sklepy osiedlowe

opublikowane: 4 lis 2013, 07:48 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna
Nie sposób zajmować sie i interesować przestrzenią publiczną miasta bez obserwowania strategii marketingowych, handlowych i konsumenckich. Wpływają one także na witryny parterowych części pierzei, które biorą w 'życiu między budynkami' intensywny udział. Witryny ślepną..., a co robią klienci?

Wbrew temu, co twierdziła ostatnio pani psycholożka ekonomiczna z SWPS w wywiadzie z Gazeta.pl Wrocław, posiadamy we Wrocławiu badania nt. typu zakupów. Zrealizowali je wrocławscy socjolodzy w 2009 roku pytając m.in. o to 5000 wrocławian. Wcale nie żyjemy w stylu amerykańskim, jak niedawno ktoś twierdził w liście do redakcji, nie robimy masowo zakupów w 'marketach'. Żyjemy w sposób zrównoważony, ale na pewno moglibyśmy żyć wygodniej z różnych względów. Rzekomo wysoki poziom zakupów w 'marketach' wynika z takiej wizji przekazywanej w mediach (one prezentują częściej anomalia, niż codzienność) i przekonania opartego na okazjonalnej obserwacji poszczególnych klientów.

78% mieszkańców naszego miasta codzienne zakupy spożywcze robi w MAŁYCH SKLEPACH koło domu (lekarstwa - 42%), zatem apteki królują, obok banków i sieciowych spożywczaków, które są bardzo w porządku, jeśli chodzi o dostęp. Co piąta osoba duże, spożywcze zakupy robi w pobliżu domu. W "galeriach" handlowych w centrum (nie tych na peryferiach) kupujemy odzież i zakupy - 46% os. "Miła, sąsiedzka atmosfera" małych sklepów nie ma tu znaczenia, choć wielu ją preferuje, ale nie jest warunkiem decyzji.

W Polsce (i ogólnie, na obszarze post-Słowiańszczyzny:) panuje pewnego rodzaju kulturowy wzór gburowatego obycia, co wcale nie oznacza agresji, jest formą rubasznej przychylności, więc większość klientów robi te małe zakupy w osiedlowych sklepach niezależnie od atmosfery, po prostu dlatego, że jest blisko, szybko, wygodnie. Refleksja "pójdę tam, bo sprzedawca miły" jest w środowiskach zwanych przez niektórych hipsterskimi, ale nie w codzienności zwykłych mieszczuchów w dobry znaczeniu, którzy idą do osiedlowego mimo nadętych lic ekspedientek, mimo, że mają auta i mogliby jechać dalej, ale po prostu to jest bez sensu. Fakt, zamożność nie ma tu znaczenia, ale autko też.

Wydaje się więc, że we Wrocławiu w makroskali całego miasta nie jest źle z osiedlowymi sklepami, skoro większość w nich kupuje, ALE ALE ALE w mikroskali kwartału - owszem, jest źle, coraz gorzej, bo wiele sklepów jest za daleko, nie są lokalizowane w oparciu o promień dostępu, jest ich za mało. Dlatego likwidacja sklepików na Różance w imię estetyzacji jest tak złym pomysłem.

Na zdjęciu - pan w kapciach (damskich z resztą) w osiedlowej 'żabce' - jedno z naszych ukochanych 'zdjęć z biodra';) Pójść do sklepu w kapciach (ewentualnie bamboszach, laczkach lub papciach) lub szlafroczku (ewentualnie w damskiej podomce lub męskiej bonżurce:) - to odchodzi w przeszłość razem ze swojskim klimatem wrocławskich podwórek. To właśnie taka półprywatność świadczy o stosunkach sąsiedzkich na danym obszarze.

Pamiętajcie, zawsze oceniajcie miasto w trzech perspektywach:
- bociana (makro-skala całego miasta),
- wróbla (mini-skala kwartału),
- myszy (mikro-skala kamienicy, bloku lub in.budynku).
Dopiero porównanie tych trzech skal percepcji może dać w miarę obiektywne wnioski o przestrzeni zamieszkanej przez ludzi.

Anna Rumińska

c.d.n.
Comments