Mikrospołeczności w mieście

opublikowane: 15 cze 2012, 03:40 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 26 cze 2012, 04:17 ]
DOBRZE, gdy ludzie siedzą na murkach.
DOBRZE, gdy w ogóle są jakieś murki.
DOBRZE, gdy w mieście promuje się CITYING.
DOBRZE, gdy w ogóle jacyś ludzie przebywają w przestrzeni publicznej.
DOBRZE, gdy w przestrzeni publicznej  tworzą się mikro-grupy zawodowe lub pasjonackie i pojawiają się regularnie w tych samych miejscach: wędkarze, kierowcy, taksówkarze i inni.

TO są mikro-społeczności. TO jest kapitał społeczny, a nie liczba NGO-sów na danym obszarze (jak mierzą go niektórzy socjolodzy).

DOBRZE, gdy ktoś to zauważy i zorganizuje małą architekturę tak, aby wspierała rozwój takich upodobań.
DOBRZE, gdy ktoś to zauważy i postawi obok małą gastronomię.

Bo ludzie lubią jeść i pić i nie ma w tym nic złego - wręcz przeciwnie! Jednak wrocławskie przepisy są na tyle usztywnione, aby uniemożliwiać spontaniczny i kreatywny, dostosowany do bieżących zmian, rozwój przestrzeni publicznej.

Gdyby ktoś z Was chciał tu postawić okrężny handel - nie da się. Zarządzenie Prezydenta Wrocławia wskazuje możliwe lokalizacje. Autorytarnie wybrano miejsca i kwita. Mało tego, sprecyzowano też produkty. Zarządzanie miejską przestrzenią publiczną to nasz relikt z czasów PRL-u. Ale nie lubimy go chyba tak bardzo, jak relikt-architekturę...

Popatrzcie na zdjęcie po prawej - przydałyby się dospołeczne ławki, prawda? Więcej o nich poczytacie tutaj. Grupka z Orange mogłaby usiąść, pobyć dłużej i wygodniej na deptaku. Pozostali, widząc, że ci siedzą, też by siadali. Bo ludzie są najlepszą reklamą przestrzeni publicznej - jedni przyciągają drugich. Szewska nie byłaby już taka sama. Ot, jaka jest rola mikrospołeczności...

Nie tylko Wrocław ma mikrospołeczności. Wiemy doskonale, że każde miasto je ma, każda wioska. Wioski są czasami mikrospołecznością samą w sobie. Antwerpia również zaznacza je w swojej przestrzeni (zdjęcie po lewej).

Również mniejszości etniczne mają ogromnie pozytywne znaczenie dla placemakingu. Grupy mniejszości romskiej są we Wrocławiu częste, ale mało kto postrzega je jako potencjalne generatory placemakingu. Im również potrzebne są i murki, i siedziska, i mała gastronomia. Społeczność romska spędzając czas w przestrzeni publicznej dzieli się zwykle według płci. Popularną grupą męską sa muzykanci z Rynku, mający swoje zaplecze w Przejściu Garncarskim. Przerwy w pracy spędzają w pobliżu kluboksięgarni Tajne Komplety. (zdjęcie po prawej).

W okresie, gdy publiczne ławki nie są zawłaszczone przez prywatne lokale, ta sama grupa przebywa nieco dalej, w przestrzeni o charakterze bardziej publicznym (zdjęcie po lewej). Wraz z otwarciem sezonu na ogródki gastronomiczne (początek kwietnia) muszą szukać sobie innego miejsca. Warto zauważyć, że we Wrocławiu żyją i pracują od wielu, wielu lat, lecz wciąż nie uznano ich za grupę centrotwórczą lub kulturotwórczą w kontekście możliwości zorganizowania dla nich Miejsca.

Kobiece grupy można spotkać np. w parku na Pl. Św. Macieja, gdzie spędzają czas obok nie-Romów (Wrocław, Pl. Św. Macieja, zdjęcie po prawej). Są to potencjalni a(ni)matorzy przestrzeni publicznej - można wykorzystać pozytywnie ich obecność, a można też interpretować ją negatywnie i próbować eliminować, jak czynią niektórzy w naszym mieście. To potencjalni macherzy lub szmucerzy, by użyć określenia Roberta Putnama.

