up-cycling‎ > ‎

Yarn Bombing + Upcycling + Szydełko + PLARN + Granny Square + Placemaking + Ekologia + Sąsiedztwo

opublikowane: 26 sie 2016, 04:30 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 26 sie 2016, 06:08 ]
Dziś pewna znajoma sprowokowała mnie do tego wpisu :) Olga, dziękuję, ale widzisz, samaś sobie winna, teraz czytaj :P

https://sites.google.com/site/splotszewska/splot-szewska-4
Jakoś 4 lata temu (w maju, 2012) siedziałyśmy z kilkunastoma osobami podczas akcji "Splot Szewska 4" realizowanej jako placemaking w przestrzeni publicznej miasta przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna w ramach Stanowiska nr 25 na "Via Cultura 2012" pod Wrocław 2016 i dziergałyśmy na szydełkach, Było przemiło, w minimalnym zakresie (w porównaniu do tego z filmu), na ile pozwalał czas i budżet, więc nie zostawiłyśmy w przestrzeni trwałego śladu, jedynie w pamięci i zdjęciach. To było urocza akcja rowerowo-rękodzielnicza na mojej ukochanej ulicy Szewskiej wraz z m.in. Katedrą Etnologii i Antropologii Kulturowej UWR, Stowarzyszeniem LUPA, rękodzielniczymi markami "Powiedz Życzenie", "Róża Rozpruwacz" i innymi kreatywnymi podmiotami i osobami.
Tutaj dodatkowe info na stronie internetowej SPLOT SZEWSKA / na FB.

https://www.facebook.com/yorokobu/videos/1215436451822383/
Projekt prezentowany na tym filmie trwa już ponoć 4 lata, przede wszystkim integruje sąsiadów oraz podkreśla problemy ochrony środowiska, szczególnie najbliższego otoczenia. Początkowo włączał tylko tkaczki, ale w 2016 r. dołączyło czterech mężczyzn. Jest to piękny przykład połączenia kilku fascynujących zjawisk aktywistycznych i rękodzielniczych: Placemaking Sąsiedzki + Ekologia + Yarnbombing + Upcycling + Granny Square (babcine kwadraty, ale i in. techniki) + CrochettherapySzydełkoterapia (w ramach arteterapii) + PLARN (PLAastic yaRN) - oczywiście w Hiszpanii, bo należy do krajów, które wiodą prym w 1) akcjach tego typu, 2) w rękodziele szydełkowym i in., 3) zużyciu plastikowych toreb ("reklamówek"), 4) złej sytuacji seniorów, 5) aktywizmie senioralnym, odwadze i prospołecznej (nie tylko osobistej) kreatywności dojrzałych kobiet. Wiele jest takich akcji społecznych i artystycznych typu yarnbombing i upcycling, szydełkowanie od dawna stosowane jest w arteterapii i aktywizmie w przestrzeni publicznej miast. Akcje te są fantastyczne, w większości wykorzystują zapał kobiet w dojrzałym wieku. Hiszpania, Portugalia i Ameryka Łacińska są tutaj na pierwszym miejscu pod względem aktywności. Gdy włączają PLARN, znaczenie społeczne jest tym silniejsze. 

W Polsce również jesteśmy zalani foliówkami, mimo to nadal kwitnie rozdawnictwo "zrywek" w sklepach, bazarach i festiwalach jedzeniowych. Doprowadza mnie to czasem do zrównoważonej rozpaczy, ale rozumiem genezę tego zjawiska i na razie wnioskuję, że producenci i rękodzielnicy nie chcą go kompleksowo i kolektywnie rozwiązać. PLARN, to genialna, sztandarowa technika upcyklingu, tj. kreatywnego (artystycznego lub prospołecznego) przetwarzania odpadów, bez masowego zużycia źródeł energii (w odróżnieniu od recyklingu przemysłowego). Jest kilka technik PLARNu, przede wszystkim dwie, czyli gruba (podwójna) i cienka (pojedyncza) przędza.

Wychowałam się na wielorazowych torbach szytych przez moją matkę z byle resztek. Cały czas szyła i dziergała, w swojej torebce nosiła 2-4 takie zawiniątka, a wracając z zakupów od tramwaju do naszego domu targała już 2-4 wypchane po brzegi torby. Tych toreb dawniej nie szyło się z lnu lub bawełny (na marginesie: chińskiej), ale przede wszystkim z syntetyków, bo są wytrzymałe, lekkie i ściskały się tak dobrze, że mieściły się w damskich torebkach. Dziś natomiast króluje chińska bawełna i włoski len. Rzadziej dostępny jest polski len, bo jego 1mb kosztuje 50zł. Panuje też gdzieniegdzie przekonanie, że torba z płótna, to skarb, przedmiot nieomal kultu, który kupuje się za 40-60zł i trzyma do śmierci, bo jest dziełem sztuki. Dziś płócienna torba to gadżet - LANS. I to jest urocze, ale bez sensu i z pewnego rodzaju szkodą. Trzeba tu oddać ukłony firmie Rossmann, która wypuściła już dawno zakupowe torby z cieniutkich tkanin, które zajmują niewiele miejsca w torebce, ale są one oczywiście wykonane z syntetyków, i to jest słabe. Czekam więc na innowacje.

