przyjazna przestrzeń publiczna

opublikowane: 4 lis 2013, 08:35 przez eMSA Inicjatywa Edukacyjna   [ zaktualizowane 4 lis 2013, 09:04 ]
Kolejne kuriozum, kolejny "problem z przestrzenią publiczną". We Wrocławiu jest już taka tradycja: najpierw estetyzacja, potem impreza, na końcu oburzenie. Mowa o skwerze na krańcu ul. Św. Antoniego, który jest jednym z punktów wjazdowych do Dzielnicy Wzajemnego Szacunku. Gazeta Wrocławska opisała brud, jaki gromadzi się tam po weekendach. Wszystko to jest tak absurdalne, że aż zabawne.

Na początek - czy na tym skwerze jest obecnie odpowiednia liczba kubłów na śmieci? Nie ma ich. To mi przypomina Wyspę Słodową, ale o tym na końcu. Zdjęcie po lewej zostało zrobione w lipcu 2012, jeszcze przed ustawieniem rzeźby Kryształowej Planety na jednej z ławek - to kolejny przykład strategii anti-sitting we Wrocławiu, tym razem w wersji zagarniania ławek pod posągi. Podobnie zdarzyło się już na ul. Świdnickiej, gdy ławkę zajął... krasnal.

Dzielnica Czterech XY ma 4 różne nazwy, to taki kolejny zabawny drobiazg - w tych czterech toponimach mówi się o Wyznaniach, Tolerancji, Świątyniach i Szacunku. Taką narrację chciał nadać KTOŚ, kto siedzi mocno w historii (i słusznie). W wytycznych przetargowych znajdziemy inne kategorie wyznaczane potencjalnym przedsiębiorcom: gastronomia, kultura, rozrywka, czyli spędzanie czasu wolnego, impreza... Tę drugą narrację chciał nadać inny KTOŚ, kto siedzi mocno w ekonomii (i słusznie). Efekt: konflikt narracji.

Brakuje więc trzeciej narracji pomocowej, a nawet wytycznych: GDZIE JEST GRANICA między pierwszą, a drugą narracją i jak je pogodzić. Osoby tzw. kulturalne to wiedzą, ale są też tzw. niekulturalne, dość liczne, z resztą wielu ludziom zdarza się po alkoholu nabrudzić mniej lub bardziej... Urzędnikom również, dziennikarzom też, licznym mieszkańcom - także.

Reasumując, Dzielnica XY (zamiast XY wstaw, co chcesz z powyższych czterech haseł) jest nie tylko strefą refleksji historycznej i zadumy metafizycznej, ale także strefą rozrywki. Wszystkie przetargi forsują tu lokale gastronomiczne, a w pobliżu jest duże kino, w dodatku wynajmujące swe pomieszczenia np. na imprezy korporacyjne (uczestniczyłam w takiej, chcę zapomnieć). Zatem skąd to zdziwienie, że tu są weekendowe ślady miejskich osobników? Czy dziennikarze, urzędnicy i niektórzy mieszkańcy sądzą, że mają podstawy moralizowania, jak kto powinien imprezować? Owszem, zgadzam się, że źle jest brudzić, ale nad ludźmi nie można panować w sposób moralizatorski i właśnie dlatego płacimy podatki na służby porządkowe. W miastach tego uwilbianego przez wielu "Zachodu" jest czysto nie dlatego, że ludzie mniej brudzą, ale dlatego, że ludzie więcej sprzątają.

W tym tkwi największy absurd tej sytuacji, przypominający znów, że we Wrocławiu BARDZO brakuje ZESPOŁU (kilku- lub nawet kilkunastoosobowego!) zajmującego się problematyką otwartej przestrzeni publicznej miasta. Póki co, NIKT się tym systemowo nie zajmuje, więc każdy działa po omacku: magistrat i media z jednej strony zachęcają do imprezowania, z drugiej dziwią się, że ludzie imprezują i oczekują, by imprezowicze byli świętsi od papieża. Scenariusz jest zawsze ten sam, różni sie tylko formą zachęty, która tutaj, na Św. Antoniego przybrała formę ESTETYZACJI w myśl przekonania urzędników i parchitektów, że szlachetne kamienie i formy zobowiązują i każdy będzie się wobec nich grzecznie zachowywał. Postawienie rzeźby panny na planecie ma zintensyfikować szacunek, jaki należy się temu miejscu. Poszczególne punkty scenariusza są więc proste:
ZACHĘTA = ESTETYZACJA & WYDATKI
IMPREZA = ZABAWA & BRUDZENIE
OBURZENIE = LIKWIDACJA lub SANKCJE

