Sacrum w styczniowej scenerii

opublikowane: 22 sty 2013, 00:17 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 22 sty 2013, 07:14 ]
Dziś kolejny odcinek opowieści "sacrum w przestrzeni publicznej" czyli o tym, co się dzieje na polskich ulicach w styczniu. Karnawał? Też, ale tym razem chodzi o coś innego i znacznie cichszego: kameralne "wędrówki od domu do domu" czyli "chodzenie po kolędzie". Chodzenia "po kolędzie" nie można mylić z "kolędowaniem", które przypisane jest zabawowym/integracyjnym wędrówkom "od domu do domu" ale w wykonaniu specjalnych grup aktorów-amatorów (kolędników) odwiedzających domy do daty święta Trzech Króli (6 I). Czasownik "kolędować" przyjął się w polskim języku również w znaczeniu szerszym, nie odnoszącym się do tych konkretnych "wędrówek" o charakterze symbolicznym. Jeśli ktoś np. szuka czegoś lub o czymś informuje i "łazi" od drzwi do drzwi, mówi się, że kolęduje. Rzadko mówimy tak o akwizytorach, ponieważ tradycyjnie kolędowanie wiąże się ze wzajemnym składaniem sobie życzeń. Jednak wędrówki akwizytorów to swoista, nowa tradycja współczesności w czasach, gdy zanikają wcześniejsze zwyczaje "chodzenia z..." od domu do domu (z gwiazdą, z niedźwiedziem, na kurki itp. - np. na Lubelszczyźnie). Gdyby przyjrzeć się tym dawnym wędrówkom, mają one w sobie wiele z akwizycji...

ZJAWISKO
Gdyby w styczniu każdego roku sfilmować przestrzeń każdej ulicy każdego polskiego miasta (również wsi), można by dostrzec na niektórych ulicach (w "rewirach" zwanych parafiami) stałe i interesujące zjawisko: po pierwsze trzeba odśnieżyć chodnik, by wycieczka mogła się odbyć. Później od domu do domu (chyba że trafi się na obszar nie-katolików) chodzi grupa osób nieomal identycznie ubranych, lecz odmiennej postury, zwykle w sporym pośpiechu, trzymając coś w dłoniach. Najczęściej są to trzy osoby, z których jedna, zwykle masywna i nieco przygarbiona, ubrana jest w długą, czarną szatę (zwaną sutanną), a na niej nosi krótszą białą wykończoną szerokimi koronkami (zwaną komżą). To jest ksiądz, osoba dorosła. Ma na sobie także inne szczegóły ubioru, ale nie to jest teraz najważniejsze. Dwie pozostałe osoby są drobniejsze i często niższe, ubrane w zwyczajne spodnie i również krótkie "białe sukienki" (komże) zdobione koronkami. Czasami noszą one długie szaty, sutanele (sutanki) i pelerynki (kołnierze). To są ministranci, dwaj młodzieńcy (a propos, w małych wsiach, gdzie brakowało chłopców, ministrantami bywały dawniej dziewczynki).

CEL
"Dzisiaj ksiądz chodzi po kolędzie" - to ostrzegawcze lub informacyjne zdanie słyszy się w styczniu w wielu polskich domach. "Kolęda" czyli wizyta duszpasterska. Ksiądz ma za zadanie odwiedzić każdego parafianina, czyli członka określonej wspólnoty terytorialno-społecznej. Dlaczego? Ponieważ taka jest jego misja i obowiązek nadany prawem kanonicznym (Kan. 527, par.1). Po co? By "wypełnić funkcję pasterza", poznać swoich podopiecznych, podtrzymać kontakt z parafianami i sprawdzić, co dzieje się w ich domach, porozmawiać z nimi, pocieszyć (to bardzo ważny cel), pomóc w rozwiązaniu problemów, przywołać do porządku, wzmocnić ich wiarę, dokonać wizji lokalnej, a także przyjąć ofiarę, czyli datek pieniężny w kopercie - np. na funkcjonowanie parafii (ofiarę), co zwyczajowo określa się mianem "dla księdza".

DZIECI
Szczególną uwagę ksiądz poświęca dzieciom - czasem odbywa się ustny i ekspresowy egzamin z katechizmu, czyli podstawowego podręcznika dziecka we wspólnocie katolickiej. Bywa, że kolęda oznacza dla wielu smyków konfrontację rodziców i księdza: "nauczyłeś się przykazań kościelnych???" - blady strach... W nagrodę za te lęki - święte obrazki, w skrócie obrazki - coś, czym mały katolik cieszy się w styczniu najbardziej (nawet jeśli rodzina katolicka nie jest, obrazki wzbudzają zachwyt, są po prostu urocze). To dewocyjne druki ulotne - graficzne pamiątki z ważnych wydarzeń w życiu katolika, nośniki przekazu religijnego od Kościoła do jego wyznawców. Zanim ksiądz przyjdzie "po kolędzie", kilka dni wcześniej dzwonią do drzwi ministranci i pytają, czy dom księdza przyjmie. Całkiem uprzejmie, prawda? Jeśli nie czujemy się członkami parafii, możemy księdzu odmówić. Nawet niektórzy katolicy niepotrzebnie rezygnują z kolędy - nie mają po prostu na ofiarę.