Innym kryterium wyodrębniania mikrospołeczności jest wiek. Najlepszym przykładem są grupy młodzieżowe. Pojawiają się często w tych samych miejscach. W wielu krajach młodzież i seniorzy to grupy wykluczające się - zależy to od lokalnej tradycji spędzania czasu wolnego w przestrzeni publicznej. W USA na przykład choćby minimalne (3-osobowe) grupki nastolatków skutec znie odstraszają seniorów, np. siedząc na schodkach przed wejściami do bibliotek lub klubów kultury. Strefa wejściowa jest bowiem uważana za przestrzeń półpubliczną, a czasami nawet półprywatną, jeśli dany obiekt skupia regularnie tę samą mikrospołeczność. Rozróżnienie prywatny/publiczny jest w tym kontekście mocno ambiwalentne i ujawnia swój płynny charakter. Włoskie miasta posiadają Miejsca, w których młodzież przesiaduje równolegle z seniorami (Ferrara, zdjęcie po lewej). Te dwa kraje posiadają całkowicie odmienną tradycję spędzania czasu w przestrzeni publicznej.

Społeczności wyznaniowe lub religijne również tworzą trwałe mikrospołeczności zaznaczające swoją obecność w przestrzeni publicznej. Przykłady z krajów muzułmańskich zdają się być pierwszym skojarzeniem. Wspaniale opisuje Aleksandrię Piotr Ibrahim Kalwas w książce "Dom", którą gorąco polecam, jako przykład subiektywnego studium przestrzeni publicznej miasta - nie tylko muzułmańskiego, bowiem Kalwas porównuje często Aleksandrię do Warszawy, w której spędził dzieciństwo i młodość. Równie pięknie Kalwas opisuje miasta indyjskie w książce "Rasa mystica".

Polanica Zdrój to sławne uzdrowisko. Rocznie przybywają do niego tysiące kuracjuszy. Jest to zewnętrznie stała, a wewnętrznie zmienna społeczność. Dość, by stwierdzić, że zajmuje ona swoje ważkie miejsce w przestrzeni publicznej tego miasta, jak również innych uzdrowisk. Polanica Zdrój ze swoim parkiem zdrojowym buduje wizerunek przestrzeni publicznej, nie jako miejsca spotkań, lecz jako estetyczne miejsce wypoczynku. Ławki ustawione są w 90% przypadków od-społecznie. Kurac jusze jakoś sobie radzą w tej przestrzeni, jednak na pewno milej spędzaliby czas wolny pod chmurką, gdyby ustawienia ławek temu sprzyjały. Kuracjusze, jako klienci uzdrowisk, stanowią w Polanicy Zdrój makrospołeczność, jednak w kontekście przestrzeni publicznej np. tutejszych deptaków, stanowią mikrospołeczności, ponieważ budują się codziennie cyklu każdego, odrębnego turnusu. Mikrospołeczny charakter tych grup buduje się stopniowo - inaczej niż np. grup taksówkarzy lub Romów i Cyganów ogólnie. Zaczyna się od jednej osoby, a kończy często na... (zdjęcie po lewej).

No właśnie, z konieczności kończy się na trzech, czterech (w zależności od tuszy i siły woli siedzenia razem), ponieważ tyle dorosłych osób mieści się na jednej ławce typu "I", czyli prostej, ani łamanej, ani łukowej, ani okrężnej (zdjęcie po prawej). Ta grupa mogłaby - i chciałaby, co możemy dowieść wynikami badań - zwiększyć swoją liczebność do 5-7 osób. Kto wie, gdyby kuracjusze mieli taką możliwość, na deptaku zawiązywałyby się nawet liczniejsze grupy. Kto wie, co by z tego wynikło, gdyby ktoś wpadł na pomysł, aby postawić tam wózek z lodami, efektowne stoły z książkami i czasopismami, albo... gdyby ktoś zaczął grać muzykę, tańczyć np. tango... Regularne milongi organizuje się np. w Bru gii, pięknym, wręcz pocztówkowym mieście belgijskim. Milonga odbywa się tam co niedziela na terenie zabytkowego targu rybnego, który w dni powszednie wypełniony jest rybami i owocami morza. Co stałoby się zatem w Polanicy Zdrój, gdyby ławki ustawić inaczej...? Gdyby zastosować inne ławki...? Może łamane, może nieco dłuższe, może nieco łukowe...? Nigdy się nie dowiemy, jeśli tego nie zrobimy.

