szewska manufaktura

opublikowane: 28 wrz 2013, 07:58 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 28 wrz 2013, 08:02 ]
Jakiś czas temu pisałam na fb-tablicy HTWR o tym, że np. we Wrocławiu brakuje szewców z klasą, których sklepy i warsztaty byłyby na poziomie tych przedwojennych - nie tylko w zakresie obsługi i jakości usługi, ale i wystroju wnętrza, edukacyjnego i zdrowotnego aspektu zawodu itd. We Wrocławiu jest sporo szewców, ale status ich warsztatów sprowadza się do słowa "zakład" - faktycznie, to są zakłady, gdzie poziom obsługi, pracy, wystroju i niestety cen jest dość niski. Jeśli za nowe fleki szewc bierze 20zł, a nowe "trzewiczki" można kupić w markecie nieopodal za 50zł, to coś jest nie tak. Fleki są tyle warte, owe "trzewiczki" też, bo to tandeta. Problem w tym, że ludzie weryfikują ceny szewców na bazie cen tandety i to nie służy szewcom, którzy robią wiele dobrego dla naszego zdrowia (czasem i trochę złego, ale pomińmy to tutaj:)

W Polsce nie opisano szeroko trendu, który stwierdzono w Portugalii jakiś czas temu: ludzie wolą naprawiać stare, solidne buty, niż kupować nowe. Dodajmy: niż kupować nowe, nie zawsze pewne co do trwałości. W kilku sklepach obuwniczych sieciówek powiedziano nam to samo: w Polsce panuje inny zwyczaj: po zakupie tanich butów (tzw. jednosezonówek) i po noszeniu ich w sezonie, zwraca się je do reklamacji po tym, gdy pęknie im np. niteczka lub odklei się (to lepsze, pewniejsze) jakaś zewnętrzna część. Zwrot za takie buty opłaca się producentowi i sprzedawcy o wiele bardziej, niż osiąganie lepszej jakości, a tym samym wyższych kosztów produkcji. Dlaczego? Bo niewiele osób reklamuje zepsute buty. Wkurzają się, wyrzucają i kupują nowe. Tak działa produkcja i sprzedaż wielu rzeczy, odzieży, żywności, hi-fi, agd itd.

Swoje marzenia o odbudowie statusu zawodu szewca wzorowałam i wzoruję na przykładowej marce najwyższej klasy: londyńskiej firmie John Lobb. Jednak nie trzeba sięgać tak wysoko, można i trzeba tworzyć marki tańsze, ale nie najtańsze. Obecnie w Polsce trwa powrót (na pewno trwały) do manufaktury i rzemiosła manualnego. Moim zdaniem taki biznes, jak ręczny wyrób butów ma przyszłość i w Polsce, bo wreszcie, po latach zachwytu nad produkcją przemysłową, wracamy do szacunku do produkcji manualnej, autorskiej, niekoniecznie od razu pod szyldem marki artystyczno-dizajnerskiej (po akademii), która winduje ceny w górę np. o jakieś 1000%, bo przecież taki but to dzieło sztuki., lepiej pasuje na półce, niż na stopie. W Warszawie od dawna funkcjonują luksusowe pracownie szewskie (jak i kaletnicze), ale są zbyt luksusowe na kieszeń większości ludzi, trafiają tylko do celebrytów.

Bardzo dobrze że one istnieją, ale ta sytuacja jest w pewnych branżach typowa i częsta w krajach ekonomicznie rozwijających się (np. Polski i Rosji): wielki kontrast między biedą i wielkim bogactwem oraz niewielka liczba inicjatyw na pośrednich szczeblach. W idei odbudowy jakości szewskiej manufaktury chodzi o to, by stała się szeroką alternatywą popularną, a nie niszową, arcy-luksusową. Brakuje w Polsce rzetelnych, nowoczesnych szewców, którzy przypomną, jak wielkim szacunkiem powinien być otoczony ten zawód, by odciągnąć wreszcie uwagę ludzi od tandety sprzedawanej w marketach i skupić ją na potrzebach naszych stóp, naszego zdrowia oraz jakości zawodu szewskiego. Na ważnym marginesie: usługa szewska to usługa ekologiczna, często upcyklingowa...

Pan, który sprowokował mnie do tego postu (p.Sylwek Furman na Facebook i GW Poznań), a który deklaruje umiejętności i doświadczenie w szewskiej manufakturze i opisał to w komentarzu Gazeta.pl Wrocław i na www Gazeta.pl Poznań, powinien otworzyć zrównoważoną, ale luksusową Pracownię Szewską np. we Wrocławiu, to jest nisza, Pan nie miałby konkurencji - oby tylko ceny były wysokie w zrównoważonym stopniu, a wystrój sklepu i warsztatu - stosowny, zgodny ze znanymi nam współczesnymi trendami nawiązującymi do dawnej tradycji. To się da zrobić, ale wymaga odwagi. Pan Sylwek ją ma, skoro uprawia profesjonalne kolarstwo :)