Czy to nie jest aby powtórka z Wyspy Słodowej?
Tam historia była bardzo podobna, tyle że w większej skali:
1 - najpierw zachęcano ludzi, by przychodzili tłumnie na Wyspę, przygotowano ją do tego ławkami, ścieżkami i trawniczkami,
2 - potem ludzie zaczęli imprezować tak, że poszło komuś w pięty,
3 - oburzano się długo, że brudno, głośno, niebezpiecznie i śmierdzi, aż wreszcie wyspę zamknięto na noc, czyli wprowadzono sankcje.

Czekam więc teraz na to, że w kontekście Heliosowego skweru padnie hasło "usunąć ławki!", wszak to by rozwiązało problem - tak się rozwiązuje podobne problemy na osiedlowych podwórkach, więc dlaczego nie koło kina...? Jednak to jest mało realne, tutaj będziemy mieć kilkumiesięczny cykl medialny pt. "znów brudne ławki koło D-XY!". Przecież to właśnie ten skwer dostał ostatnio nagrodę w konkursie na tzw. przyjazną przestrzeń publiczną, mimo że rzeczniczka ZDiUM swego czasu zaanonsowała jawnie i bezpardonowo, że skwer jest anty-deskorolkowy, więc przyjazny dla wszystkich nie jest.

Może ktoś nam zaaplikuje regulamin skweru, taki jak wisi w każdym parku? Co wolno, czego nie wolno:) Wygląda na to, że ten jakże godny (w założeniach) skwer jest aż nazbyt oswojony i przyjazny - ale to dobrze! Trzeba tylko teraz podjąć stosowne kroki korygujące wcześniejsze błędy decydentów. Ciekawe, czy komuś z nich przyszło do głowy, by się ucieszyć, że ludzie tam przychodzą, siedzą, imprezują, skoro ktoś uznał ten skwer za "przyjazną przestrzeń publiczną". Skoro ktoś wcześniej nie chciał takiej "przyjaźni", to powinien inaczej zorganizować ten skwer, to pewne, bo można się spodziewać, jak funkcjonuje miejsce w takim otoczeniu, z taką narracją nr 2 (IMPREZA!). Ciekawe, czy komuś z decydentów przyszło do głowy, by 1) zobowiązać policję do działania, skoro na utrzymanie porządku dostaje kolejne fundusze od naszej gminy, 2) nad ranem po prostu przypilnować, aby służby porządkowe posprzątały tamtejszy bałagan i przygotowały miejsce na kolejną imprezę. Bo przecież po to m.in. stawia się ławki w przestrzeni publicznej, by ludzie tam spędzali czas, również na imprezach. Jeśli nie, to PO CO KTOŚ TAM POSTAWIŁ ŁAWKI? Oczywiście, jedna z nich służy za postument pod posąg, to już też nowa tradycja we Wrocławiu - na Świdnickiej też stawia się posążki na ławkach - posążki krasnoludków. Może więc potrzebny tu jest Krasnal Pijaczek zamiast Kryształowej Planety...?

Czy może wracamy do PRL-u i urzędnicy wraz z dziennikarzami i mieszkańcami będą uczyć innych, jak się bawić w sposób zrównoważony? Owszem, tego trzeba uczyć, ale w inny sposób. Po pierwsze trzeba przewidywać rzeczywistość i tworzyć scenariusze zdarzeń PRZED inwestycją, po drugie nagradzać miejsca, które zaprojektowano z głową, po trzecie postawić stosowną liczbę obfitych kubłów na śmieci, po czwarte zobowiązać sprzątaczy do sprzątania. Na Wyspie Słodowej kubły też były za małe i niezbyt liczne. Najwyraźniej ZDiUM i projektanci liczą ilość śmieci w oparciu o normy z lat 60., a nie o współczesną produkcję odpadów - liczba opakowań produktów spożywczych zwiększyła się kilkakrotnie, ale objętość kubłów jest nadal taka sama. Absurdalne jest to wszystko, bo naturalne jest, że tam gdzie są ludzie, są i śmieci, a tam gdzie są śmieci, muszą być służby porządkowe. To ostatnie ogniwo u nas po prostu nie istnieje, bo ludzie brudzą tak samo na wschodzi i na zachodzie. Poniżej impreza w Rotterdamie. Na drugi dzień - idealna czystość.


Anna Rumińska