe, ale z datą urodzenia i śmierci, to już więcej danych. Zauważyć warto, że nie chroni się takich danych osób zmarłych, niejako z urzędu unaocznia się, że ta osoba nie ma już praw obywatelskich, nie ma nic do gadania, ale musi zajmować miejsce na cmentarzu, co więcej, za to należy się opłata. Innym słowem zmarły jest po prostu nikim. A jeśli dodatkowo był samotny, to nie pozostanie po nim ślad w przestrzeni. W takim razie postuluję, by została po takich zmarłych chociaż urna, zamiast grzebania w zbiorowym grobie. Ja osobiście chcę, by wszyscy zmarli mieli uszanowane miejsca pochówku, byśmy my, w teraźniejszości, nie zmiatali z powierzchni ziemi grobów choćby obcych, choćby wrogów, tylko dlatego, że ktoś "nie opłacił". To ohydne posunięcie oraz kuriozalne, niehumanitarne i antykulturowe prawo.

Na marginesie - czy administracja publiczna czepi się również symbolicznych przydrożnych krzyży powypadkowych? Przecież stoją "nielegalnie", więc jak to możliwe, że jeszcze nikt nie nakazał ich masowej kasacji? Są symbolem, nie wieńczą mogiły - czyżby dlatego? Miejsca pamięci są nawet w górach - tam, gdzie nie ma szczątków, tylko symbol. Czy brak szczątków ludzkich powoduje, że miejsce pamięci pozostawione jest w spokoju, a to, gdzie są szczątki - może być ot tak zlikwidowane??? Gdzie tu etyka i logika?

ZAGROŻENIE DLA ŚRODOWISKA

Z czwartej strony, ostatniej - "naukowcy zajęli się też wpływem masowych grobów na otoczenie. Stwierdzili, że są one jednym z największych, daleko idących w czasie i przestrzeni, zagrożeń dla środowiska." Dlaczego? Nie chodzi tylko o przesiąkanie kadaweryny w dół, ale i o wyziewy w górę - fosforowodór. Jako że miasta się zagęszczają, wypadałoby przejść na kremację i urny, ale nie, upór administracji i Kościoła jest godny podziwu. Przecież straciliby źródło ważnego dochodu. 10000 nieopłaconych grobów to strata ponad 6mln dla gminy Wrocław: 650zł/20 lat/grób. W Krapkowicach w 2012 było taniej - 330zł/20lat/grób. Opłaca się zameldować przed śmiercią w Krapkowicach i tam się dać pochować?

To tylko wierzchołek cmentarnej góry lodowej, o przepraszam, prochowej. Szczególnie interesujące jest to w świetle ww. faktu, że Kościół katolicki namawia swych wiernych do pochówków grzebalnych w trosce o ich zmartwychwstanie (SIC!). Jednocześnie Kościół powstrzymuje przed zmianami przepisów, które mają zliberalizować prawo funeralne i pozwalać nam na trzymanie urny w domu lub w ogródku (byłoby taniej), albo na tzw. pochówek powietrzny (najtaniej). Co to przeszkadza Kościołowi? Ano to, że rzekome (?) utrudnienie zmartwychwstania ma ścisły związek z tym, iż kremacja i pochówek urnowy przypisane są kulturze pól popielnicowych, czyli m.in. 'naszej' kulturze łużyckiej, tj. czasom przedchrześcijańskim. Innym słowem dla księży jest tak: kto woli kremację albo pogrzeb powietrzny, najpewniej jest.. zagrożony pogaństwem.

No i na koniec fakt, że Kościół jakoś nie protestuje, gdy administracja laicka (zarząd cmentarzy komunalnych) jawnie, świadomie i legalnie (!) niszczy ślady zmarłych i eliminuje ich tożsamość z przestrzeni cmentarzy i pamięci społeczeństwa, tylko dlatego, że ktoś nie opłacił grobów. Innym słowem samotni ludzie mają przechlapane, bo 20 lat po śmierci ślad po nich zostanie tylko w papierach. Na ochronę (=konserwację) dróg i zabytków jest kasa, ale na ochronę szczątków ludzkich nie? Co to za wielkie G?