Seniorzy są ogólnie mówiąc kapitalną grupą centro- i kulturotwórczą. Spotykają się pod chmurką, rozmawiają, obserwują, komentują, krytykują, kontrolują, są darmowym dozorem społecznym. Aż dziw, że Policja i Straż Miejska nie weszła z nimi jak dotąd w trwałą współpracę...:) Swoją drogą straż obywatelska, to znane rozwiązanie, ale zawiązuje się najczęściej w wyjątkowych okolicznościach, np. przy okazji masowych imprez. We Wrocławiu na Placu Św. Macieja, w parku (zdjęcie po lewej), przesiadują stałe grupy seniorów. Są to i kobiety, i mężczyźni, a siadają w podziale na płci dopóki nie pojawiają się takie siedziska, które pozwalają im na mieszanie płci i siedzenie w większej grupie. Innym słowem, dopóki ławki są krótkie i mieszczą co najwyżej 3-4 dorosłe osoby, dopóty nie zachodzi wymiana zdań pomiędzy płciami - tak jest w większości przypadków, co wynika z naszych licznych badań.

Potencjalna liczebność generowana przez ławkę 3-osobową jest zbyt niska, by sugerować jej użytkownikom mieszanie płci - ludzie odruchowo dobierają się w płciowo determinowane zespoły i wybierają miejsca do spędzania czasu. Nie oznacza to wcale, że jednoznacznie tak chcą spędzać czas. Oznacza to, że innej szansy nie mają. Mikrospołeczność jest, ale jej obecność jest niedostrzeżona i niewykorzystana. W wywiadach terenowych, prowadzonych przeze mnie wraz z ze studentami i MOPS jasne jest, że seniorzy są potencjalną grupą do zagospodarowania, że są naturalnym kontrolerem Miejsca. Póki co - niewykorzystanym. Podobne grupy senioralne przesiadują na ulicy Szewskiej (zdjęcie po prawej).

I wreszcie zwyczajni mieszkańcy - mikrospołeczność danego miasta mający z wielu powodów na tyle dużo wolnego czasu, że wykorzystują przestrzeń publiczną jako ich otarty klub. I bardzo dobrze. Nie jest naszą rolą moralizowanie i weryfikowanie, kto dlaczego siedzi na ławce. Ważne że siedzi. Demokratyczna przestrzeń publiczna polega na uszanowaniu różnorodnych typów jej użytkowników i twórców, bo niewątpliwie mieszkańcy miasta są w znacznym stopniu twórcami przestrzeni. Są jej ludzkimi aktorami, by użyć określenia Bruno Latoura. Lubomierz, piękne uśpione miasteczko (zdjęcie po lewej) jest jednym z wielu takich osad rozsianych nie tylko na Dolnym Śląsku, gdzie ławki w przestrzeni publicznej są nie-ludzkimi aktorami sieci (Latour).

Byłoby wspaniale, gdyby jedną ze strategii zarządzania zarządzania przestrzenią publiczną były badania nad mikrospołecznościami w mieście. Zweryfikowanie miejsc ich pojawiania się stworzyłoby mapę potencjalnych lokalizacji ławek w ustawieniach dospołecznych. Tym powinni zająć się badacze, najlepiej oczywiście antropolodzy kultury zajmujący się antropologią miasta:) czyli MY i INNI. Lokalizacje te wskazywaliby tym samym sami ludzie, mieszkańcy, bywalcy miasta - siedząc w TYCH miejscach, a nie projektanci lub urzędnicy nie znający tych lokalizacji i tych mikrospołeczności - nie mający nawet pojęcia o ich istnieniu. Rola urzędników ograniczyłaby się do formalnego wyznaczenia "terenu inwestycji", a rola projektantów - do ujęcia siedzisk i ich ustawień w stosowne formy i aspekty techniczne. Gdyby architekci mieli czas na takie badania, powinni je wykonywać przed rozpoczęciem procesu projektowego. Obecnie bazują na wskazaniach planistów - urzędników. Kółko zamknięte. W efekcie powstają często nowe siedziska i nowe punkty okrężnej gastronomii, jednak nie wybrane w oparciu o stan faktyczny, lecz o projekcję przyszłości - myślenie życzeniowe, często w opozycji do rzeczywistości.

c.d.n.

Anna Rumińska