W niedzielę 21 sierpnia na pikniku w Arboretum w Wojsławicach zauważyłam, że tamtejsze świadome klientki nie chcą toreb plastikowych - wielki szacunek! To wyjątek, bo zwykle wszyscy na kiermaszach żądają zrywek, by w każdej osobnej nosić pojedyncze zakupy, "by się nie pomieszało". Absurd.

Dopóki więc 1) len i bawełna produkowane w Polsce nie będą tańsze (a nie będą), 2) rękodzielniczki nie będą szyć toreb zakupowych w niższych cenach (np. na Ręki Dzieła Fest ceny są rozbrajająco wysokie, ale to targ artystyczny) i również z innych tkanin, 3) torba wielokrotnego użytku nie będzie trwałym akcesorium damskich torebek (jak za Komuny) i męskich kieszeni (tak, panowie, targajcie te siaty), 4) zrywki będą bezpłatne i produkowane z toksycznego, nieekologicznego plastiku, zamiast z tego biodegradalnego, 5) torba nie przestanie być przedmiotu "kultu", a jej status nie wróci na właściwe miejsce, tj. do poziomu zwykłej, niszczącej się torby mieszczącej się w torebce lub kieszeni - DOPÓTY będziemy mieć skażone środowisko tymi koszmarnymi śmieciami z plastiku, którego szczerze nienawidzę.

Rozpisuję się tu o torbach, bo właśnie one mają kluczowe znaczenie w przejściu z plastikowych foliówek na torby wielokrotne. Zastąpienie reklamówek tymi biodegradowalnymi też nie jest idealnym wyjściem, bo ich wyprodukowanie pochłania mnóstwo energii. Najlepsze jest używanie toreb wielokrotnych, ale kto na to przejdzie... Może 5% populacji...? Ciekawe, czy są na ten temat badania ilościowe.

Upcykling (PLARN też) opisałam nie raz w artykułach, choćby przy okazji kampanii "Śmiecenie Odpada", a tego typu edukację realizowałam w kilkunastu miejscowościach Dolnego Śląska, np. w Krzelowie, Bystrzycy Kłodzkiej, Pławnicy, Kątach Wrocławskich, Jordanowie Śląskim, Rękowie, Sobótce, Piotrkowiczkach, Orzeszkowie, Wilkanowie, a spoza Dolnego Śląska - w Tychach i Włoszczowej. W 2015 miałam to robić na Perskim Izerskim w Średniowiecznej Osada Kopaniec dla gości Dany, Norberta, Kulki i Filipa, ale nie doszło to do skutku, bo za dużo już tam było inicjatyw :) Poza tym tam rządzi średniowiecze i plastikowe żagle nie bardzo pasują, ale... już widzę je wykonane jakąś rekonstruowaną techniką np. z konopnego sznurka... Marzenie w Osadzie, doskonałe zacienienie i ozdoba :)

Yarnbombing oraz przede wszystkim afgany z babcinych kwadratów opisałam wstępnie w tekście , który najprawdopodobniej w 2017 będzie opublikowany w zeszycie specjalnym Polskiego Atlasu Strojów Ludowych wydawanego przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze. W źródłach znajdzie się parę tekstów na temat yarnbombing, jako odłamu street-art, np. w mediach Kętów, Gliwic., a szczególnie w mediach anglojęzycznych nt. miejscowości niepolskich, np. Los Angeles, Pittsburg, Cambridge, Helsinki, Chennai, Alicante...,  jednak wszystkie te akcje bazują na afganach z włóczki, a nie z PLARNu. Hiszpańska inicjatywa z Extremadury jest więc bardzo cenna i interesująca w kontekście ekologii.

Yarnbombing nie ogranicza się do włóczki, PLARN lub szydełka, ogólnie chodzi o atak przędzą. PLARN fascynuje mnie od dawna - uczę dzieciaki, jak to robić i wpadają w absolutny zachwyt, w domu nie zostaje ani jedna foliówka. Najważniejsze, by nie zaszczepić w nich idei kupowania plastikowych toreb do robienia PLARNu - mają wykorzystywać te zużyte, a nie nowe. Na stronie KOSy-apcykling-upcycling, który jest pokłosiem jednego z projektów edukacyjnych, jest opublikowany PLARNowy instruktaż i wiele zdjęć.

Olga sugeruje taką akcję we Wrocławiu... To szczytny pomysł, ale... nasze miasto jest przesycone, przestymulowane "akcjami". Służą one najczęściej pustemu PR-owi lub wręcz "propagandzie sukcesu". Po 50 latach widzę bardzo wyraźnie, jak tu funkcjonuje aktywizm. Dlatego moim zdaniem - szczególnie w tym roku - nie ma sensu tutaj robić czegoś, co z założenia ma służyć wspólnocie lokalnej, ma być prospołeczne i prośrodowiskowe, a nie wyłącznie artystyczne, wizualne, ozdobne, rekreacyjne lub propagandowe. Takie akcje potrzebne są bardzo w małych miastach i we wsiach, bo tam 1) jest głód kultury i aktywizacji, 2) gospodarka odpadami woła często o pomstę do nieba - foliówki są nagminnie palone w piecach.

Niemniej, Olga, dziękuję za prowokację :) Kto wie, może kiedyś wyczarujemy coś znów z jakąś NGO... 
Comments