PROCHY TO ZABYTKI

Reasumując, zabrania się minimalizować koszty i zajęcie gruntu, namawia się do tradycji grzebalnej i zwiększania kosztów, ale kosztem mieszkańców, czyli sankcjonuje się przypadki, gdy ktoś za to nie płaci. To ohydne prawo. Większą troską i tym samym wydatkami objęte są drogi państwowe i gminne, niż szczątki ludzkie. Wniosek jest prosty: monopol, lobby, przymus. Mówiąc wprost, Kościół katolicki wspólnie z gminą laicką (posłowie? radni? samorządowi urzędnicy? kto to wymyślił?) domagają się utrzymania "tradycji" pochówku grzebalnego po to, by ściągać za niego opłaty. Tyle że to już nie jest tradycja, jeśli w taki sposób jest podtrzymywana. Takie odezwy z groźbą likwidacji grobu są po prostu zwykłym szantażem publicznym i społeczną, psychologiczną manipulacją. Śmierć źródłem gminnych dochodów w imię ekonomii utrzymania miasta...? Bardzo nieładnie, nieetycznie. Tak, tak, trzeba utrzymać groby, ale zabytki też. Po to właśnie są podatku. Czy jeśli ktoś nie opłaca i nie używa zabytku (np. budynku), to go likwidujemy? Cmentarze i WSZYSTKIE grobyb są w istocie ZABYTKIEM, są dziedzictwem społecznym i przestrzennym, niematerialnym i materialnym, więc powinny być chronione z zasady, z urzędu, z aksjomatu, nie tyle jako zabytki architektury, ale jako obiekty dziedzictwa narodowego. Czy trzeba być architekturą, by być chronionym bardziej niż człowiek? A co na to szanowny episkopat??? Nie zauważyłam, żeby tak literalnie traktowano prawo przy nieużytkach-zabytkach. Nic dziwnego, że ludzie domagają się prawa do liberalizacji przepisów pochówkowych. Całkowicie się z nimi zgadzam. Rozumiem nawet tych, którzy chcą pochować swoich ukochanych w przydomowym ogródku, jak James Davies z Alabamy. Trumna - może niekoniecznie, ale urna - zdecydowanie tak, bo dlaczego nie? Tym bardziej, że najprawdopodobniej (pewności nie mogę mieć, nie robiłam takich badań) w domach mieszkalnych (i mieszkaniach) jest obecnie o wiele mniej pokojowych ołtarzyków, niż dawniej, choćby na wsiach. Mimo, że niektórzy księża nawołują do powrotu do tych sakralnych aranżacji w przestrzeni mieszkalnej, to zdaje się jednak, że te praktyki odchodzą wraz z laicyzacją codzienności. Ale kto wie? Może wcale nie...

Ważne jest w tym wszystkim rozróżnienie cmentarzy komunalnych i wyznaniowych, z których pierwsze są dla laików, drugie dla parafian. Te pierwsze nakazują utrzymywanie grobów i w przypadku braku opłat, groby się likwiduje, jak w artykule. Czy w drugi przypadku proboszczowie likwidują groby w analogicznych sytuacjach? Nic takiego nie słychać, proboszcz jakoś je finansuje z puli wszystkich parafian. Miasto w mieście? Zapewne. Bo niby czym jest gmina, jak nie wspólnotą, w dodatku większą od kościoła? Sądzę, że nieopłacone groby powinny być utrzymywane z budżetu gminy, która realizuje tę samą chrześcijańską tradycję, co Kościół - tyle że nie oficjalnie, nie w sensie doktryny religijnej, ale w sensie organizacji codzienności, bo chrześcijaństwo z pewnością dominuje i w organizacji państwowej, i w miejskiej. Związki katolicyzmu z państwem są w Polsce bardzo silne i żadna gmina nie jest w stanie się ich wyprzeć, chyba że... jest to gmina żydowska. No właśnie, czy gmina żydowska likwiduje groby swoich zmarłych? Nie sądzę. Mało tego, wielu katolików opiekuje się nekropoliami żydowskimi, cmentarzami mennonickimi czy muzułmańskimi. Potrafimy więc dbać o groby, ale nie w skali administracyjnej, w której ci sami wrażliwi i świadomi kulturowo (mam nadzieję!) ludzie postępują w myśl przepisów, które stworzyli inni, zapewne równie wrażliwi i świadomi, ale podlegający naciskom politycznym lub społecznym związanym z ekonomią gminy i państwa. To wstyd, że ludzie zmarli i pogrzebani w Polsce nie mogą spoczywać w pokoju, w rozumieniu posiadania swego MIEJSCA PAMIĘCI. Rzeczywiście mamy miasto w mieście i to niejedno.

