patelnia nowy targ - fatalna realizacja

opublikowane: 28 lip 2013, 09:12 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 4 mar 2014, 07:58 ]
Patelnia Nowy Targ zwana oficjalnie Placem Nowy Targ - wypatruję nagrody za przyjazną lub piękną przestrzeń publiczną dla tego "dzieła". Nie znam bardziej idiotycznej realizacji. Trzeba zaznaczyć, że na wrocławskiej architekturze kwestię "przestrzeni publicznej" określa się mianem "zagospodarowania terenu" i jest to temat poboczny, bo "najważniejsza jest bryła". Zaprojektowała ów plac pracownia "Roman Rutkowski Architekci" - I nagroda w konkursie itepede. Otóż znam pewien projekt dyplomowy, który został totalnie skrytykowany przez arch.Romana Rutkowskiego, projektanta tej tutaj Patelni Nowy Targ. Skrytykował on ów projekt za to, że nie było w nim bryły, ARCHITEKTURY (mimo, że była, ale prosta!), a projekt polegał głównie na zagospodarowaniu terenu, bardzo głębokim, przemyślanym i humanitarnym urządzeniu przestrzeni publicznej pewnego podwórza, więc usłyszeliśmy komentarz "nic pani tutaj nie zaprojektowała". Przewodniczący komisji (też ubrany na czarno) przyłączył się do tej oceny. Wstyd dla takiej komisji, naprawdę. Tutaj zdjęcia po remoncie i przed. W zasadzie wolałam stan sprzed "rewitalizacji".

To wszystko wyjaśnia, dlaczego arch. Roman Rutkowski, a także arch. Zbigniew Maćków oraz liczni inni (ale nie wszyscy) wrocławscy architekci nie umieją projektować przestrzeni publicznej. A propos, Roman Rutkowski jest ponoć: krytykiem architektury, wykładowcą na Wydziale Architektury PWR, ekspertem Europejskiej Nagrody Architektonicznej Miesa van der Rohe, ekspertem (!!!!!!!!!!!???????) Europejskiej Nagrody na Najlepszą Przestrzeń Publiczną, członkiem wrocławskiego SARPu - brak komentarzy, zatkało mnie kolejny raz. Spodziewam się, że wkrótce ten właśnie projekt dostanie NAGRODĘ.

Ciekawe, jak często skorzysta on z tego placu, wszak to nie jego rewir, bo mieszka w willi z ogrodem i mnóstwem cienia. Tutaj zaaplikował nam CZARNE ławki, z których nie sposób skorzystać z powodu ich nagrzania, poza tym nie ma tutaj (jeszcze) wody ani zadaszeń, ludzie siadają nielicznie w cieniu, albo po zachodzie słońca, gdy ławy ostygną. Czy w takim razie inwestycja ta jest etyczna? Skoro w 1/2 czasu użytkowania jest bezużyteczna? Skoro nie pozwala na wygodne (=obok siebie) siadanie/leżenie w parze? Dlaczego nie zaprojektowano tych ław przynajmniej o 15cm szerszych, aby umożliwiły leżenie dwóch osób???

Architekci po mieście poruszają się najczęściej autami, nie spacerują po mieście tyle, co ja i inni piesi. Znamy miasto na wylot, obserwujemy, doświadczamy, rozmawiamy z ludźmi. Możemy was, drodzy panowie, wiele nauczyć, doradzić, wskazać kierunki, zagrożenia. John Urry napisał ciekawy esej nt. użytkowania miasta zza kółka - polecam, koledzy, waszej uwadze. Jednak żądam od was, byście nie uszczęśliwiali nas takimi realizacjami, to jest już naprawdę karygodne. Irytujące jest i wysoce szkodliwe dla miasta, ludzi, architektury, zawodu, przestrzeni, że projektujecie takie miejsca zabierając je ludziom - nam, pieszym. Ci sami wykładowcy uczą młodzież tego, co oni robią? Na szczęście ta młodzież jeździ po świecie i wie więcej, niż owi nauczyciele. Ta młodzież rzadko ubiera się na czarno, nie ma socjopatycznych skłonności. Irytujące jest, że wykładowcy na WA wciąż traktują temat przestrzeni publicznej po macoszemu, nie mając pojęcia o współczesności i przede wszystkim - humanitarnym korzystaniu z niej.

Pod względem społecznym to kolejny architektoniczny dramat, tak jakby architekci nie wiedzieli, co ludzie robią w przestrzeni publicznej. Podobno ARCHITEKT to zawód zaufania publicznego - czy rzeczywiście? Ławki ustawione są co ok. 3 metry, layout (czyli po polsku rozplanowanie:) mebli miejskich - łatwe do rysowania w Autocadzie (to taki program rysunkowy), ale w praktyce, w żywej przestrzeni - nie do użycia dla par, grup mniejszych lub większych - jak z resztą widać na załączonym obrazku: pan leży, pani stoi, ewentualnie odwrotnie. Architektom już dziękujemy, kolejny wrocławski plac mamy zmarnowany. Trzymamy kciuki za targowisko jesienne, bo handel kupiecki i drepczący klienci na pewno wypełnią tę antyspołeczną przestrzeń. Tym samym trzymamy kciuki za Halę, bo to targowisko będzie na pewno jej wysysać klientów. No cóż, wolny rynek i polityka urzędu miejskiego to wykładnie rzeczywistości. Niepojęte wykładnie.

Co do szczegółów: siedziska ławek wykonane są z drewna malowanego na CZARNO, a ich konstrukcja ze stali malowanej na CZARNO. My wiemy, że to ulubiony kolor panów architektów, taki kryjący, maskujący, ukochany przez socjopatów, artystów, nieśmiałych, cierpiących na depresję..., ale spieszymy poinformować, że w słońcu (tutaj na placu jest go wiele!) nie da się na tym siedzieć ani dotykać ramy (niestety to się zdarza, przepraszamy, że próbujemy siadać dotykając konstrukcji), nie ma szans!!! Gratulujemy rozsądku w doborze wykończenia.

Na końcu - tutaj - zdjęcie dla kontrastu i skwer za pierzeją Nowego Targu, czyli ten zły, niedobry, nierewitalizowany, nieremontowany, ale za to pełen zieleni i ludzi. Komuś nie odpowiada przekrój społeczny tutejszych bywalców? To są normalni mieszkańcy miasta, jakich wielu wszędzie, czas zaakceptować, że oni też mają prawo do przestrzeni. Niemniej jednak nie mają prawa do zawłaszczania jej na wyłącznie swoje potrzeby, więc gdy się tak dzieje, jest źle. Tutaj jednak, na tym małym skwerku pomiędzy "blokami", często przebywają mężczyźni, mamy z dziećmi, seniorzy - rozmaici ludzie. Mamy różnicę, prawda? Nowoczesny, beztlenowy, wybrukowany plac-patelnia z antyspołecznymi ławkami VERSUS zielony, zacieniony skwer pełen bliskich kolorowych ławek. Proponuję, aby to ten SKWER, na zasadzie kontrastu, zgłosić do stosownej nagrody.

Anna Rumińska