Obrzędy w mieście

opublikowane: 26 cze 2012, 16:19 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 18 lip 2013, 06:57 ]
Wracam znów do nastrojów obrzędów w przestrzeni publicznej...

No tak, lubimy zachwycać się obrzędami buddyjskimi. Hinduizm też nam zatyka dech w piersiach. Judaistyczne rytuały są znane i mają długą tradycję we Wro. Rdzenni Amerykanie, balijski gamelan, peruwiańskie stroje... nie wiem, co jeszcze... Wszystko nas zachwyca, co obce. Obce obrzędy. Obce, ale i już często nasze, bo Wrocław wielokulturowy chce być (jest?).

A może by tak przyjrzeć się tym katolickim? Tak, tak, kler ma swoje za uszami, to wiemy, ale póki co, skupmy się na przestrzeni i obrzędach. Jako ateistka mam wystarczająco dużo dystansu, by promować te katolickie obrzędy, jako cenne dziedzictwo własnego miasta i kraju. W dodatku niematerialne dziedzictwo, jakże ulotne. Ulica Szewska tnie Starówkę z północy na południe - to najdłuższa ulica na tym obszarze i w tej osi. Kiedyś Szewską szła procesja - już nie idzie, a szkoda. Skoro z okazji Wratislavia Cantans można było zamknąć ruch tramwajowy, to z okazji święta religijnego również, prawda? Niedawno parada orkiestr zakręcała z Szewskiej w ul. Wita Stwosza i ciągnęła ku Rynkowi. Szkoda, że nie uhonorowano całej Szewskiej.

A w pobliżu Szewskiej - Plac Biskupa Nankiera. Co ma Nankier (właściwie Jan Kołda herbu Oksza) do obrzędów w przestrzeni publicznej? Ano ma i to sporo. Ponoć to właśnie on wprowadził święto Bożego Ciała w 1320 w diecezji krakowskiej ("nieco" wcześniej, bp Robert ustanowił je w 1246 dla diecezji Liege). Sześć lat później król Łokietek wysłała go na biskupstwo do diecezji wrocławskiej, więc domyślacie się, z czym to się wiązało w kontekście omawianego święta. W 2012 procesja szła 7-go czerwca właśnie przez plac Nankiera, tuż koło kościoła Św. Macieja, widocznego na zdjęciu. Pomnik stojący tutaj upamiętnia nie Nankiera, lecz Św. Jana Nepomucena, ale to zupełnie inna historia. Warto też wiedzieć, że Nankier wykształconym człowiekiem był, a szlify akademickie zdobył na Uniwersytecie Bolońskim - Bolonia i Wrocław mają wiele wspólnego w kwestii przestrzeni i średniowiecznej architektury... Dziwne zbiegi okoliczności, prawda...?:)

7-go czerwca 2012 roku pogoda była cudowna, słońce grzało, ptaszyny ćwierkały, od czasu do czasu przemknęła szóstka mrucząc niemrawo. Procesja przyszła tu z pobliskiego kościoła Uniwersyteckiego i pociągnęła ku Hali Targowej, a potem do Dominikanów. Po przejściu procesji, ludzie - jak obyczaj każe - "rozdzielili" brzozowe drzewka i chodzili potem - również turyści - z brzozowymi gałązkami w dłoniach. To piękne...:) Równie piękne są aromaty Bożego Ciała: kadzidła i płatków kwietnych, które pozostawiają wonną ścieżkę na nawierzchniach jezdni lub chodników.

Zejdźmy na ziemię... Nasze miasto mogłoby zbić niezły majątek na turystycznej promocji tych obrzędów, podobnie jak miasta włoskie, hiszpańskie lub wiele innych. Czy się godzi? Nie mnie to oceniać. Jednak potencjał jest wielki, szkoda byłoby wyeliminować te urokliwe i wartościowe obrzędy z naszej miejskiej przestrzeni. Niechaj ją zawłaszczają, przecież to tylko kilka godzin. Razem z innymi religiami i innymi ideologiami mogą tworzyć bogactwo naszego miasta. Powinny. Bo miasto jest też - prócz innych jednostek osadniczych - terytorium szerzenia ideologii, czy chcemy tego, czy nie.