FURTKA
Ciekawie wygląda w tym okresie strefa przy furtkach i w domach/mieszkaniach, czyli w przestrzeni prywatnej, która przyjmuje na ten czas cechy przestrzeni półpublicznej - staje się namiastką świątyni, by ugościć kapłana i dokonać wspólnej modlitwy. Podczas gdy ksiądz jest w domu, niektórzy ministranci czekają na niego przy furtce - rozmowy z parafianami to rozmowy intymne, dlatego młodzież świecka nie jest wtajemniczana. Małe są wtedy szanse, by dostali parę groszy - obchód jednego ministranta, to czasem nawet 500zł jego przychodu. Na szczęście księża wiedzą, że ministrantom za ich posługę też się grosz należy, nie tylko księdzu i parafii, więc niektórzy biorą chłopców do domów, a tam dostaje się im kilka złotych. Dochodzi też wtedy do szczególnego kontaktu dzieci np. z jednej klasy szkolnej - całkowicie świeckich i tych, posługujących (pomagających) kapłanowi - ministranci uchodzą zwykle za tymczasowo lepszych, stają się wzorem dla dzieci świeckich - nie tylko z powodu swej dostojnej funkcji, ale także z powodu ww. przychodów. Mówiąc krótko, nie-ministranci często zazdroszczą ministrantom.

DRZWI
Granicą świata zewnętrznego (przestrzeni publicznej) i wewnętrznego (przestrzeni prywatnej) są dla kapłana/księdza drzwi do domu. Stary zwyczaj chrześcijański nakazuje, by na kolędę napis był gotowy - według tradycji wypisuje się go na drzwiach na święto Trzech Króli (6 stycznia). Wygląda jak działanie matematyczne, ale są to symbole ochronne: C+M+B=2013 (czasem + zamiast =). Z tym symbolem wiąże się błąd, który mocno już oswoił się w przestrzeni. Napis oznacza "Christus mansionem benedicat" (Niech Chrystus błogosławi temu domowi). Po upowszechnieniu się innego święta, w które święcono kredę (oprócz kadzidła i mirry), zaczęto wykonywać ten napis białą kredą. Skrót interpretuje się do dziś błędnie jako pierwsze litery imion trzech króli (Kacpra, Melchiora i Baltazara), którzy według chrześcijańskiej opowieści/legendy odwiedzili Jezusa w miejscu narodzin. Gdy katolik ma 12 lat, w tej magicznej praktyce pomaga czasami internet, ale nie zawsze zgodnie z historią. Nic dziwnego, że katecheza wchodzi z przestrzeni fizycznej do tej wirtualnej - jak dla każdej wspólnoty nie ma innego wyjścia.

POKÓJ
W mieszkaniach księdza przyjmuje się w najlepszym pokoju. Obowiązkowo musi być wysprzątany, bałagan oznacza brak szacunku dla kapłana, wyjątkowego gościa. Na stole - który w niektórych domach jest używany tylko przy tej wyjątkowej okazji - urządzany jest mini ołtarzyk. Często jest tu odświętna serweta/obrus, dwie świece, obowiązkowo stojący krzyż (drewniany lub metalowy), czasem biblia no i... dziecięce zeszyty od religii - księdzu do przejrzenia. Ten odmawia wspólnie z mieszkańcami modlitwę - innym słowem członkowie jednej wspólnoty w znanym sobie języku porozumiewają się ze sobą i ze swoim sacrum po to, by zapewnić sobie i innym dobrobyt oraz inne cele (tzw. wyższe). W czasie kolędy ksiądz błogosławi domy parafian i ich samych - czyli kapłan uprasza ich wspólne bóstwo (Boga), by wziął w opiekę tych konkretnych ludzi. Znakiem jest święcenie - kropienie wodą, którą współcześnie ksiądz nosi ze sobą w tzw. kropidle. Potem ksiądz rozdaje święte obrazki, czasami następuje skromny poczęstunek (mała integrująca i oswajająca biesiada), rozmawiają, bierze kopertę i wychodzi. Czas wizyty zależy od wielkości parafii - na wsiach księża mają więcej czasu, w miastach zwykle pędzą bardziej, niż zbieracze złomu. Ksiądz spieszy się do następnego domu, któremu ministranci - oni zawsze wychodzą nieco wcześniej - zapowiedzieli już kolędę. Szczegółowy przebieg tych spotkań i samej kolędy jest różny, są oczywiście etnograficzne i antropologiczne badania na ten temat. W zasadzie po kolędzie rozbiera się choinkę. W niektórych domach czyni się to już na Trzech Króli.

BADANIE
W zasadzie mamy nieoficjalny spis nie-powszechny każdego roku w tym okresie. Chyba żadna instytucja nie odwiedza tak często członków swej organizacji (=parafii), jak Kościół katolicki. Czy dobrze, czy źle - nie oceniamy, ale fakt jest faktem. Gdyby jakiś socjolog lub antropolog wykorzystał te okazje w swoich badaniach, mielibyśmy najbardziej aktualne badania na świecie. Co roku w mediach można zorientować się w planie kolęd w każdym mieście. Warto też zauważyć, że w otwartej, fizycznej przestrzeni publicznej jest to kolejna domena naszej lokalnej religii zaznaczająca się swoją specyfiką w interesujący sposób - interesujący szczególnie dla tych, którzy pozostają poza obszarem oddziaływania i wyznawania tej konkretnej religii. Te osoby zadają sobie czasem pytanie: o co tutaj chodzi? Kto i dlaczego tak chodzi od domu do domu? Czy do mnie też przyjdą? A może już przyszli i pytali, czy przyjmie kolędę - czy wiedzieli co odpowiedzieć? To są zwyczajne różnice kulturowe, z którymi wiele osób, szczególnie obcokrajowców (np. pracujących i mieszkających tutaj) spotyka się w Polsce na co dzień.