URATOWAĆ TOŻSAMOŚĆ

W Krapkowicach w 2012 roku potrzebne było prawie 120tys. zł, aby opłacić ok.360 zapomnianych grobów na kolejne 20 lat (330zł/grób). To właśnie te koszty (niskie w skali budżetu gminy) decydują o tym, że 360 zmarłych straci w tej dzielnicy spokój spoczynku. Koszty ekshumacji 360 grobów oraz zbiorowego pochówku, a także ogłoszeń na tych 360 grobach o zamiarze ich likwidacji, z pewnością przekraczają 120tys.zł.

Mała, ceramiczna urna na prochy kota lub psa kosztuje w sieci 60zł, a jej pojemność wynosi ok. 0,25 l (szklanka). Pojemność małej urny na prochy ludzkie wynosi 3,6 l, a cena drewnianej w zakładzie pogrzebowym wynosi ok.170zł (ceramiczna - 190zł). Zarząd Krapkowic mógłby więc zamówić 360 najskromniejszych urn (choćby z wyglądu miałyby być zwykłymi skrzyneczkami) za odpowiednią cenę (np. 50zł/szt.),  na co wyda 18tys.zł. Potem dokonać zbiorowej kremacji, wybudować najskromniejsze kolumbarium i pochować w ten sposób wykopane z grobów szczątki 360 osób, pozostawiając po nich skromny, ale ważny ślad w przestrzeni publicznej. Najgorsze co można zrobić, to świadomie i w sposób usankcjonowany prawem zatracać tożsamość ludzi w zbiorowych mogiłach - znamy takie działania z minionych totalitaryzmów.

We Wrocławiu liczby są wyższe: mamy ponoć kilkanaście tysięcy nieopłaconych grobów, a koszt na kolejne 20 lat to 650zł. Brakuje więc minimum 6,5 mln na ich utrzymanie. Niechaj więc ogłoszony będzie przetarg, niechaj znajdzie się producent, który sprzeda miastu np. 10tys. ceramicznych urn po 30zł/szt., na co Wrocław wyda zaledwie 300tys., a tożsamość 10tys. ludzi zostanie zachowana, uratowana przed zatraceniem.

Faktycznie nie ma takiej potrzeby, by zachowywać nieopłacone groby grzebalne, by zajmowały jakże cenną powierzchnię cmentarza. Niechaj te miejsca zostaną zwolnione dla nowo umierających, ale szczątki poprzedników powinny być zachowane wraz z ich tożsamością na cmentarzu - tylko tak będziemy uczciwi wobec przodków i potomków, tylko tak zachowamy ciągłość naszej kultury funeralnej. A to będzie docenione dopiero za kilkaset lat, gdy nas już nie będzie, ale ślad naszych błędnych decyzji - owszem, w postaci BRAKÓW w tożsamości. Nie pogłębiajmy zapaści w tej tożsamościowej kwestii bardziej, niż to już się dokonało w wyniku wojen.

----
Fascynuje mnie ta cała kwestia funeralna. Nie, żebym miała jakieś fobie lub pasje z tym związane, ale po prostu w kontekście kulturowym. Oderwałam się od katolicyzmu i teraz go z pasją obserwuję, podobnie jak inne religie. Prawdziwa, etnograficzna obserwacja uczestnicząca, ale dość biernie:) Geertz byłby ze mnie zadowolony.


Anna Rumińska